<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610</id><updated>2012-02-18T02:11:52.139+01:00</updated><title type='text'>jasmeenowo</title><subtitle type='html'>wciąż ja...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>393</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3990637177495044311</id><published>2012-01-11T22:56:00.099+01:00</published><updated>2012-01-26T03:20:28.576+01:00</updated><title type='text'>Osiągnąć Cel....</title><content type='html'>&amp;nbsp;I co dalej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawać by się mogło, że&amp;nbsp; osiągnięcie CELU, takiego rozpisanego na wiele lat, to jest COŚ, to jest WYDARZENIE, to jest powód do dumy, radości i świętowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem okazuje się, że CEL, który w głowie dążącego doń, raz urastał do niebotycznych, wręcz nieosiągalnych rozmiarów, innym znów razem - zostawał na jakiś czas zarzucany, jako cel zbędny, niepotrzebny i bezsensowny, wobec innych życiowych wyzwań - on cały czas żył własnym życiem. Gdzieśtam sobie istniał, na marginesie codzienności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw było mówione: niech no tylko GO osiągnę!&lt;br /&gt;Potem: zaraz się NIM zajmę, tylko skończę TO i OWO.&lt;br /&gt;W końcu:&lt;br /&gt;- teraz mam ważniejsze rzeczy, niż ON.&lt;br /&gt;- w sumie: po co mi ON potrzebny?&lt;br /&gt;- daję sobie z NIM spokój, doskonale można żyć bez NIEGO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak minęło 10 lat zwyczajnego życia. Ważnych spraw i całkiem błahych. Miłych i trudnych. Zajmowania się domem, dziećmi, pracą, bytowania w internecie, podróżowania....CEL spał. Przyczajony. Zapomniałam o JEGO istnieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego październikowego dnia CEL został obudzony delikatnym łaskotaniem w nos: jednym....drugim....trzecim....:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. "ty wiesz? X. się obroniła! na piątkę!"&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "X - magistrem??? nie-do-wiary!"&lt;br /&gt;2. "mamo, a dlaczego Ty właściwie nie masz magistra? czego Ci zabrakło?"&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "dwóch rozdziałów, synu...."&lt;br /&gt;3. "mamo, a może byś poszła na INNE studia?"&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "ale muszę odebrać papiery z TYCH studiów"&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "to odbierz!"&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "jak już tam pojadę i przełamię wstyd, to i te dwa rozdziały mogę napisać....bo ja się po prostu wstydzę tam pokazać, w tym moim przyjaznym i wspierającym sekretariacie....."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień później pojechałam. Mimo komplikacji (sekretariat przeniesiono), spotkałam te same przemiłe panie sekretarki, tak pozytywnie nastawione, jakbym pożegnała się z nimi wczoraj, nie w roku 2001....&lt;br /&gt;I wróciłam na studia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie gdybym w październiku 2010 wiedziała, że czeka mnie EGZAMIN z biochemii, nadal CEL spałby sobie w kąciku, zwinięty w kłębek i przykryty kilkoma warstwami ciepłych szmatek. A tak: biochemia nie tylko ZALICZONA (ćwiczenia laboratoryjne), ale i ZDANA (ustnie! - 40 minut rozmowy z PROFESOREM), no i CEL OSIĄGNIĘTY.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniu piętnastych urodzin Gburka, postawiłam ostatnią kropkę w mojej pracy magisterskiej.&lt;br /&gt;Dziś zdałam pomyślnie egzamin magisterski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może nie "na piąteczkę", jak "X" - wspomniana jako jeden z bodźców mojego powrotu na studia - "zaledwie" na 4,5, ale uważam, że studia na Uniwersytecie Warszawskim, do tego na TAKIM kierunku, mają nieporównywalnie większą wagę, niż magisterium w prywatnej szkole lansu i czegośtam.&lt;br /&gt;Cóż, prawda jest też taka, że po tych dziesięciu latach mojego przestoju edukacyjnego, tytuł magistra się straszliwie zdewaluował. Niemal każdy teraz może być magistrem (w tej, czy innej szkółce). Jeszcze więcej osób może mieć wyższe wykształcenie - bo już po trzech latach nauki pomaturalnej, z tytułem licencjata, można wpisać sobie w cv kolejny stopień edukacji. Ja nie mogłam tego zrobić, mimo skończonych pięciu lat studiów, ponieważ przepisy naonczas były zupełnie inne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z tym, że mój "magister" dojrzewał tak długo, chyba po prostu "przejrzał"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam znajome z doktoratem....&lt;br /&gt;Większość moich znajomych ma skończone studia podyplomowe lub specjalizacyjne.... &lt;br /&gt;Mam nawet Jedną Sympatyczną Znajomą z tytułem profesora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja niezdrowo ekscytuję się tym, że WRESZCIE mam tytuł magistra. &lt;br /&gt;Tytuł, którego najpierw pożądałam, potem nie chciałam, w końcu o nim zapomniałam.&lt;br /&gt;Tytuł, który X ( a także Y, Z i pewnie Q), zdobyła mimochodem, między jedną imprezą a drugą, napisawszy miałką pracę o niczym, będącą kompilacją kilku(nastu) innych prac na podobny temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jest się czym chwalić i z czego cieszyć? Czy wypada?&lt;br /&gt;A na koniec: i co z tego, że mam skończone studia? co z tego, że mam wyższe wykształcenie? czy to coś zmienia? zmądrzałam nagle? otworzyły mi się oczy na świat? poszerzyłam horyzonty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic się nie dzieje nadzwyczajnego, życie toczy się, jak do TEJ pory. Po 11.stycznia wszystko będzie u mnie tak, jak przed 11. stycznia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale....&lt;br /&gt;ale....&lt;br /&gt;Wreszcie rodzinka straci coroczny żelazny punkt w składaniu życzeń wigilijnych, wreszcie nie będą mogli mi wytykać z głębokim westchnieniem: "no i żebyś się wreszcie obroniła...."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiłam to, po prostu to zrobiłam. I chociażby dlatego było warto osiągnąć CEL.&lt;br /&gt;Oraz dla udowodnienia Potomkom, że co się zaczęło, należy doprowadzić do końca.&lt;br /&gt;Oraz dla udowodnienia sobie samej, że się jeszcze całkowicie nie porosło pierzem kury domowej - że SAMODZIELNIE i TWÓRCZO potrafię napisać i obronić pracę magisterską na kierunku - bynajmniej nie humanistycznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz odbieram gratulacje i przyjmuję zapisy na imprezę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3990637177495044311?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3990637177495044311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2012/01/osiagnac-cel.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3990637177495044311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3990637177495044311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2012/01/osiagnac-cel.html' title='Osiągnąć Cel....'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1898876732571516360</id><published>2012-01-01T01:22:00.002+01:00</published><updated>2012-01-26T01:31:45.196+01:00</updated><title type='text'>Kolejny Nowy</title><content type='html'>I tak co roku.&lt;br /&gt;Nowe oczekiwania, nowe postanowienia, nowe pomysły, nowe plany....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja nic nie postanawiam i niczego nie oczekuję.&lt;br /&gt;Im wieksza cyfra wydnieje na przekręcającym się sylwestrowej nocy liczniku, tym jakoś mniej euforycznie to przyjmuję.&lt;br /&gt;Upływ czasu? No i cóż stąd?&lt;br /&gt;Czym pierwszy stycznia różni się od trzydziestego pierwszego grudnia?&lt;br /&gt;Będzie albo tak samo, albo zupełnie inaczej. Będzie przygodowo i podróżniczo, albo domowo i stacjonarnie. Nasze górnolotne postanowienia i życzenia są równie istotne, niezależnie od tego, czy są podjęte 1 stycznia, 12 marca czy 26 listopada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będzie, co ma być.&lt;br /&gt;Bądźmy sobą.&lt;br /&gt;Żyjmy tak, żeby&amp;nbsp; za rok nie musieć postanawiać o "zaczynaniu od nowa" oraz "odkręcaniu tego, co się zakręciło". &lt;br /&gt;Patrzmy też na potrzeby innych, żebyśmy bez wstydu mogli spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.&lt;br /&gt;I już będzie to Dobry Rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czuję - od pewnego czasu - magii sylwestrowej nocy. Cóż - okazja do spotkania ze znajomymi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1898876732571516360?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1898876732571516360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2012/01/kolejny-nowy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1898876732571516360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1898876732571516360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2012/01/kolejny-nowy.html' title='Kolejny Nowy'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6761062459762282648</id><published>2011-12-24T15:17:00.005+01:00</published><updated>2012-01-26T01:22:31.920+01:00</updated><title type='text'>Radosnych Świąt!</title><content type='html'>Bezśnieżnie, trudno!&lt;br /&gt;Ale niech przynajmniej będzie ciepło i przytulnie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6761062459762282648?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6761062459762282648/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/radosnych-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6761062459762282648'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6761062459762282648'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/radosnych-swiat.html' title='Radosnych Świąt!'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-565252774895873407</id><published>2011-12-15T23:06:00.000+01:00</published><updated>2011-12-15T23:06:44.543+01:00</updated><title type='text'>Dlaczego nikt mi nie powiedział.....</title><content type='html'>....że świeżo wyciskany sok z pomarańczy to absolutna doskonałość?&lt;br /&gt;W poprzednim robocie miałam nawet wyciskarkę do cytrusów, ale spoczywała na dnie szuflady.&lt;br /&gt;W nowym robocie wyciskarka wyglądała tak zachęcająco, że musiałam skorzystać. I - strzał w dziesiątkę!&lt;br /&gt;Teraz biegam po okolicznych sklepach w poszukiwaniu najlepszego dostawcy pomarańczy. Na razie wygrywa....Biedronka. Nie dość, że udało mi się kupić w promocyjnej cenie, to jeszcze super soczyste - mniam!&lt;br /&gt;Przy okazji odkryłam smak mojej ulubionej sałatki, kupowanej w którymś z barów sieciowych:&lt;br /&gt;sałata, kurczak ugrillowany na ostro, jogurt naturalny (własnej roboty - pycha!) i resztki z pomarańczy użytych do soku - więcej mi do szczęścia nie trzeba. (nie, no....jakby mi ktoś postawił na stole miskę z sałatką i miskę z pierogami lub dowolnym makaronem, to chyba jasne jest, co bym wybrała....).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-565252774895873407?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/565252774895873407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/dlaczego-nikt-mi-nie-powiedzia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/565252774895873407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/565252774895873407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/dlaczego-nikt-mi-nie-powiedzia.html' title='Dlaczego nikt mi nie powiedział.....'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1142973389756031287</id><published>2011-12-13T23:30:00.000+01:00</published><updated>2011-12-13T23:30:45.686+01:00</updated><title type='text'>Witacz, część trzecia: czekamy na rozwój sytuacji...</title><content type='html'>Rzeźba - koszmarek jest jeszcze niedokończona. Czekamy na osmolenie korony i napis: "Otwock wita".&lt;br /&gt;Wydaje się, że gorzej być nie może, ale kto wie? kto wie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czasu, kiedy przeczytałam wprowadzenie w lokalnej prasie, ze szczególnym uwzględnieniem symboliki projektu, nie mogę opędzić się od pytania: czy są granice, gdzie ludzka przyzwoitość nakazuje powiedzieć "artystom" wprost:&lt;br /&gt;a jazda mi z tym śmieciem do pieca!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ogarniam swoim mało wrazliwym umysłem performerów, tarzających się nago w farbie i robiących odciski swego ciała na płótnie, nie przemawia do mnie bohomaz w stylu trzy kreski i czery kropki, nie dziwne więc, że okorowana, "zdefragmentowana" i polakierowana na błyszcząco gałąź też do mnie nie przemówiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jedno: moje osobiste odczucia.&lt;br /&gt;Druga sprawa - to kwestia oszpecania miasta, które jest - jak by nie było - moim miastem. Do którego mam sentyment i najzwyczajniej boli mnie każdy brzydki jego fragment (zapewniam, jest ich niemało!). Po cóż więc dodatkowo i celowo, na samych rogatkach, umieszczać coś, co jest kwintesencją ohydy?&lt;br /&gt;Rozumiem - warszawska artystka poczuła klimat miasta i naszło ją natchnienie: dziura z kikutami rusztowania w centrum miasta, brak połączenia komunikacyjnego między poszczególnymi dzielnicami, nadpalone drewniane domy - symbolika "witacza" jest bardzo czytelna. Ale - miejmy litość! - dlaczego nie wystawiła swego tworu w galerii, z podpisem "Otwock - miasto szkieletu" -&amp;nbsp; dla koneserów, którzy podziwiać mogliby do woli, cmokać w zachwycie, czy z dezaprobatą. A wreszcie przyjechaliby - z ciekawości do tego Otwocka, żeby sprawdzić, czy miasto&amp;nbsp; rzeczywiście aż tak straszy swą brzydotą i marazmem, jak to odbiera artystka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam na ciąg dalszy, a przede wszystkim czekam, kto pierwszy odważy się odpowiedzieć na zadawane pytania: "kto na to pozwolił?" oraz "w imię czego?"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1142973389756031287?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1142973389756031287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/witacz-czesc-trzecia-czekamy-na-rozwoj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1142973389756031287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1142973389756031287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/witacz-czesc-trzecia-czekamy-na-rozwoj.html' title='Witacz, część trzecia: czekamy na rozwój sytuacji...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3686712753363540135</id><published>2011-12-12T23:13:00.003+01:00</published><updated>2011-12-13T23:35:43.543+01:00</updated><title type='text'>Witacz, część druga: odzew społeczny</title><content type='html'>uwaga! w podanych linkach - oprócz żywiołowych komentarzy lokalnej społeczności - są również drastyczne zdjęcia!&lt;br /&gt;tylko dla osób o mocnych nerwach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://linia.com.pl/forum/read.php?4,101085,page=1"&gt;http://linia.com.pl/forum/read.php?4,101085,page=1&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/events/313967848621835/"&gt;http://www.facebook.com/events/313967848621835/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3686712753363540135?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3686712753363540135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/witacz-czesc-druga-odzew-spoeczny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3686712753363540135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3686712753363540135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/witacz-czesc-druga-odzew-spoeczny.html' title='Witacz, część druga: odzew społeczny'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-378416694081402634</id><published>2011-12-09T12:49:00.009+01:00</published><updated>2011-12-13T23:13:01.684+01:00</updated><title type='text'>Witacz, część pierwsza: wprowadzenie</title><content type='html'>Za gazetą lokalną:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&amp;gt;witacz&amp;lt;, czyli rzeźba ze stylizowanej przez warszawską artystkę, Annę Molską, sosny, &lt;br /&gt;"wyrośnie" na szczycie Ronda "Fromczyn", już pod koniec tego tygodnia. &lt;br /&gt;Sosna, pochodząca z okolicznych lasów i ścięta podczas niedawnych prac  nadleśnictwa, została pocięta na części, następnie zaimpregnowana  przeciw wilgoci. Jej "kręgosłup" stanowi konstrukcja metalowa, która ma  charakter wspornika i przytrzymuje każdą część drzewa, w odpowiednich  odstępach, tworząc rysunek sosny z wymazanymi częściami. Najniższą  częścią &amp;gt;witacza&amp;lt; jest unoszący się w powietrzu korzeń. Część  najwyższa, czyli korona, pozbawiona jest igliwia i delikatnie osmolona.  Na koronie pojawi się napis potraktowany w sposób rzeźbiarski i  nawiązujący do plątaniny gałęzi: "Otwock wita". &lt;br /&gt;W opisie projektu czytamy:  &lt;br /&gt;"jego znaczenie tkwi w dwóch aspektach - wizualnym i symbolicznym. Sosna  w heraldyce oznacza sprawiedliwość, szlachetność i szczerość,  symbolizuje dobra terytorialne (bory, lasy). W kontekście Otwocka ważne  są lecznicze właściwości sosny. Pojawienie się drzewa w nowym  charakterze i specyficznej formie, można odczytywać jako metaforę  przeszłości miejsca, jednocześnie wskazującą na nowe myślenie o jego  przyszłości. Sosna zostaje wykorzeniona, wyrwana naturze, zmienia swoje  miejsce i funkcje. Drzewo poddane zostaje fragmentacji. Jego trzon jest  przerwany, jednocześnie trwa i może reprezentować miasto. Następuje  przesunięcie znaczeń."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-378416694081402634?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/378416694081402634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/witacz-czesc-pierwsza-wprowadzenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/378416694081402634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/378416694081402634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/witacz-czesc-pierwsza-wprowadzenie.html' title='Witacz, część pierwsza: wprowadzenie'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3398944876886272233</id><published>2011-12-08T12:49:00.000+01:00</published><updated>2011-12-08T12:49:28.317+01:00</updated><title type='text'>pierwszy śnieg</title><content type='html'>Z kronikarsko - klimatologicznego obowiązku: w bieżącym roku, po wyjątkowo bezdeszczowej jesieni (już media zaczynały wietrzyć sensację: "susza stulecia!"), pierwszy śnieg spadł tuż po Mikołajkach, 7. grudnia. Pokręcony ci u nas klimat - raz w połowie października burze śnieżne, innym razem w połowie (niemal) grudnia przelotne opady, które do rana nie pozostawiają po sobie śladu....&lt;br /&gt;Czekamy na prawdziwą, nieskazitelną pierzynkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3398944876886272233?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3398944876886272233/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/pierwszy-snieg.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3398944876886272233'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3398944876886272233'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/12/pierwszy-snieg.html' title='pierwszy śnieg'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-629025786193449126</id><published>2011-11-23T14:38:00.000+01:00</published><updated>2011-11-23T14:38:15.249+01:00</updated><title type='text'>Porada wychowawcza</title><content type='html'>Za pośrednictwem facebooka, moja Bardzo Dobra Koleżanka udzieliła dziś świetnej porady wychowawczej. Nie mogę się powstrzymać od zacytowania, bo pomysł jest przedni, skuteczny i godzien naśladowania. Oto on:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;h6 class="uiStreamMessage" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:1}" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;tydzien  temu syn spac nie chcial o 23. W zwiazku z tym zostal wywleczony z  lozka, postawiony przed pralka i mial wieszac pranie. Wil sie, plakal i  wyrzekal, pol godziny mu to zajelo ale powiesil i spac poszedl  natychmiast. &lt;br /&gt;Od tego czasu jeczenie "nie chce mi sie spaaaac" zalatwiane jest za pomoca "jest podloga do umycia". Syn zasypia natychmiast :)&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h6&gt;&lt;h6 class="uiStreamMessage" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:1}" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h6&gt;&lt;h6 class="uiStreamMessage" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:1}" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;Ja zamierzam stosować na swoich Potworzętach, w razie niesubordynacji nocnej. Kluczowa jest tu konsekwencja wykonania: to nie może być straszenie, to ma być realnie przeprowadzona akcja!&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h6&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-629025786193449126?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/629025786193449126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/porada-wychowawcza.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/629025786193449126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/629025786193449126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/porada-wychowawcza.html' title='Porada wychowawcza'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-943227097682443399</id><published>2011-11-18T17:57:00.001+01:00</published><updated>2011-11-18T18:06:45.269+01:00</updated><title type='text'>Nastolęctwo</title><content type='html'>Za dwie godziny idę z dwoma nastolatkami do kina. Na kolejną część "Zmierzchu".&amp;nbsp;Dziś jest pierwszy&amp;nbsp;dzień wyświetlania tegoż filmu.&lt;br /&gt;Dokładnie rok temu byłam na poprzedniej części&amp;nbsp; tej wampirzej&amp;nbsp;serii. Też pierwszego dnia pokazowego. Nastolatki -&amp;nbsp;o rok młodsze - patrzyły zgorszone na starsze koleżanki, które piszczały, wzdychały i wznosiły okrzyki, kiedy na ekranie pojawił się TEN lub TAMTEN bohater.&lt;br /&gt;Obawiam się, że w tym roku dziewczęta same będą tymi histeryzującymi pannicami - już teraz przytupują nerwowo i nie przestają mówić wciąż na jeden temat....&lt;br /&gt;I ja - dobrowolnie - na coś takiego się piszę...&lt;br /&gt;Będzie ciekawie, zapewne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-943227097682443399?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/943227097682443399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/nastolectwo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/943227097682443399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/943227097682443399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/nastolectwo.html' title='Nastolęctwo'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-99660094524259582</id><published>2011-11-15T22:06:00.000+01:00</published><updated>2011-11-15T22:06:24.582+01:00</updated><title type='text'>fotka tytułowa</title><content type='html'>Wiem, że jest nieadekwatna do tego, co mamy od kilku dni za oknem....Ale to zdjęcie mojej Znajomej tak bardzo mnie urzekło, że pokochałam je od pierwszego wejrzenia i nie mogę od niego oderwać oczu. Bo taka właśnie była tegoroczna jesień. Pełna kolorów....a zasmakowałam każdego z nich do ostatniej kropelki.&lt;br /&gt;Trudno, nie wkleję w tym roku jesieni burej i ponurej, skoro zagapiłam się i nie było na blogu ani chwili tej wielobarwnej - bo nawet nie można powiedzieć po prostu "złotej"...ona nie była wszak zwyczajnie złota....&lt;br /&gt;Dziękuję za umożliwienie wykorzystania zdjęcia. Bardzo ono do mnie przemawia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-99660094524259582?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/99660094524259582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/fotka-tytuowa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/99660094524259582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/99660094524259582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/fotka-tytuowa.html' title='fotka tytułowa'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3386134814697657161</id><published>2011-11-14T19:06:00.057+01:00</published><updated>2011-11-15T14:02:42.578+01:00</updated><title type='text'>Najkrótsza wyprawa "na żubra"</title><content type='html'>To, że Białowieżę wielbię miłością nieskończoną, wiadomo powszechnie, odkąd moja noga tam postała w czasie praktyk studenckich po pierwszym roku. To jest "mój" las, to jest "moje" miejsce. Puszcza. Dzicz. Nietknięta cywilizacją Natura. Jasne - nie w tych miejscach, gdzie Lasy Państwowe prowadzą swoją pseudo-dobroczynną gospodarkę leśną, ani nie w tych miejscach, gdzie prowadzane są wycieczki szkolne i pracownicze. Dzięki temu, że byłam studentką ochrony środowiska, zobaczyłam Prawdziwą Puszczę. Ujrzałam i pokochałam.&lt;br /&gt;Odtąd, kiedy tylko tęsknota za lasem bardzo mi dokuczy, zbieram Rodzinę i jedziemy. Fakt, nie tam, gdzie w drodze wyjątku wpuszczono studentów, tylko tam, gdzie są miejsca dostępne dla ogółu. Jednak sama świadomość bycia w POBLIŻU, sam zapach Puszczy, sam widok z drogi Hajnówka - Białowieża w głąb lasu - już to jest dla mnie wystarczające. Czuję, że to, co nieujarzmione, jest na wyciągnięcie ręki.&lt;br /&gt;Popatrzywszy na miejskie zwierzęta podczas Święta Niepodległości (tfu, zwierzęta się tak nie zachowują!), postanowiliśmy odwiedzić żubry. Przy okazji - pospacerować, odwiedzić&amp;nbsp; Tatarów w Kruszynianach i posmakować ich kuchni, pojeździć po bezdrożach naszym Potwornym Samochodem, świeżo odebranym z warsztatu....&lt;br /&gt;Tak, to od początku był słaby element naszej weekendowej układanki: Nasz Potworny Samochód.&lt;br /&gt;Do Białowieży dojechaliśmy bez przeszkód i przygód, mimo psikusa pogody, która z dnia na dzień, ze złotej, słonecznej jesieni, zrobiła jesień szarą i wilgotną. Zatrzymaliśmy się w Kleszczelach na obiad w dość....klimatycznej miejscowej knajpie. Mimo siermiężnego wystroju, jedzenie trafiło nam się całkiem smaczne. Ustaliliśmy szczegółowy plan działania na dwa dni i ruszyliśmy wprost do rezerwatu żubrów.&lt;br /&gt;Tu czekały na nas same dziwne zwierzęta, wprawiając nas w doskonały humor:&lt;br /&gt;1. Ryś - filozof. Typ Szymona Słupnika. Siedział i patrzył. Bez ruchu. &lt;br /&gt;2. Wilki. Dziwne jakieś. Cała wataha zdenerwowana bezruchem rysia? Wyglądało na to, że nie jest to normalne zachowanie kota.&lt;br /&gt;3. Całkiem normalne żubry. Siedziały cicho w najdalszym kącie wybiegu i nie dały się obejrzeć. Jak zwykle.&lt;br /&gt;4. W miarę normalne jelenie.&lt;br /&gt;5. Chrapiącego żubronia. Oraz off-roadową samicę tegoż. (off-roadową, ponieważ jej przemieszczanie się po błocie w kierunku wodopoju, przypominało walkę Land Rovera w terenie)&lt;br /&gt;6. Absolutny hit. Bezkonkurencyjną klępę (lub klempę - widzę, że zdania co do pisowni nazwy samicy łosia są podzielone, nawet wśród znawców tematu). Łosica lizała siatkę. Nie: jakoś tam sobie lizała. Lizała artystycznie i nieustająco. Spędziliśmy przy jej wybiegu kilkanaście minut, chichocząc bez opanowania. Jęzor taka łosica ma długaśny i wygimnastykowany....jęzor chwilowo odpoczywający od lizania, nadal pozostawał poza pyskiem, nadając mordzie łosicy wyraz pocieszny i mało poważny. Jednak chwile bezczynności nie trwały długo: nie wiem, jakim smakołykiem nasmarowano siatkę, ale niewątpliwie był to przysmak.&lt;br /&gt;7. Dziki. Na deser. Małe i duże. Ryjące ochoczo w ziemi i chrąchające przy tym bez opamiętania. Na wiele głosów: cieńszych i grubszych. Przecudne w swej beztrosce.&lt;br /&gt;Wróciliśmy do samochodu w przednich nastrojach i udaliśmy się na objazd po Białowieży. Pod nowym, nieznanym nam obiektem - pensjonatem i restauracją otwartymi w budynkach dawnej stacji kolejowej - Land Rover zakomunikował nam, że on nie będzie jechał do tyłu. Zaraz potem stwierdził, że do przodu też niekoniecznie...Po krótkiej naradzie, postanowiliśmy obrać kierunek "dom", rezygnując z rezerwacji oraz zaplanowanych przygód. W drodze powrotnej siedzieliśmy cicho jak myszy pod miotłą, zaklinając Zielonego Potwora, żeby dojechał jednak do domu i oszczędził nam przygody pt: "jazda 200 kilometrów na lawecie". Dojechał. Fakt - z prędkością nie większą, niż 60 km/h, ale dojechał.&lt;br /&gt;Czekamy na wyrok warsztatu, podejrzewamy uszkodzenie skrzyni biegów.&lt;br /&gt;Na pocieszenie, w sobotę obejrzeliśmy sobie w domowym zaciszu "Cast Away".&lt;br /&gt;A w niedzielę, po porządnym wyspaniu się, ruszyliśmy do kina - teoretycznie na "Jane Eyre"....Niestety - zbrakło dla nas biletów. Po przejażdżce dorożką (wariaci! dorożką? po Warszawie?jak turyści?), udaliśmy się do kawiarni Bliklego, gdzie NIEKTÓRZY zasłodzili się totalnie i dokumentnie już na etapie picia kawy z rumem, innym nie wystarczyła JEDNA porcja ciasta, czego srogo żałują cały poniedziałek....&lt;br /&gt;W trakcie węglowodanowej orgii, wpadliśmy na pomysł obejrzenia innego filmu, który wprost z Warszawskiego Festiwalu Filmowego trafił do kin: "Niebezpieczna metoda". Cóż....nie wiem, na jakiej podstawie wyświetlano go w ramach Festiwalu - te filmy, które nam się udało obejrzeć w tym roku (sztuk, w sumie 6), znacząco odbiegały poziomem od tego obrazu...Nie pomogli sławni aktorzy, nie pomógł chwytliwy temat psychoanalizy Freuda i Junga. Film był zwyczajnie NUDNY. I trudno. Szkoda, że skusi się na niego pewnie jeszcze wiele osób, podobnie jak my, skuszonych festiwalową rekomendacją.&lt;br /&gt;Generalnie: długi weekend listopadowy uznaję za udany. A do Białowieży jeszcze wrócę! I to nie raz!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3386134814697657161?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3386134814697657161/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/najkrotsza-wyprawa-na-zubra.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3386134814697657161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3386134814697657161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/najkrotsza-wyprawa-na-zubra.html' title='Najkrótsza wyprawa &quot;na żubra&quot;'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2994600016360079818</id><published>2011-11-06T23:44:00.000+01:00</published><updated>2011-11-06T23:44:04.172+01:00</updated><title type='text'>Dziękuję za czujność!</title><content type='html'>Mimo tego, że pisuję tu ostatnio marnie - nawet bardziej nie pisuję, niż pisuję, jednak mam dość emocjonalny i sentymentalny stosunek do "mojego" kawałka internetu.&lt;br /&gt;Dlatego zdenerwowałam się srodze na wieść o tym, że mój blog ZNIKNĄŁ. Po prostu: przestał istnieć. Była jasmeen-nie ma jasmeen.&lt;br /&gt;Czym prędzej poczyniłam kroki w celu odzyskania mojego prywatnego kawałka wirtualnej przestrzeni. W związku z tym, że karygodnie zaniedbuję zaglądanie tu, uznałam, że mało kto w ogóle tu bywa. Jednak okazało się, że wierna publiczność jest czujna i nie da zniknąć blogowi w internetowym niebycie.....Dziękuję za błyskawiczną akcję ratunkową, Arku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A bloggerowi grożę: jak mi - swego czasu - podpadł blox, to z niego uciekłam....Nie lubię, jak ktoś miesza swoimi paluchami w moim i tylko moim świecie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2994600016360079818?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2994600016360079818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/dziekuje-za-czujnosc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2994600016360079818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2994600016360079818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/11/dziekuje-za-czujnosc.html' title='Dziękuję za czujność!'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-626116818778264882</id><published>2011-10-10T12:17:00.002+02:00</published><updated>2011-11-18T18:32:13.615+01:00</updated><title type='text'>Kogut</title><content type='html'>"Miała baba koguta..." lalalaaaaa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i od razu zrobiło się folklorystycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sąsiedzi do stadka kurek dokupili sobie samca. &lt;br /&gt;Alez mieliśmy pobudki przez całe wakacje! I od razu informacje o tym, że coś się w przyrodzie odbywa - a to deszcz idzie (permanentnie), a to słońca za mało (no tak....w tym roku rzeczywiście), a to ciśnienie za niskie, a to wiatr za silnie wieje - kogut był czujny.&lt;br /&gt;A teraz zamilkł i czegoś mi brakuje. Będę za nim tęsknić aż do wiosny. Mam nadzieję, że sąsiedzi nie zrobią z pana koguta świątecznego rosołu.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-626116818778264882?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/626116818778264882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/10/kogut.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/626116818778264882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/626116818778264882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/10/kogut.html' title='Kogut'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-324885469317681328</id><published>2011-09-13T14:41:00.000+02:00</published><updated>2011-09-13T14:41:00.896+02:00</updated><title type='text'>Zagadka</title><content type='html'>Gdzie można obejrzeć taki piękny las?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-J-zB0oYMK_8/Tm3-Yx8OZiI/AAAAAAAAASg/H-uPYIcjFLg/s1600/Zdj%25C4%2599cie0176.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-onF1ujk7mrw/Tm3-dwMLTWI/AAAAAAAAASk/8iBHz0r14_A/s1600/Zdj%25C4%2599cie0177.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-onF1ujk7mrw/Tm3-dwMLTWI/AAAAAAAAASk/8iBHz0r14_A/s320/Zdj%25C4%2599cie0177.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Y23iw3YKG4Y/Tm3-nAoJ5uI/AAAAAAAAASs/eGXxH-HRYd0/s1600/Zdj%25C4%2599cie0174.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Y23iw3YKG4Y/Tm3-nAoJ5uI/AAAAAAAAASs/eGXxH-HRYd0/s320/Zdj%25C4%2599cie0174.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-GGuOlNRkLHA/Tm3-qij2i7I/AAAAAAAAASw/CvxFym_SZv4/s1600/Zdj%25C4%2599cie0175.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-324885469317681328?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/324885469317681328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/09/zagadka.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/324885469317681328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/324885469317681328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/09/zagadka.html' title='Zagadka'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-onF1ujk7mrw/Tm3-dwMLTWI/AAAAAAAAASk/8iBHz0r14_A/s72-c/Zdj%25C4%2599cie0177.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3076448393669419470</id><published>2011-09-12T14:34:00.000+02:00</published><updated>2011-09-12T14:34:43.236+02:00</updated><title type='text'>Ogłaszam początek jesieni!</title><content type='html'>Znalazłam na podwórku pierwszego kasztana - znak, że nasze biedne kasztanowce przetrwały kolejny sezon, nie poddały się szkodnikowi. I niech tak trzymają, lubię je bardzo.&lt;br /&gt;Dojrzały też winogrona - nie te egzotyczne, południowe, tylko nasze - małe, kwaśne i drapiące w usta. Za nic w świecie nie zamieniłabym ich na słodsze, powszechnie uwielbiane odmiany.&lt;br /&gt;Potomki wdrażają się do obowiązków, ja nadrabiam blogowe zaległości, by też zasiąść nad obowiązkiem, który tym razem trzeba dociągnąć do końca....&lt;br /&gt;A zwierzęta? Cóż...jak to one - prowadzą beztroski żywot przyjaciół domu...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CjfQ4SGA-L4/Tm35SlBgVaI/AAAAAAAAASQ/2sCWVFlIKWs/s1600/Canon+913.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-CjfQ4SGA-L4/Tm35SlBgVaI/AAAAAAAAASQ/2sCWVFlIKWs/s320/Canon+913.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Unkf1KpO44Y/Tm35ax2kPUI/AAAAAAAAASU/6CV50LifoRA/s1600/Canon+886.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-Unkf1KpO44Y/Tm35ax2kPUI/AAAAAAAAASU/6CV50LifoRA/s320/Canon+886.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wRSR3Qtah8E/Tm35gBciMVI/AAAAAAAAASY/KAB-LeTDlRU/s1600/Canon+888.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-wRSR3Qtah8E/Tm35gBciMVI/AAAAAAAAASY/KAB-LeTDlRU/s320/Canon+888.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-GLhDyeXTU6g/Tm35kDTPw7I/AAAAAAAAASc/RFTNHmzOIlM/s1600/Canon+908.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-GLhDyeXTU6g/Tm35kDTPw7I/AAAAAAAAASc/RFTNHmzOIlM/s320/Canon+908.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Od razu tłumaczę: nieproporcjonalna ilość zdjęć nie wynika z moich psowych preferencji: po prostu - Burava jest mniej ruchliwa i daje sie "złapać". Wilczasty cierpi na ADHD, które ujawnia się szczególnie wtedy, kiedy widzi aparat.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawostek - mam nową zabawkę - iPada. Kocham go straszliwie od kilku dni....Mam nadzieję, że nie zrobi mi żadnego brzydkiego psikusa i pozostaniemy w długim i stabilnym związku.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3076448393669419470?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3076448393669419470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/09/ogaszam-poczatek-jesieni.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3076448393669419470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3076448393669419470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/09/ogaszam-poczatek-jesieni.html' title='Ogłaszam początek jesieni!'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-CjfQ4SGA-L4/Tm35SlBgVaI/AAAAAAAAASQ/2sCWVFlIKWs/s72-c/Canon+913.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6423473497700610284</id><published>2011-09-01T14:38:00.001+02:00</published><updated>2011-09-12T14:40:48.040+02:00</updated><title type='text'>Początek...końca</title><content type='html'>Obydwoje Potomków zaczęło ostatni rok edukacji w swoich szkołach. Przed nami trudne decyzje odnośnie przyszłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek roku u Gryzeldy - z nowym Dyrektorem. Aż żal będzie odchodzić ze szkoły - takie pozytywne zmiany się zapowiadają. początek roku u Gburka - bez rewolucji. Tutaj brak rewolucji jest też pozytywem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głęboko oddycham przed zanurzeniem się w tematykę okołoszkolną...oby decyzje o dalszej edukacji były dobrymi decyzjami...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6423473497700610284?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6423473497700610284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/09/poczatekkonca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6423473497700610284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6423473497700610284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/09/poczatekkonca.html' title='Początek...końca'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6269277709809939426</id><published>2011-08-30T13:30:00.007+02:00</published><updated>2011-09-01T13:35:13.215+02:00</updated><title type='text'>Nie do wiary...</title><content type='html'>Odwykłam od internetu! Ponad dwa tygodnie podróży bez komputera i bez widoków nawet na jakąkolwiek sieć. Odcięcie od informacji politycznych, gospodarczych, lokalnych, kulturalnych. Da się bez tego wszystkiego żyć! A ile się natenczas czyta! A ile miewa się przemyśleń różnorakich!&lt;br /&gt;Za to po powrocie wcale do tych zdobyczy cywilizacji nie ciągnie - ot, leży jakiś komputer i się kurzy, ot - wisi jakiś telewizor, ale gdzie jest pilot? Blogi porastają pajęczynami, facebook nie kusi - podróże kształcą i zmieniają...&lt;br /&gt;Wdrażam się więc bardzo powoli i przywykam do mojej codzienności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6269277709809939426?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6269277709809939426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/08/nie-do-wiary.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6269277709809939426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6269277709809939426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/08/nie-do-wiary.html' title='Nie do wiary...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-890094977264640047</id><published>2011-08-12T23:45:00.000+02:00</published><updated>2011-08-12T23:45:00.110+02:00</updated><title type='text'>W stepie szerokim....</title><content type='html'>Przytupuję niecierpliwie i jeszcze nie do końca wierzę.&lt;br /&gt;Czy aby naprawdę jedno z moich podróżniczych marzeń puka do drzwi?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-890094977264640047?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/890094977264640047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/08/w-stepie-szerokim.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/890094977264640047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/890094977264640047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/08/w-stepie-szerokim.html' title='W stepie szerokim....'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1929547049890673069</id><published>2011-08-02T13:07:00.000+02:00</published><updated>2011-08-02T13:07:14.779+02:00</updated><title type='text'>wyprzedaż książek</title><content type='html'>Mam takie:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5JRHIGNPqjY/TjfY8uztFXI/AAAAAAAAAR8/AUGqTgMGAWM/s1600/IMG_5429.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-5JRHIGNPqjY/TjfY8uztFXI/AAAAAAAAAR8/AUGqTgMGAWM/s320/IMG_5429.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektóre recenzowane na niniejszym blogu (skoro sprzedaję, to raczej nie były to pochlebne recenzje) - ale ktoś może będzie miał chęć je przeczytać? A może komuś się spodobają?&lt;br /&gt;Cena: 10 zł za sztukę plus koszt przesyłki, dwie od prawej - zabytkowe - oddam za koszt przesyłki plus symboliczną złotówkę.&lt;br /&gt;Od razu tłumaczę się z wystawienia "Zmroku", który obiecywałam spalić po przeczytaniu: może się autor zrehabilituje, jeśli znajdzie się jakiś amator kiepskiego fantasy i chociaż będę miała na kawę...Gdybym spaliła, nie byłoby żadnego pożytku z mojej męczarni....&lt;br /&gt;Czekam na jakiś odzew do końca sierpnia, potem wrzucam na allegro - jeśli i tak się nie sprzedadzą, wzbogaci się lokalna biblioteka publiczna (a wtedy "Zmrok" rzeczywiście spalę, do biblioteki to on się nie nadaje).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1929547049890673069?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1929547049890673069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/08/wyprzedaz-ksiazek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1929547049890673069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1929547049890673069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/08/wyprzedaz-ksiazek.html' title='wyprzedaż książek'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5JRHIGNPqjY/TjfY8uztFXI/AAAAAAAAAR8/AUGqTgMGAWM/s72-c/IMG_5429.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2853944248566781861</id><published>2011-07-31T23:43:00.000+02:00</published><updated>2011-08-12T02:45:19.172+02:00</updated><title type='text'>Powrót z kolonii</title><content type='html'>Po powrocie z kolonii i obozów, współczesna młodzież ochoczo rzuca się ku komputerom z internetem, aby....wyszukać na portalach społecznościowych swoich nowych kolegów i czym prędzej dodać ich do znajomych.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2853944248566781861?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2853944248566781861/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/powrot-z-kolonii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2853944248566781861'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2853944248566781861'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/powrot-z-kolonii.html' title='Powrót z kolonii'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5976351066371560210</id><published>2011-07-26T10:47:00.003+02:00</published><updated>2011-08-12T02:54:40.615+02:00</updated><title type='text'>Przedostatni lipcowy weekend</title><content type='html'>Spędziłam intensywny, nadbałtycki weekend. &lt;br /&gt;1. Spacer po Sopocie w dzień - uroczo &lt;br /&gt;2. Spacer po Sopocie w sobotnią noc - koszmarna dyskoteka i procesje pijanych młodych ludzi (stara jestem i zgrzybiała, trudno) &lt;br /&gt;3. Spacer po nocnej plaży w Sopocie - super! &lt;br /&gt;4. Wycieczka tramwajem wodnym do Helu - tam foki (kocham je tak samo, jak jeże) i plaża (pływałam w morzu!)&amp;nbsp; &lt;br /&gt;5. Spacer po gdańskiej Starówce &lt;br /&gt;6. Flądra - obowiązkowo &lt;br /&gt;7. Spacer na przystań rybacką w Gdyni, gdzie pracuje wyciągarka, wciągająca ryby na klif - podobno unikat odremontowany przez Unię E. &lt;br /&gt;8. Najważniejsze odkrycie: plaża w Rewie. Coś niesamowitego! Gdyby nie  nasz gdyński znajomy - M., nie wiedziałabym o jej istnieniu - taki półwysep  helski w miniaturce - idealne miejsce, żeby dzieciom tłumaczyć, jak  pracuje morze, żeby usypać wał z piasku: po jednej stronie cypla jest  falujące morze, po drugiej - odcięta zatoczka - można iść spacerkiem z  pół godziny i podziwiać - szczególnie malownicze podczas zachodu słońca.  Do tego mnóstwo kamieni dla zbieraczy. &lt;br /&gt;9. Dwa spotkania ze znajomymi, które okazały się spotkaniami z ich  rodzicami: w sobotę gościliśmy u teściów kolegi, w niedzielę u rodziców.  Obaj ojcowie są Ludźmi Morza, więc opowieściom nie było  końca....Obie mamy są paniami domu, więc każda chciała nas  zachwycić swoją kuchnią - i tak się stało (ważę chyba 100 kilo, to skutek  uboczny). Najważniejsze jest to, że naprawdę nie zamierzaliśmy się im  zwalać na głowę - chcieliśmy tylko gdzieś na mieście spotkać się z  kolegą i jego żoną, oraz poznać ich Dziecię, narodzone 6 miesięcy temu.  Ale zostaliśmy tak serdecznie zaproszeni na "małego grilla do rodziców",  że nie mogliśmy odmówić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam Bałtyk bardzo - bardzo. Śmiem twierdzić, że krajobrazowo morza Europy południowej nie mogą się równać z naszym - mało lazurowym, ale za to jakim klimatycznym - bajorkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha! Na koniec "strzeliliśmy sobie" wycieczkę przez Olsztyn i Szczytno,  żeby nie wracać nudną drogą przez Płońsk i Łomianki. No - cudnie tam jest!  Lasy, jeziora, mgły nad łąkami - bardzo malownicza trasa. Taki przejazd przez skraj Mazur był dla mnie świetnym odpoczynkiem krajobrazowym. Przyrodoterapia? &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5976351066371560210?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5976351066371560210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/przedostatni-lipcowy-weekend.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5976351066371560210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5976351066371560210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/przedostatni-lipcowy-weekend.html' title='Przedostatni lipcowy weekend'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3354652642040559847</id><published>2011-07-16T22:41:00.000+02:00</published><updated>2011-07-19T23:03:47.229+02:00</updated><title type='text'>Wolnoooość</title><content type='html'>Tak, tak: "wyjechali na wakacje..." - ale nie o to mi chodzi. Wolność poczułam w weekend, poprzedzający odesłanie Gburka na obóz. Wolność poczułam niespodziewanie i nagle - podczas przejażdżki rowerowej.&lt;br /&gt;Pojechaliśmy sobie do Warszawy na nieśpieszny rekonesans po mieście: ja, Jonatan i Gburek. Wsadziliśmy rowery w pociąg Szybkiej Kolei Miejskiej (bezpłatnie!) i ruszyliśmy przed siebie - bez planu i bez celu. Z racji remontów na PKP, dojechaliśmy do stacji Warszawa Wschodnia. I dobrze! Co się będziemy po Centrum pałętać?&lt;br /&gt;Pojechaliśmy skrajem Parku Skaryszewskiego, na ul. Francuską - tam zjedliśmy smaczne dania w restauracji tureckiej. Potem wróciliśmy nad Wisłę - obok Stadionu Narodowego dojechaliśmy do Mostu Świętokrzyskiego - przejechaliśmy na drugą stronę rzeki. W tym miejscu właśnie poczułam tytułową wolność: nic nie muszę, nigdzie się nie śpieszę, mogę pojechać w lewo lub w prawo, mogę wrócić do domu zaraz lub za pięć godzin, mogę wsiąść w pociąg i pojechać nad morze, w góry - gdziekolwiek mi się zamarzy. Mogę zjeść tu, albo tam, mogę odpocząć, mogę jechać ciągle - co tylko wymyślę. Nie wiem, skąd to nagłe poczucie oswobodzenia - w sumie nigdy nie byłam jakoś specjalnie przygwożdżona stacjonarnymi obowiązkami....Może chodzi o to, że Potomki są teraz Młodzieżą i łatwiej z nimi (lub bez nich) zrobić cokolwiek, aniżeli wtedy, kiedy były dziećmi?&lt;br /&gt;Pojeździliśmy brzegiem Wisły - obejrzeliśmy Centrum Nauki "Kopernik" - no, no, no - zarówno obiekt, jak i otoczenie - poziom europejski. Nawet powietrze do roweru można kupić za godziwą cenę (napompowanie - 5 zł). Z tym kosztownym powietrzem to trochę złośliwy żart, bo - oprócz tego zgrzytu -&amp;nbsp; atmosfera wokół Mostu Świętokrzyskiego bardzo nam się spodobała.&lt;br /&gt;Pojechaliśmy wokół Cytadeli (bo nigdy nie byłam), potem na plac Wilsona (dostałam kwiatki od Chłopaków, do rowerowego koszyka), stamtąd na Nowe i Stare Miasto (ależ tłum!) i Traktem Królewskim oraz Mostem Poniatowskiego - znów na Francuską - tym razem na deser. Jedząc lody, niemal jednocześnie wpadliśmy z Jonatanem na pomysł (ku rozpaczy Gburka), żeby nie wracać do pociągu, tylko próbować dojechać rowerami do samego domu. Udało się! Podróż trwała ponad godzinę, ale naprawdę było warto.&lt;br /&gt;Cała wycieczka: 6-7 godzin.&lt;br /&gt;Bez planu, bez wysiłku, za to z jaką przyjemnością. Powtórka gwarantowana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3354652642040559847?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3354652642040559847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/wolnoooosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3354652642040559847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3354652642040559847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/wolnoooosc.html' title='Wolnoooość'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7200036288405178654</id><published>2011-07-14T21:47:00.000+02:00</published><updated>2011-07-14T21:47:02.570+02:00</updated><title type='text'>Ogródkowo</title><content type='html'>Pada deszcz. Klimat mamy taki bardziej tropikalny, ostatnimi czasy.&lt;br /&gt;W związku z tym - jak przypuszczam - bo z czymże innym? - ma związek wybujałość roślinności u mnie w ogródku.&lt;br /&gt;Mam już zapas zielonego groszku: zupa była pyszna, zostało jeszcze na jedną - albo na sos z serem pleśniowym (mniam, mniam).&lt;br /&gt;Rośnie dynia (i to niejedna!) - już wlazła na mirabelkę, nie wiem, co będzie dalej...&lt;br /&gt;Trawa została wreszcie skoszona, bo kto wie, jakie zwierzęta mogłyby się w niej ukryć? Niedźwiadki? Małe nosorożce? Pawiany?&lt;br /&gt;O bujnym kwieciu wspomnę tylko po cichutku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej jednak zadziwiły mnie dwie rośliny, które skazałam już na wymarcie: bożonarodzeniowy świerczek oraz przesadzona - mało umiejętnie - leszczyna. Obydwa krzaczki wypuściły nowe pędy.&lt;br /&gt;Jest tak wilgotno, że mam wrażenie, że byle suchy patyk, wsadzony w ziemię, gotów obsypać się liściem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli: nie w ziemi naszej jałowej problem, a w braku wilgoci.&lt;br /&gt;Pogoda może mało wakacyjna, ale za to jakie zbiory....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7200036288405178654?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7200036288405178654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/ogrodkowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7200036288405178654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7200036288405178654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/ogrodkowo.html' title='Ogródkowo'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6933561134539178475</id><published>2011-07-07T11:30:00.000+02:00</published><updated>2011-07-07T11:30:02.700+02:00</updated><title type='text'>Krótka relacja</title><content type='html'>1. Zdałam biochemię. Przy nieocenionej pomocy Koleżanki, która wcisnęła mi wiedzę do głowy - kawałek po kawałku. Bardzo skutecznie. Publicznie dziękuję i kłaniam się nisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Zakończyliśmy Rok Szkolny. Przedostatni gimnazjalny - w przypadku Gburka, przedostatni - podstawówkowy - w przypadku Gryzeldy. Posypały się pochwały i wyróżnienia, nie można powiedzieć: serce rodzicielskie rośnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Wyjechaliśmy i wróciliśmy&amp;nbsp; - było tak ekscytująco, że aż postanowiłam założyć osobnego bloga podróżniczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. A teraz powinnam się skupić w sobie i zająć się pisaniem pracy magisterskiej oraz ODCHUDZANIEM (samej siebie - oraz równie wypasionej - Buravej).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6933561134539178475?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6933561134539178475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/krotka-relacja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6933561134539178475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6933561134539178475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/07/krotka-relacja.html' title='Krótka relacja'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2240857651439642669</id><published>2011-06-08T00:55:00.000+02:00</published><updated>2011-06-08T00:55:29.065+02:00</updated><title type='text'>Nic mnie nie gryzie, nic mnie nie martwi</title><content type='html'>Dlatego mnie tu nie ma.Wiodę sobie beztroskie życie - czytam, uczę się, hoduję trawę. Ganiam psy, które uparły się, żeby zdeptać mój żywopłot (fakt, posadziłam go na trasie ich przebieżek, celem ukrócenia tego procederu - na razie mamy remis). Ganiam Potomki, które mają zanik ambicji (jedno: "phy! po co mi zeszyt od polskiego, przecież i tak jestem najlepsza, co z tego, że będę mieć czwórkę zamiast szóstki, oceny nie są najważniejsze"), albo instynktu samozachowawczego (drugie: nie ma to, jak wywołać sobie anginę w gorącym okresie poprawiania ocen...w jaki sposób? bardzo prosto - zostawić na noc włączony wiatrak, tuż przy swojej głowie. Gburek - rozsądny młodzieniec, lat 14,5). Na Jonatana nie mam sposobu - utknął w internecie, gdzie planuje nasze wakacyjne wojaże. Czuję się nieco odsunięta od tematu - zwykle to ja byłam stroną planującą. Te wakacje mają być jednak inne....I nie ja je organizuję. Nie powiem, żeby mi się to podobało, ale staram się zaciskać zęby i nic nie mówić. Marnie mi to wychodzi, ponieważ Jonatan traktuje moje zaciskanie zębów jako dezaprobatę dla jego działań.&lt;br /&gt;Ot i tyle - nic się nie dzieje: trawa rośnie, lato nadchodzi.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2240857651439642669?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2240857651439642669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/06/nic-mnie-nie-gryzie-nic-mnie-nie-martwi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2240857651439642669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2240857651439642669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/06/nic-mnie-nie-gryzie-nic-mnie-nie-martwi.html' title='Nic mnie nie gryzie, nic mnie nie martwi'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1957522307424780067</id><published>2011-05-31T23:56:00.000+02:00</published><updated>2011-06-08T00:05:29.211+02:00</updated><title type='text'>Koniec maja</title><content type='html'>Tak na osłodę, że to już po moim ulubionym miesiącu, mam pod koniec maja trzy miłe uroczystości urodzinowe: moje, mojej mamy i mojej córki. Zostało jeszcze wolne miejsce 30. maja - chyba na córkę-mej-córki - tak, żeby kobieco - majowej tradycji stało się zadość.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1957522307424780067?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1957522307424780067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/koniec-maja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1957522307424780067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1957522307424780067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/koniec-maja.html' title='Koniec maja'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5636265178330458895</id><published>2011-05-20T22:48:00.000+02:00</published><updated>2011-05-20T22:48:43.624+02:00</updated><title type='text'>Dla wszystkich oczekujących...</title><content type='html'>...na jutrzejszy koniec świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;W dzień końca świata&lt;br /&gt;Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,&lt;br /&gt;Rybak naprawia błyszczącą sieć.&lt;br /&gt;Skaczą w morzu wesołe delfiny,&lt;br /&gt;Młode wróble czepiają się rynny&lt;br /&gt;I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzień końca świata&lt;br /&gt;Kobiety idą polem pod parasolkami,&lt;br /&gt;Pijak zasypia na brzegu trawnika,&lt;br /&gt;Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa&lt;br /&gt;I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,&lt;br /&gt;Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa&lt;br /&gt;I noc gwiaździstą odmyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A którzy czekali błyskawic i gromów,&lt;br /&gt;Są zawiedzeni.&lt;br /&gt;A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,&lt;br /&gt;Nie wierzą, że staje się już.&lt;br /&gt;Dopóki słońce i księżyc są w górze,&lt;br /&gt;Dopóki trzmiel nawiedza różę,&lt;br /&gt;Dopóki dzieci różowe się rodzą,&lt;br /&gt;Nikt nie wierzy, że staje się już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,&lt;br /&gt;Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,&lt;br /&gt;Powiada przewiązując pomidory:&lt;br /&gt;&lt;span class="goog_qs-tidbit goog_qs-tidbit-0"&gt;Innego końca świata nie będzie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="goog_qs-tidbit goog_qs-tidbit-0"&gt;Innego końca świata nie będzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesław Miłosz.&lt;br /&gt;W sam raz nie dzisiejszy wieczór.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5636265178330458895?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5636265178330458895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/dla-wszystkich-oczekujacych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5636265178330458895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5636265178330458895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/dla-wszystkich-oczekujacych.html' title='Dla wszystkich oczekujących...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3876642612560564818</id><published>2011-05-18T11:13:00.000+02:00</published><updated>2011-05-18T11:13:58.289+02:00</updated><title type='text'>Jeżowato</title><content type='html'>W pewien kwietniowy dzień, udałam się z Gryzeldą do Naszej Znajomej, która pracuje w sklepie z zabawkami. Ja oddałam się rozmowie, za to Gryzelda - jak zwykle - przeszukiwała półki, tropiąc zabawkowe nowinki "dla starszych dzieci" (jak się określiła). I wypatrzyła! Kolekcję jednej ze znanych firm gadżeciarskich z JEŻAMI. Czegożtam nie było! Pluszaki duże i małe, breloczki, piórniki, etui na telefon. Jeże kocham miłością straszną - nie jestem w stanie oprzeć się ich urokowi. A że akurat poszukiwałam jakiejś zawieszki do kluczy, wyszłam ze sklepu z małym jeżem. Gryzelda natomiast miała nadwyżki w skarbonce(co się prawie nie zdarza), wyszła więc ze sklepu z pluszowym jeżem dość sporyych rozmiarów. Obydwa zwierzaki potrafią zwijać się w kulkę. Są cudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zdawałyśmy sobie jednak sprawy, że swoim postępkiem uruchomiłyśmy istną lawinę jeży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego ranka psy zachowywały się bardzo niespokojnie - na pozór - bez przyczyny. Obeszłam dom dookoła i na tyłach znalazłam....pobojowisko. Jakby ktoś przez noc zrobił sobie poligon - z okopami, lejami po bombach i innymi budowlami ziemnymi. Po drugiej stronie domu zastałam Buravą, która COŚ toczyła po ziemi. COŚ było utytłane w piasku i nerwowo dyszało. Szczęśliwie Burava zna powiedzonka, więc zabierała się do "COSIA" jak pies do jeża - czyli ostrożnie. Wilczasy ma w psim nosie wszelkie zasady - niegdyś został przecież przyłapany na noszeniu jeża w pysku. Odebrałam zwierzętom domowym małego wędrowniczka i zamknęłam w domu, w pudełku, żeby sobie odpoczął po nerwowej nocy. Sama udałam się z Gryzeldą do Stolicy. Plan miałyśmy dość napięty: lekarz, wykład i fryzjer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jonatan,&amp;nbsp;przebywający natenczas w delegacji, dowiedziawszy się, że zamknęłam jeża w domu, popadł w przerażenie. Wielowymiarowe.&lt;br /&gt;- że psy DOWIEDZĄ się, że jeż jest w domu i zjedzą drzwi&lt;br /&gt;- że jeż pogryzie buty&lt;br /&gt;- że jeż przegryzie kable&lt;br /&gt;- że jeż opluje nam dom bakteriami a nawet pasożytami&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakkolwiek absurdalnie brzmiałyby te przypuszczenia i czarne wizje, nie były pozbawione dozy prawdopodobieństwa. Rozważałam powrót w podskokach i rezygnację z rozlicznych zaplanowanych zajęć. Gdybyż chociaż pół jonatanowego przypuszczenia się ziściło, zostałabym pożarta żywcem. Robiąc sobie wyrzuty nieziemskie - jaka to jestem nieodpowiedzialna i jeżowo stuknięta - zadzwoniłam do sąsiadki, która (sama będąc w pracy), zadzwoniła do niani swojego dziecka - z prośbą o zerknięcia na nasze podwórko i sprawdzenie, czy psy nie obgryzają drzwi - bo to mnie najbardziej trapiło. Niania dziecka sąsiadki oddzwoniła do sąsiadki a sąsiadka do mnie - z informacją - że nie, psy nie obgryzają drzwi. Nieco się uspokoiłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W gabinecie u pani doktor zaatakowały nas kolejne&amp;nbsp;trzy jeże: jeden pluszowy, drugi na pieczątce, trzeci na naklejce.&lt;br /&gt;Kolejny jeż napadł na nas podczas wykładu - był postacią edukującą dzieci, jak oszczędzać energię.&lt;br /&gt;Za to u fryzjera to my zaatakowałyśmy jeżem: Gryzelda wyjęła swojego pluszaka, żeby zademonstrować, jak fajnie się zwija w kulkę. Pan fryzjer - zaskoczony - krzyknął i podskoczył: "ojej! pomyślałem przez chwilę, że to ten prawdziwy!" Prawdziwy? z futrem? panie fryzjerze.....prawdziwe jeże mają prawdziwe kolce!&lt;br /&gt;Wracałyśmy do domu dłuuuugo (chyba wszyscy postanowili akurat jechać w tą samą stronę, co my....), ale humory nam dopisywały - jeże i inne zwierzęta pojawiały się w naszych żartach i pogadankach aż do samego domu.&lt;br /&gt;Jeża zastałyśmy w dobrej formie - siedział grzecznie w pudełku i czekał na nas. Niczego nie zjadł, nie pogryzł ani nie pluł groźnymi zarazkami. Zapakowałyśmy zwierzaka do samochodu i zawiozłyśmy do lasu. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie zostawić go jednak w pobliżu (a może to matka karmiąca?), ale uznałam, że w lesie będzie bezpieczniejszy - tutaj albo znowu wlezie na czyjeś podwórko, albo wpadnie pod samochód. A tak - użyje sobie jeżysko wolności i przestrzeni.&lt;br /&gt;Na końcu jeszcze historyjka o jeżu: gościliśmy niedawno jonatanowego siostrzeńca, lat 4. Akurat był Dzień Ziemi, więc wybraliśmy się na Pola Mokotowskie. W jednym ze stoisk Parków Narodowych,&amp;nbsp;stał sobie wypchany jeż. "O, JEŻOZWIERZ!" - zakrzyknął ucieszony czterolatek. Idziemy z postępem - jakiś czas temu dzieci w szkole rysowały fioletowe krowy a przedszkolaki oburzały się, że kucyki w stadninie&amp;nbsp;nie mają różowych warkoczy. Teraz - bardziej znanym zwierzakiem jest jeżozwież, niż poczciwy, nasz rodzimy jeż.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3876642612560564818?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3876642612560564818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/jezowato.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3876642612560564818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3876642612560564818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/jezowato.html' title='Jeżowato'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5375279995095914960</id><published>2011-05-17T10:55:00.000+02:00</published><updated>2011-05-17T10:55:46.241+02:00</updated><title type='text'>Poranne piffko</title><content type='html'>Przypomniała mi się historyjka sprzed miesiąca.&lt;br /&gt;Szłam sobie z Wilczastym na spacer. Siódma rano - miałam kolejne mocne postanowienie o zaczynaniu dnia na&amp;nbsp; świeżym powietrzu i to niekoniecznie bliżej południa....Wilczasty - jak to on - ciągnął niemiłosiernie i wyrywał się do przodu. Na chodniku stała butelka po piwie, porzucona przez jakiegoś&amp;nbsp;sąsiada&amp;nbsp;po nocnym spożyciu. Norma w naszej dzielnicy - aż dziw, że nie była stłuczona.&amp;nbsp;Nie było siły jej ominąć, nie z tym psem - już-już miałam nadzieję, że się udało, kiedy została zahaczona końcówką ogona i potoczyła się hałaśliwie na środek ulicy. Podniosłam śmiecia i postanowiłam zanieść do kosza, a nie odstawić "na miejsce" - czyli tam, gdzie zostawił ją właściciel (od jakiegoś czasu nie łudzę się - większości mieszkańców jest dokładnie obojętne, czy ktoś sprzątnie śmiecia, czy śmieć będzie leżał do końca swoich - lub ludzkich - dni, to tylko ja jestem jakaś nadwrażliwa...). &lt;br /&gt;Jak to bywa, kosz (jedyny w okolicy - to na usprawiedliwienie tych, którym ciężko jest doń donieść butelkę, papierek czy inną puszkę) jest zlokalizowany na przystanku autobusowym. Przystanek autobusowy o siódmej rano jest pełen ludzi.....a ludzie...ludzie już swoje wiedzą....&lt;br /&gt;"taka młoda jeszcze, dzieci ma, wszystko ma - dom, samochód, męża, a nie może się powstrzymać i z rana musi sobie wypić, no! I to że się nie wstydzi, na ulicy tak, wszyscy widzą....w jakim toto już musi być stania upodlenia....."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przypomniała mi się historyjka, bo obejrzałam poniższy filmik, poniekąd trochę krzepi, że nie tylko u nas brakuje przyzwoitych ludzi.....&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GYnd5JRu86E&amp;amp;feature=player_embedded"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=GYnd5JRu86E&amp;amp;feature=player_embedded&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5375279995095914960?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5375279995095914960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/poranne-piffko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5375279995095914960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5375279995095914960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/poranne-piffko.html' title='Poranne piffko'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6410287705387891785</id><published>2011-05-14T18:04:00.000+02:00</published><updated>2011-05-14T18:04:46.082+02:00</updated><title type='text'>Bez</title><content type='html'>Po inwazji mleczy - która, nawiasem mówiąc, wcale się nie skończyła (moje hodowlane, trawnikowe sięgają mi do kolan i za nic w świecie nie pozwolę skosić trawy, zanim nie przekwitną!) - zakwitły bzy. Nasze podwórkowe - białe i liliowe (brakuje mi tych amarantowych....) - uwielbiam nie tylko za to, że są po prostu bzami, ale też i za to, że prawdopodobnie są rówieśnikami naszego domku. Co roku to samo, co roku w czasie kwitnięcia bzów mam w głowie ten wiersz - być może równie wiekowy, jak nasze podwórkowe bzy (dokładnie nie wiem, bo nie mogę się doszperać daty powstania).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Julian Tuwim&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rwanie bzu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narwali bzu, naszarpali,&lt;br /&gt;Nadarli go, natargali,&lt;br /&gt;Nanieśli świeżego, mokrego,&lt;br /&gt;Białego i tego bzowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liści tam - rwetes, olśnienie,&lt;br /&gt;Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,&lt;br /&gt;Pachnie kropliste po uszy&lt;br /&gt;I ptak się wśród zawieruszył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak rwali zacietrzewieni&lt;br /&gt;W rozgardiaszu zieleni,&lt;br /&gt;To się narwany więzień&lt;br /&gt;Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmiechem się bez zanosi:&lt;br /&gt;A kto cię tutaj prosił?&lt;br /&gt;A on, zieleń śpiewając,&lt;br /&gt;Zarośla ćwierkiem zrosił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowę w bzy - na stracenie,&lt;br /&gt;W szalejące więzienie,&lt;br /&gt;W zapach, w perły i dreszcze!&lt;br /&gt;Rwijcie, nieście mi jeszcze!&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6410287705387891785?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6410287705387891785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/bez.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6410287705387891785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6410287705387891785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/bez.html' title='Bez'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6357643326186026657</id><published>2011-05-13T15:45:00.003+02:00</published><updated>2011-05-14T16:57:57.693+02:00</updated><title type='text'>Pałętając się po stacjach...</title><content type='html'>Ostatnio mamy dość osobliwe hobby - bywamy na okolicznych stacjach PKP. Konkretnie: w budynkach tychże stacji. Przesiadujemy tam we dnie i w wieczory, czerpiąc z tego wiele przyjemności.&lt;br /&gt;Na pozór - zajęcie co najmniej dziwne....&lt;br /&gt;Ale jeśli dodam, że na stacji w Otwocku, w przytulnym lokaliku, ze smakiem przerobionym na klimatyczną kawiarenkę ze zwykłego, dworcowego baru, można zjeść nie tylko pyszne ciastka, ale i smaczne - pełne dodatków - kanapki, oraz napić - wedle gustu - aromatycznej kawy lub herbaty, wizyty na PKP Otwock zyskają chyba należyte usprawiedliwienie.&lt;br /&gt;Drugą stacją, nałogowo przez nas odwiedzaną, jest Stacja Falenica. Oooo....tu już w ogóle pełen odjazd (nomen omen): stacja, kawiarnia, księgarnia i....KINO! Najbliżej w okolicy, z repertuarem zarówno bieżącym, jak i archiwalnym, acz godnym uwagi. Stacja jest na tyle rozwinięta w swej działalności (czego serdecznie życzę i otwockiej "Lokomotywie"), że dorobiła się własnej, dość rozbudowanej, strony www:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.stacjafalenica.pl/"&gt;http://www.stacjafalenica.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dojazd - idealny dla wszystkich - wystarczy po prostu wsiąść w SKM-kę albo pociąg podmiejski Linii Otwockiej i wysiąść w Falenicy. W menu dwie genialne sałatki, smakowite kanapki falenickie, dla miłośników - ciacha. Ale specjalnością zakładu, za którą wielbi falenicką Kinokawiarnię bezkofeinowy Jonatan, są napoje na bazie czerwonej herbaty - red capuccino i red latte. Rozkosz w filiżance.&lt;br /&gt;No - i wreszcie do kina możemy pojechać na rowerze :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6357643326186026657?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6357643326186026657/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/paetajac-sie-po-stacjach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6357643326186026657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6357643326186026657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/paetajac-sie-po-stacjach.html' title='Pałętając się po stacjach...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1545166068438959417</id><published>2011-05-04T16:08:00.001+02:00</published><updated>2011-05-06T14:28:41.713+02:00</updated><title type='text'>Kradzież</title><content type='html'>Będąc dziś w Stolicy, poszłam się pokrzepić kawą i bagietką w miłej francuskiej knajpce w samiuśkim centrum turystyczno-studenckim, na Nowym Świecie.&lt;br /&gt;Kanapeczka była niczego sobie, latte również. Trochę nie pasowałam do Towarzystwa, które wyrwawszy się na lanczyk z biur w garniturach i garsonkach, rozprawiało o najnowszych rozwiązaniach biznesowych i posunięciach taktycznych oraz kampaniach reklamowych. Usiadłam w kątku z moją książką, odłożyłam na bok zimową kurtkę, wygrzebaną z zakamarków szafy, schowałam pod krzesło traperskie buty-na-śnieg i obserwowałam otoczenie. Lubię obserwować.&lt;br /&gt;Nagle paniusia ze stolika obok pożegnała się ze swoim eleganckim kontrahentem i opuścili knajpkę. Pozostała samotna kanapka...Porzucona....Chociaż taka piękna....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiło mi się żal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za chwilę świeżutka, chrupiąca bagietka z pysznymi dodatkami miała skończyć w koszu.&lt;br /&gt;Zawahałam się tylko przez chwilę: porwałam z siedzenia swoją kurtkę wraz z polarem, błyskawicznie przemknęłam obok stolika z opuszczoną kanapką i dokonałam porwania.&lt;br /&gt;Nie bójmy się słów: KRADZIEŻY.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostawiłam ludzi, siedzących przy innych stolikach, w niemym osłupieniu. Niektórzy mieli na twarzach nawet wyraz pogardy. I trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mało co denerwuje mnie tak bardzo, jak jawne marnotrawienie jedzenia, kiedy tuż za rogiem są głodni ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem: dziewczyna najadła się straszliwie i nie dała rady zjeść do końca. Ale ta kanapka była NIE RUSZONA. Ona zamówiła sobie ją jako pretekst do rozmowy biznesowej.&amp;nbsp; Ot, tak. Bezmyślnie. Nie traktując jej jako jedzenie (bo jestem głodna), tylko jako gadżet towarzyski (bo fajnie się gada o interesach w towarzystwie ładnego żarcia). Ojjj...moja cała sympatia, z jaką przysłuchiwałam się rozmowie "państwa warszawkowstwa", wyparowała w ciągu sekundy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani spod kościoła św. Krzyża - stała bywalczyni tego miejsca - podziękowała mi serdecznie za kanapkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1545166068438959417?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1545166068438959417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/kradziez.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1545166068438959417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1545166068438959417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/kradziez.html' title='Kradzież'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7390266474522171347</id><published>2011-05-03T21:03:00.003+02:00</published><updated>2011-05-06T14:08:12.252+02:00</updated><title type='text'>foch!</title><content type='html'>Czy ja mówiłam, że zieleń jest na swoim miejscu?&lt;br /&gt;To już jej nie ma! Została przykryta całkiem słuszną warstwą śniegu - razem z kolorowymi bratkami oraz dopiero-co-kiełkującymi różnymi roślinami.&lt;br /&gt;Śnieg w maju! Też coś! Jestem oburzona i zniesmaczona.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7390266474522171347?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7390266474522171347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/foch.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7390266474522171347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7390266474522171347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/foch.html' title='foch!'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4568516082686792510</id><published>2011-05-02T09:52:00.001+02:00</published><updated>2011-05-03T16:28:13.851+02:00</updated><title type='text'>chleb warszawski</title><content type='html'>Kilkanaście (żeby nie napisać: kilkadziesiąt - choć to bliższe prawdzie....). No dobra, nie da się ukryć, że dziecięciem w przedszkolu byłam KILKADZIESIĄT lat temu. Tak właśnie jest i nic na to nie poradzę.&lt;br /&gt;Także wcale NIE kilkanaście, tylko kilkadziesiąt lat temu, kiedy rodzice wynajmowali domek ledwo-co przystosowany do zamieszkania, za to ze wspaniałym podwórkiem, tata co jakiś czas wybierał się na wyprawy do Stolicy. Nie było to takie proste, jak obecnie. Teraz zdarza mi się bywać w Warszawie i 2, i 3 razy dziennie. Mam samochód. Mam w połowie zbudowaną drogę. O dwa mosty na Wiśle więcej (fakt, "naszego" mostu jeszcze nie ma i chcąc się dostać do dzielnic południowych musimy nadrabiać sporo...). Wyprawy do Stolicy w latach osiemdziesiątych były odpowiednikiem polowań -&amp;nbsp; na jedzenie, na ubranie - nie bójmy się słów: na COKOLWIEK. Bo wiadomo - stołeczne sklepy to zupełnie co innego niż prowincjonalne, nawet, jeśli prowincja zaledwie o 30 kilometrów oddalona. Wracał więc tata z torbami pełnymi zdobyczy - a to płaszczyk dla mamy, a to sukienka dla mnie, a to buty dla brata. I zawsze - ale to zawsze - przywoził to, co najpyszniejsze: warszawski chleb. Nie mam pojęcia, co takiego było w tym chlebie szczególnego, oprócz tego, że był "warszawski". Ale był bardzo-bardzo oczekiwanym elementem tatowego powrotu.&lt;br /&gt;Kilka dni temu, wracając z zajęć, postanowiłam kupić do domu "chleb warszawski" - żeby tradycji stało się zadość. A juści! Porażka po całości: wszystkie dostępne chleby (a było ich niemało), były takie same, jak u nas w spożywczaku. I gdzie tu elitarność stołecznych piekarni?&lt;br /&gt;Nie kupiłam werszawskiego chleba. Wolę otwocki - razowy, pełnoziarnisty. Bezkonkurencyjny.&lt;br /&gt;A najbardziej wolę ten od&amp;nbsp; A., która podzieliła się ze mną zakwasem własnej roboty. Od tego czasu - kiedy tylko przyjdzie mi ochota, wyjmuję zakwas z lodówki, mieszam z mąką, wodą, przyprawami i PIEKĘ WŁASNY CHLEB. Z dowolnymi dodatkami, z dowolnej mąki. W czasie Wielkanocy doszło do prześmiesznej sytuacji, kiedy to - mięsożerna z natury rodzina - rzuciła się na mój chleb, ignorując niemal pieczone i wędzone wędliny oraz kilka rodzajów sałatek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4568516082686792510?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4568516082686792510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/chleb-warszawski.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4568516082686792510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4568516082686792510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/chleb-warszawski.html' title='chleb warszawski'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1823640975184174725</id><published>2011-05-01T19:07:00.001+02:00</published><updated>2011-05-03T15:46:54.688+02:00</updated><title type='text'>A nie mówiłam...</title><content type='html'>...że te skarpetki podwójne to przepowiednia katastrofy?&lt;br /&gt;Blog mi się zawiesił od tego nadmiaru skarpetkowego szczęścia - to znaczy: ja się blogowo zawiesiłam.&lt;br /&gt;No i trudno. Bywa (jak - irytująco dość - mawiał bohater książki, czytanej przeze mnie ostatnio).&lt;br /&gt;Co się działo przez cały kwiecień, opisać nie sposób w jednej notce. Może spróbuję, a może nie - nie wiem jeszcze. &lt;br /&gt;W każdym razie, nawet polubiłam biochemię, co jednak nie okazało się wystarczające, żeby zdać egzamin. Czeka mnie przeprawa wrześniowa, która może okazać się nawet przeprawą czerwcową, jeśli dość mocno się zmobilizuję. Na razie niemal miesiąc odpoczywałam po traumatycznym przeżyciu, jakim okazało się zmierzenie z pytaniami egzaminacyjnymi. Tym bardziej źle to spotkanie na mnie wpłynęło, że ROZUMIAŁAM, o co mnie pytają (co wcale nie było dla mnie takie pewne, kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z biochemią). Niestety, to, co potrafiłam ODPOWIEDZIEĆ, nie wystarczyło na trójczynę. Jest nadzieja, że przy następnym podejściu wystarczy.&lt;br /&gt;Ale póki co - mamy maj. Początek jakoś nie wygląda zachęcająco. Nigdzie nie wyjechaliśmy na tzw. "majówkę". Planowaliśmy wycieczki rowerowe, niestety - pogoda nie zachęca do tego typu aktywności. Co prawda nie pada, ale za dwudziestu kilku stopni w poprzedni weekend, zrobiło się...KILKA STOPNI. Lekka przesada, uważam. Nawet powróciliśmy do przyjaźni z piecem.&lt;br /&gt;Dobrze, że chociaż zieleń zachowuje się, jak należy - czyli po prostu JEST.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1823640975184174725?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1823640975184174725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/nie-mowiam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1823640975184174725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1823640975184174725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/05/nie-mowiam.html' title='A nie mówiłam...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-8950169304214945790</id><published>2011-03-29T09:58:00.001+02:00</published><updated>2011-03-29T10:01:33.939+02:00</updated><title type='text'>Koniec kary</title><content type='html'>Odbywałam ją od grudnia. Niezbyt gorliwie, dlatego tak długo trwała.&lt;br /&gt;Pisałam o tym, że kupiłam - bez głębszego zastanowienia - książkę, która okazała się koszmarnym gniotem.&lt;br /&gt;O, tutaj: &lt;br /&gt;&lt;a href="http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/doswiadczenie-nic-nie-znaczy.html"&gt;http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/doswiadczenie-nic-nie-znaczy.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na moją korzyść nie przemawia fakt, że zrobiłam to jedynie na podstawie czerwonego płaszcza na przodzie okładki oraz entuzjastycznych recenzji na tyle okładki. Wytrawni i doświadczeni czytelnicy tak nie robią.&lt;br /&gt;Kara, którą sobie wyznaczyłam - okazała się zbyt surowa: miałam nie kupować żadnej książki i nie czytać żadnej książki, do czasu przeczytania tej nudnej i wulgarnej cegły. Przyznaję - najpierw zaczęłam podczytywać książki wypożyczane z biblioteki, w końcu skusiłam się na zakup nowej pozycji autorstwa Ewy Nowak (świetna jest!"Niewzruszenie") - gdybym nie robiła sobie przerw w lekturze tego paskudztwa, chyba znienawidziłabym czytanie w ogóle.&lt;br /&gt;Doszło już do tego, że kiedy nadchodził ten smutny czas, że MUSIAŁAM wziąć do ręki czarną książkę z postacią w czerwonym płaszczu, miałam milion spraw do załatwienia.....pilnie musiałam pouczyć się biochemii (cóż za fascynujący przedmiot!), posegregować łyżeczki, pozwijać skarpetki, nagle chciało mi się straszliwie spać, dotarłam już do takiego stanu, że pewnego razu usiadłam z książką na kanapie i.....włączyłam telewizor (przysięgam, pilot od telewizora to ostatnia rzecz, którą bezmyślnie biorę do ręki). Czytałam więc najczęściej w autobusie (no bo co można robić w autobusie?), po kilka stron, z wielkim obrzydzeniem i znudzeniem.&lt;br /&gt;Dziś nadeszła wiekopomna chwila. Doczytałam!&lt;br /&gt;Co mam ochotę zrobić? Po raz pierwszy mam ochotę SPALIĆ KSIĄŻKĘ. Tak zwyczajnie.Myślałam, żeby ją oddać komuś, wystawić na aukcji internetowej, przekazać bibliotece....w końcu to KSIĄŻKA. Ale stwierdziłam, że nie chcę, żeby ktoś - poza mną, ukaraną za bezmyślność -&amp;nbsp; w ogóle czytał te grafomańskie bzdury.&lt;br /&gt;Jest obsceniczna, pełna wulgarnych seksualizmów, brutalna, w końcu - nudna. Zwyczajnie BRZYDKA.&lt;br /&gt;Tak, zrobię z niej ognisko. A następnym razem, przed zakupem przeczytam losowo wybrany fragment.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-8950169304214945790?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/8950169304214945790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/koniec-kary.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8950169304214945790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8950169304214945790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/koniec-kary.html' title='Koniec kary'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-9220857254296028964</id><published>2011-03-27T09:34:00.003+02:00</published><updated>2011-03-27T15:14:01.010+02:00</updated><title type='text'>Skąd?</title><content type='html'>Jakiś czas temu zainstalowałam sobie na blogu licznik odwiedzin. Ten blog nie jest pisany z jakiegoś powodu i w jakimś celu. Jest sobie - i już. Taki notatnik do zapisywania rodzinnych wydarzeń i luźnych przemyśleń. Nie myślałam, że kogokolwiek - oprócz znajomych - mogą interesować takie zwyczajne zapiski.&lt;br /&gt;Licznik zainstalowałam jedynie dlatego, że ma zamontowaną mapkę - a mapki to moje prywatne wariactwo.&lt;br /&gt;Widzę więc, że bywają tu Czytelnicy z różnych miejsc na świecie. O wielkiej, pulsującej gwieździe w miejscu Polski, gdzie - po kliknięciu widać, w jakich miastach jest ten blog czytany - też należy wspomnieć.To tylko Goście z ostatnich 30 dni! Wiem, że mam wiele internetowych znajomych z różnych forów(rodzaj żeński uzasadniony, moje ulubione fora są mocno sfeminizowane), ale nie miałam pojęcia, że AŻ TYLE. &lt;br /&gt;Pozdrowienia dla wszystkich :)) Nawet dla Tych, które/którzy weszli tu przypadkiem ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-9220857254296028964?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/9220857254296028964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/skad.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/9220857254296028964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/9220857254296028964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/skad.html' title='Skąd?'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-674953631964614903</id><published>2011-03-26T21:13:00.001+01:00</published><updated>2011-03-26T21:19:07.132+01:00</updated><title type='text'>Co dziwi w lodówce?</title><content type='html'>W sensie zawartości.&lt;br /&gt;Kiedyś zdziwił mnie chleb i kawa. Jedno i drugie podobno w zimnie wolniej traci świeżość. Nieustannie dziwią mnie kosmetyki, chociaż rozumiem sens trzymania ich w zimnie, sama tego nie robię - nie jestem aż takim kosmetycznym ortodoksem. Oprócz jedzenia i leków - co można trzymać w lodówce?&lt;br /&gt;W naszej - od lat mieszka PINGWIN. Pluszowy. Jest na tyle stałym bywalcem, że odruchowo wkładam go na miejsce po każdym myciu urządzenia oraz po przeprowadzce. Po wymianie lodówki na nową, pingwin również się przeprowadził. &lt;br /&gt;Niedawno była u nas koleżanka Gryzeldy. Trzynastolatka. Otworzyła lodówkę i na jej twarzy odmalowało się zdziwienie: "a co on tu robi?". Dla mnie było to coś oczywistego - odpowiedziałam tak, jak odpowiedziała mi Gryzelda, lat temu 10: "no przecież on jest z Antarktydy, a tam jest zima, on nie może mieszkać w pudełku z pluszakami!".&lt;br /&gt;Mimo tego, że obie panienki znają się od tak zamierzchłych czasów, kwestia pingwina w lodówce nigdy jeszcze nie wypłynęła. Ale fakt, że nagle są one zaskoczone miejscem zamieszkania&amp;nbsp; pluszowego zwierzaka (tak, tak, Gryzelda też dołączyła do pytania: "a właściwie to dlaczego on tam ciągle siedzi??"), uświadomił mi, że jednak parę lat minęło i dziewczęta dorosły.....Pingwiny w lodówce je zastanawiają....Ja - jako dwudziestosześciolatka - byłam mile zaskoczona rezolutnym rozumowaniem dwulatki - dlatego pluszak zyskał stały meldunek na drzwiach lodówki, obok dżemów. I nie zamierzam eksmitować go tylko z powodu dojrzewania Potomków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-674953631964614903?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/674953631964614903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/co-dziwi-w-lodowce.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/674953631964614903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/674953631964614903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/co-dziwi-w-lodowce.html' title='Co dziwi w lodówce?'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6535440828744663977</id><published>2011-03-21T09:55:00.001+01:00</published><updated>2011-05-03T15:43:08.677+02:00</updated><title type='text'>pierwszy dzień wiosny</title><content type='html'>jak zwykle - zimny i deszczowy&lt;br /&gt;to już pewnego rodzaju tradycja....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ech...aż się wierzyć nie chce, że od dziś ma być zielono i optymistycznie......&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6535440828744663977?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6535440828744663977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/pierwszy-dzien-wiosny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6535440828744663977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6535440828744663977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/pierwszy-dzien-wiosny.html' title='pierwszy dzień wiosny'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3011569484848561928</id><published>2011-03-17T13:38:00.000+01:00</published><updated>2011-03-17T13:38:04.107+01:00</updated><title type='text'>Koniec świata nadciąga....</title><content type='html'>...wyjęłam dziś z pralki skarpetki. Dużo skarpetek. Każda miała swoją parę.&lt;br /&gt;To się nie zdarza. To musi być jakaś anomalia w przyrodzie - burza magnetyczna na Słońcu? Zmiana osi Ziemi? Ufoludki nas podtruwają? A może prozaicznie: pralka mi się wściekła?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, ale do tej pory nigdy nie wyjmowałam sparowanych skarpetek z pralki. Szykuję się na najgorsze....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3011569484848561928?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3011569484848561928/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/koniec-swiata-nadciaga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3011569484848561928'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3011569484848561928'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/koniec-swiata-nadciaga.html' title='Koniec świata nadciąga....'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5456274811488326501</id><published>2011-03-14T23:32:00.000+01:00</published><updated>2011-03-14T23:32:27.737+01:00</updated><title type='text'>"Poczuj mentolnięcie"</title><content type='html'>O wulgaryzmach będzie.&lt;br /&gt;Natchnęła mnie reklama gum do żucia,&amp;nbsp;która od pewnego czasu króluje "na mieście". "Poczuj mentolnięcie" - krzyczą litery z blibordów. Komu NIE KOJARZY się z brzydkim słowem, ręka do góry. Każdemu się kojarzy - bo takie było założenie twórców kampanii reklamowej. Bo to niby takie dowcipne. Śmieszne. Podobnie w kinie - śmiesznie na polskich filmach jest wtedy, kiedy któryś z naszych wspaniałych oraz sławnych (sławnych głównie z seriali telewizyjnych) aktorów, rzuci z ekranu jakimś finezyjnym i nietuzinkowym przekleństwem. Bo rzucanie takim powszechnym "mięsem" już nikogo nie dziwi, nie śmieszy i nie zaskakuje. "Łacina" stała się powszechna.&lt;br /&gt;Copywriterzy od "mentolnięcia" dostali chyba w końcu po uszach od cenzorów reklam.&lt;br /&gt;Albo kampania nie odniosła zakładanego skutku.&lt;br /&gt;Albo od początku zakładali pojawienie się dodatkowych objaśnień - na zasadzie: zobaczcie - głupie ludziska - jak się okrutnie myliliście - tu nie ma cienia brzydkiego słowa, tylko prosta charakterystyka działania produktu.&lt;br /&gt;Po kilku tygodniach na billboardach pojawił się dopisek wyjaśniający: "mentol + kopnięcie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzydzi mnie to i zniesmacza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa, które jeszcze jakiś czas temu były wulgaryzmami, jak się okazuje,  weszły do języka - najpierw potocznego, teraz już - może nie  literackiego (chociaż w NIEKTÓRYCH rodzajach literatury są obecne) - ale  powszechnego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem sobie otóż&amp;nbsp; - na wykładzie, w szacownej uczelni  państwowej. Wykład - za moich poprzednich studenckich czasów - kojarzył  się z obcowaniem z OSOBOWOŚCIĄ. Często przywilej prowadzenia wykładu  mieli profesorowie - z dorobkiem, z pozycją w świecie naukowym. Poważni  ludzie, na poziomie. Aż się chciało tam być i słuchać pięknej  polszczyzny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wykładzie Pani Prowadząca (nie, nie profesor), użyła  sformułowania, że "technologia jest CHOLERNIE przyjazna dla środowiska". &lt;br /&gt;Zgrzytnęło mi jak nożem po styropianie. &lt;br /&gt;Ja się na takie rzeczy nie zgadzam. Wewnętrznie jest mi z tym źle, że   człowiek wykształcony, przekazujący wiedzę innym, podczas wystąpienia  publicznego, posiłkuje się BRZYDKIM (tak, tak - właśnie BRZYDKIM!)  słowem. Czekałam tylko, jak - w ramach wprowadzania wyluzowanej  atmosfery - pani prowadząca rzuci hasło, że "mamy oto i inne ZAJEBISTE  technologie, oprócz wspomnianej już CHOLERNIE przyjaznej". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak rozumiem, że w chwili emocjonalnego zapomnienia, zdenerwowania - w  zaprzyjaźnionym towarzystwie - można rzucić grubszym słowem, tak  zupełnie nie pojmuję potocznego, niskiego języka w wystąpieniach  oficjalnych - jakimi niewątpliwie są - wykłady. Nie rozumiem też - coraz  powszechniejszego i niczym nieuzasadnionego rzucania "cholernie zajebistymi" słówkami w  różnej odmianie. O ile "cholera" w potocznym języku jakoś nie drażni  mojego ucha, tak - modny od pewnego czasu - "zajebisty" - brzmi dla mnie równie  wulgarnie, jak powszechnie  znane nazwy narządów płciowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem, że język ewoluuje, że to, co kiedyś było wulgaryzmem, teraz nim nie jest, że pojawiają się nowe słowa.....Ale gdyby nie było publicznego przyzwolenia na takie zubożanie języka, po prostu to by się nie działo. Bo "zajebiste mentolnięcia" naprawdę można zastąpić ogromną ilością słów. Tylko ludzie idą na łatwiznę - po co wysilać zwoje mózgowe na wyszukiwanie synonimów, kiedy zawsze można użyć - odmienionego przez wszystkie przypadki, liczby, rodzaje i osoby (tak, tak! - osoby!), opatrzonego przyrostkiem, przedrostkiem, fantazyjnie przetworzonego - ale nadal jednego PASKUDNEGO słówka.Wszak trza wyluzowanym być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno, nie będę wyluzowana nigdy. Używanie słowa "zajebiście" w moim towarzystwie mnie obraża - i tyle. &lt;br /&gt;&amp;nbsp;Sformułowanie "cholernie się cieszę" zaledwie mnie drażni, ale "zajebisty film" już obraża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można mnie od dziś nazywać betonem językowym oraz niereformowalnym starym próchnem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5456274811488326501?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5456274811488326501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/poczuj-mentolniecie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5456274811488326501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5456274811488326501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/poczuj-mentolniecie.html' title='&quot;Poczuj mentolnięcie&quot;'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6703900830203277218</id><published>2011-03-13T18:11:00.036+01:00</published><updated>2011-03-26T21:24:45.426+01:00</updated><title type='text'>zimowo - wiosennie, czyli....</title><content type='html'>...rodzinno-psi spacer po lesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słońce zachęciło nas do wychynięcia z domowych pieleszy. Zapakowaliśmy do samochodu Psięta oraz Potomki&amp;nbsp; i udaliśmy się do lasu na poszukiwanie wiosny.&lt;br /&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-oSmjlVmEYEM/TY4-EimJa5I/AAAAAAAAAQ4/iBUb0ta82bU/s1600/spacer+marcowy+011.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;Po raz kolejny stwierdziłam, że trafiły nam się zupełnie odmienne psie charaktery: Suka Burava na smyczy kroczy dostojnie, często rozgląda się i obwąchuje badawczo co-się-tylko-da, Wilczysko - odwrotnie - zero dostojeństwa, smycz szarpie i wyrywa się do przodu. Obwąchuje, a jakże, jednak jego obwąchiwanie ma zupełnie inną jakość: on węszy, jak opętany, wsysa nosem wszystkie zapachy, przy czym nie ma potrzeby zatrzymywania się. Wykazuje psie ADHD: zapach tu, zapach tam, nieważne JAKIE, ważne ILE!&lt;br /&gt;Spuszczone ze smyczy, psy już zgodnie&amp;nbsp; penetrują teren, ochoczo i radośnie wymachując ogonami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-oSmjlVmEYEM/TY4-EimJa5I/AAAAAAAAAQ4/iBUb0ta82bU/s1600/spacer+marcowy+011.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh6.googleusercontent.com/-oSmjlVmEYEM/TY4-EimJa5I/AAAAAAAAAQ4/iBUb0ta82bU/s320/spacer+marcowy+011.jpg" width="240" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jednak Burava musi zwykle&amp;nbsp; dać wyraz swojemu kobiecemu charakterowi - i tym razem też: nagle odłącza się od Towarzysza i - zanim ktokolwiek zdąża zareagować - tarza się w jakiejś psiej perfumie. Nie muszę dodawać, że "psia perfuma" jest atrakcyjna wyłącznie dla psów. Niektórych. Burava - odkąd pamiętam - ma ciągoty do takiego urozmaicenia nam spacerów.&lt;br /&gt;Po krótkiej naradzie rodzinnej (to taki eufemizm: w istocie Jonatan wścieka się, że po jego trupie ta Bura Brudna i Śmierdząca Suka wsiądzie do samochodu, prędzej zostawi ją w lesie, już ma dość takiego śmierdziela bez godności, na co Burava patrzy obrażona na Ukochanego Pana, dla którego właśnie zażyła wspaniałej, cuchnącej kąpieli), decyduję się odprowadzić zwierzaka do domu. Na piechotę. Jakieś 5 do 8 kilometrów. Pogoda sprzyja spacerowiczom.&lt;br /&gt;Wilczasty i reszta rodziny zostają w lesie. Tak sobie poczynają, pozostawieni:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-jgdYdYN1X_4/TY49q7BGKfI/AAAAAAAAAQw/TQbbn78TaVg/s1600/spacer+marcowy+016.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh4.googleusercontent.com/-jgdYdYN1X_4/TY49q7BGKfI/AAAAAAAAAQw/TQbbn78TaVg/s320/spacer+marcowy+016.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;A tu widać, że zima wyraźnie jest na straconej pozycji. Pod lodem czai się WIOSNA.Wilczasty to czuje! Wilczasty się nie myli!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-2sxZ2fKJT8I/TY49XLyOIgI/AAAAAAAAAQs/8BgT2c2c9kc/s1600/spacer+marcowy+047.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh5.googleusercontent.com/-2sxZ2fKJT8I/TY49XLyOIgI/AAAAAAAAAQs/8BgT2c2c9kc/s320/spacer+marcowy+047.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6703900830203277218?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6703900830203277218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/zimowo-wiosennie-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6703900830203277218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6703900830203277218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/zimowo-wiosennie-czyli.html' title='zimowo - wiosennie, czyli....'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-oSmjlVmEYEM/TY4-EimJa5I/AAAAAAAAAQ4/iBUb0ta82bU/s72-c/spacer+marcowy+011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5627668110849068569</id><published>2011-03-06T22:25:00.000+01:00</published><updated>2011-03-06T22:25:20.879+01:00</updated><title type='text'>Przemiana pokoleń</title><content type='html'>U mszaków występuje. Ale i u ludzi.....w pewnym sensie.&lt;br /&gt;Dziś odbyliśmy zlot rodzinny, z okazji urodzin mojego siostrzeńca. Byli przedstawiciele średniego i najmłodszego pokolenia oraz moja mama - honorowo reprezentująca Babcie i Dziadków - jedyna ze Starszyzny.&lt;br /&gt;Powszechną konsternację cioć i wujków wzbudził Gburek, którego nie widziano od września, z racji jego rozlicznych chorób i przypadłości. Gburek bowiem&amp;nbsp; stał się - niepostrzeżenie - osobnikiem najwyższym w rodzinie. Kuzynka, która na wrześniowym weselu tańczyła z nim - jako panna młoda - wyraziła oburzenie, jak on mógł przez parę miesięcy przerosnąć ją o głowę??? Kuzyn, który szczycił się, że jest najwyższy, musiał oddać palmę pierwszeństwa....No, ale za to w innej dziedzinie jest "pierwszy" - jest ojcem najmłodszego członka rodziny.&lt;br /&gt;I tak to się toczy - ci, którzy byli najmniejszymi, są największymi, najmłodsi stają się seniorami - niby nic się nie zmienia w głowie (ot, ja mam ciągle wrażenie, że 10 lat temu byłam tą samą osobą...), ale czas płynie nieustannie i bezlitośnie....Ani się obejrzałam, jak stałam się matką nastolatków, ani się obejrzę, jak moje wnuki będą miały naście lat.....&lt;br /&gt;Trochę smutno, że nie da się tego zatrzymać. Ale tylko trochę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5627668110849068569?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5627668110849068569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/przemiana-pokolen.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5627668110849068569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5627668110849068569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/03/przemiana-pokolen.html' title='Przemiana pokoleń'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-8700747650140281193</id><published>2011-02-28T13:37:00.003+01:00</published><updated>2011-03-10T13:50:56.605+01:00</updated><title type='text'>W oczekiwaniu na wiosnę</title><content type='html'>Burava czeka. Wypatruje. Napawa się pierwszymi promieniami słońca (zauważyłam, że bardzo długo panowała szarość w przyrodzie - nawet moje okulary przeciwsłoneczne zostały zarzucone nie-wiadomo-gdzie, a przecież nie jestem bez nich w stanie prowadzić samochodu w słoneczne dni....). &lt;br /&gt;Burava została przyłapana na wyczekiwaniu wiosny.&lt;br /&gt;Oto ona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-37V3aji4NAA/TXjG0-QnsWI/AAAAAAAAAQk/S8YhfPQgcDM/s1600/IMG_4040.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" q6="true" src="https://lh3.googleusercontent.com/-37V3aji4NAA/TXjG0-QnsWI/AAAAAAAAAQk/S8YhfPQgcDM/s320/IMG_4040.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-8700747650140281193?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/8700747650140281193/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/w-oczekiwaniu-na-wiosne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8700747650140281193'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8700747650140281193'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/w-oczekiwaniu-na-wiosne.html' title='W oczekiwaniu na wiosnę'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-37V3aji4NAA/TXjG0-QnsWI/AAAAAAAAAQk/S8YhfPQgcDM/s72-c/IMG_4040.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7105418911821992709</id><published>2011-02-24T12:47:00.009+01:00</published><updated>2011-03-15T11:09:42.656+01:00</updated><title type='text'>Naryktuj skije...</title><content type='html'>Jako podsumowanie tegorocznego wyjazdu zimowego - fotka naszej ulubionej reklamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-_te05jBi-8M/TXjPreX8ATI/AAAAAAAAAQo/T2eadJ9dqxw/s1600/IMG_4004.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" q6="true" src="https://lh6.googleusercontent.com/-_te05jBi-8M/TXjPreX8ATI/AAAAAAAAAQo/T2eadJ9dqxw/s320/IMG_4004.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Bardzo lubię gwarę góralską, nawet w reklamie i nawet wtedy, kiedy dotyczy - nielubianych przeze mnie - nart&amp;nbsp; ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7105418911821992709?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7105418911821992709/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/naryktuj-skije.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7105418911821992709'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7105418911821992709'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/naryktuj-skije.html' title='Naryktuj skije...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-_te05jBi-8M/TXjPreX8ATI/AAAAAAAAAQo/T2eadJ9dqxw/s72-c/IMG_4004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2759850014818051968</id><published>2011-02-20T12:41:00.010+01:00</published><updated>2011-03-15T10:41:38.813+01:00</updated><title type='text'>Narciarstwo</title><content type='html'>Nie cierpię nart. &lt;br /&gt;Do obecnego wyjazdu nie miałam do nich stosunku żadnego - po prostu wiedziałam, że zjazd w dół nie jest dla mnie, natomiast zakładałam spróbowanie biegówek. I spróbowałam: gdyby biegówki były krótsze i szersze a teren idealnie płaski, mogłabym powiedzieć, że jest ok. A tak: zakupiłam sobie kijki do nordic walking i już - tyle mojego narciarstwa i więcej nie będzie. &lt;br /&gt;Nie rozumiem natomiast pędu do tego, że na nartach trzeba koniecznie i obowiązkowo, ze kto nie umie na nartach to ułomny jest i tyle. Nie, nie jestem ułomna. Nie lubię, nie chcę i nie jest to dla mnie przyjemność. &lt;br /&gt;Po przepychankach pod wyciągami, które widziałam razy kilka, po popisówach na stoku, o których opowiadała mi rodzinka, po dwóch spektakularnych upadkach, które widzieliśmy, a po których narciarze się nie podnieśli o własnych siłach....po zapchanych parkingach, pełnych knajpach, gdzie narciarze pomiędzy zjazdami wzmacniają się procentami(!!!) - dochodzę do wniosku, że narciarstwo to głupota w czystej postaci. &lt;br /&gt;Pchać się na stok tylko po to, żeby z niego finezyjnie - na łeb na szyję - zjechać z dużym ryzykiem połamania kończyn oraz uszkodzenia innych części ciała.... &lt;br /&gt;Ładować się w jakieś koszmarnie niewygodne buty(w których chodzący wygląda równie zgrabnie, jak pingwin), przepychać w kolejkach do wyciągu, tracić MNÓSTWO kasy na sprzęt, wyciągi, przekąski. Po co? W imię czego? &lt;br /&gt;Żeby to jeszcze miało jakieś wymierne zdrowotne korzyści...ale nie! 75% obserwowanego przeze mnie narciarskiego towarzystwa ma nadwagę - jak sądzę - nie z powodu uprawiania sportu, tylko okoliczności towarzyszących - czyli przesiadywania w knajpkach i zagryzania oscypka golonką a kiełbasy bigosem. Szczycą się potem tym, że spędzili takie zdrowe dwa tygodnie na świeżym powietrzu, w ruchu. I na następne 11,5 miesiąca zasiadają w fotelu z pilotem tv w ręku ewentualnie przemieszczają się czasem do biurka z komputerem. Aż do następnych ferii i następnego sportowego wyjazdu. &lt;br /&gt;Jakież to wymierne korzyści miałabym z tego, że uszkodziłabym sobie kolano/złamała nogę/rozwaliła łeb i pozbawiła się przyjemności aerobiku na długie miesiące (lub lata!)??? Chwila przyjemności - wątpliwej, jak dla mnie - bardziej panicznego strachu przed prędkością i wysokością - a ryzyko duże. No i ten cały odpychający klimacik i narciarska atmosfera - fuj! &lt;br /&gt;Jak dobrze, że mogę sobie po prostu pójść na spacer do lasu czy nas rzekę i pokontemplować piękno i spokój przyrody...Bez ludzi....Albo usiąść w pustej kawiarni (bo "towarzystwo narciarstwo" wybiera kiełbasiano-piwne lokale) przy kawie i poczytać książkę....&lt;br /&gt;A narciarstwo to ja sobie lubię pooglądać w telewizji - uprawiane przez profesjonalistów.&lt;br /&gt;I niech tak zostanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2759850014818051968?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2759850014818051968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/narciarstwo.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2759850014818051968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2759850014818051968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/narciarstwo.html' title='Narciarstwo'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3694575143448049698</id><published>2011-02-17T11:11:00.035+01:00</published><updated>2011-03-15T14:08:33.116+01:00</updated><title type='text'>Pod Tatrami</title><content type='html'>Górale chyba wychodzą z założenia, że turyści to jakiś inny gatunek. Głupie toto jak owca, występuje w stadzie, jak owca, zje wszystko - jak owca (tu nie jestem pewna....wiem, że kozy to takie wszystkożery), kupi wszystko, jak....eee....turysta, ot i tyle.&lt;br /&gt;Turysta warszawski to zwykły turysta pomnożony przez 100.&lt;br /&gt;Już raz w swoim życiu wpakowałam się do Zakopanego w czasie warszawskich ferii(no bo kiedy niby miałam?) i obiecałam, że nigdy więcej tego nie uczynię. Niestety, pragnienie gór było zbyt silne i zabiło we mnie wspomnienie tłoku, korków, braku miejsc parkingowych, kolejek wszędzie-i-zawsze.&lt;br /&gt;Mieszkaliśmy - jak zwykle - w Poroninie, około 5km od Zakopanego, no dobra - od centrum 10km. Dojazd zajmował......ze 40 minut. Dojazd to jedno, potem trzeba było zaparkować i ćwiczyć walkę o przetrwanie w tłumie. Pierwszego wieczora, kiedy na Krupówki dotarliśmy po 22, z zaskoczeniem zanotowaliśmy brak ludzi - może w tym roku nie przyjechali? Następnego dnia ochoczo ruszyliśmy więc - rozbiegowo - na Gubałówkę. No, brakiem turystów tego stanu nazwać się nie dało...południe w Zakopanem to zupełnie inna bajka, niż późny wieczór. Standardowo - gracze w trzy kubki, sprzedawcy piesków, oscypków, pluszowych owieczek made in China (ale udało mi się znaleźć i polską owieczkę!), chustek pseudo-regionalnych - i wszystkiego tego, co w turystycznych miejscowościach się sprzedaje, na zasadzie: człowiek na urlopie chce wydać pieniądz, na cokolwiek.&lt;br /&gt;Zupełnie odrębną sprawą jest kwestia jedzenia. Już nie wystarczy takiemu turyście chłopskie jadło, góralska chata, oscypek prosto z grilla - musi być tak, jak w domu, czyli po hamerykańsku, fastfoodowo. Zarejestrowaliśmy więc Góralburgera oraz Baconalda. W przypływie jakiejś chorej desperacji weszliśmy do jednego z nich i zjedliśmy najgorsze w życiu ruskie pierogi oraz najgorszego w życiu, zesmażonego na skwarki kebaba. Tak, tak - nie przeczę - sami sobie jesteśmy winni - kto to wchodzi do tak paskudnie nazwanej knajpy? Do Gubałzzerii, na szczycie Gubałówki, już nas nie ciągnęło.....&lt;br /&gt;Znalezienie się w Zakopanem w trakcie ferii warszawskich to również ryzyko zszargania opinii o narciarzach. Tak też się stało w mojej głowie...."Narciarze" warszawkowi (nie mylić z narciarzami warszawskimi!), to banda hałaśliwa, rozpychająca się w kolejce do wyciągu, fucząca na mniej wprawnych, początkujących, na stoku szusująca bezmyślnie - byle szybko, rozglądająca się na prawo i lewo, po to wyłącznie,by stwierdzić, czy aby ich strój nie odbiega od tegorocznych trendów, czy buty mają widoczne znaczki firmowe - ach! ach! - jaka szkoda, że nie można wywiesić transparentu z ceną za cały sprzęt....Grupa tych "narciarzy" wykona dwa - trzy brawurowe zjazdy i zalegnie w przystokowych barach, knajpach i karczmach, zajadając się kiełbasą z rożna, popijaną obficie - grzanym lub nie - piwem. Buty poluzowane, kombinezony rozpięte, piwo w dłoni - oto "narciarz" warszawkowy przez 80% czasu spędzonego na nartach.&lt;br /&gt;Jak ci górale to wytrzymują? - toż to trzeba mieć świętą cierpliwość......&lt;br /&gt;Na szczęście są jeszcze tereny, gdzie miejska cywilizacja nie dotarła....gdzie można być sam na sam z przyrodą. Kiedy TAM jestem, mam ochotę wprowadzić egzaminy dla tych, którzy chcą tam wejść - żeby "turysta-narciarz warszawkowy" tam nie dotarł (widziałam kilka paniuś w ozdobnych kozaczkach na oblodzonym szlaku - ot, z Krupówek poszło im się ciut za daleko....).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3694575143448049698?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3694575143448049698/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/pod-tatrami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3694575143448049698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3694575143448049698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/pod-tatrami.html' title='Pod Tatrami'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7652454726366534486</id><published>2011-02-14T23:16:00.001+01:00</published><updated>2011-02-15T11:16:19.934+01:00</updated><title type='text'>Z okazji Walentynek...</title><content type='html'>...mam od losu specyficzny dość prezent.&lt;br /&gt;Na mój nos trafiły okulary. Na stałe. Nie do czytania, nie do patrzenia w dal, nie do bardziej skomplikowanych zadań - po prostu do noszenia stale.&lt;br /&gt;Tym samym - skończył się czas mego indywidualizmu i wyróżniania się spośród mojej od lat zaokularzonej - razy trzy - najbliższej Rodziny.&lt;br /&gt;Nie powiem, żebym była przeszczęśliwa z powodu mojego nowego wizerunku....Okulary wszak dodają powagi, i...lat, których to dodatków niekoniecznie potrzebuję.&amp;nbsp; No i - przede wszystkim - są postrzegane przeze mnie jako wyraźny dowód kolejnej ułomności. Przez ponad trzydzieści lat nie potrzebowałam żadnych udogodnień i działałam zgodnie z naturą, teraz - a tu jakiś zabieg jest konieczny, a to kolanko boli, a tu w kręgosłupie strzyka, a to farbowanie włosów koniecznie raz na miesiąc (może nawet częściej?), a tu proszę przyjmować takie leki, na stałe, obowiązkowo,&amp;nbsp; a to ograniczać tłuszcze, bo cholesterol, węglowodany, bo się przytyje, a to to, a tu tamto - lista zaleceń, zakazów i przykazań się wydłuża wraz z wiekiem. I tak niepostrzeżenie, małymi kroczkami zaczyna dopadać nas STAROŚĆ. Nawet się nie obejrzę, jak zostanę babcią - nie biologiczną, z wnuczętami, tylko taką mentalną babcią, co to ziółka parzy trzy razy dziennie, i tabletki łyka, i kolejkę w przychodni zajmuje od wczesnych godzin porannych, co drugi dzień......&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7652454726366534486?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7652454726366534486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/z-okazji-walentynek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7652454726366534486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7652454726366534486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/z-okazji-walentynek.html' title='Z okazji Walentynek...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2693402574382362025</id><published>2011-02-07T15:23:00.001+01:00</published><updated>2011-02-16T02:53:24.983+01:00</updated><title type='text'>Jaki styczeń, taki luty...</title><content type='html'>Początek kolejnego miesiąca spędzam na trasie dom-szpital. Tym razem z Młodszym Chłopcem...Ech, chorowity i wątły ten męski ród...Teraz ćwiczymy anginę (albo coś podobnego), szkoda, że to już trzeci antybiotyk w tym sezonie. I szkoda, że nawet pyralgina - moja "broń ostatniej szansy", nie potrafi sobie poradzić z gorączką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczynam obawiać się początku marca....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd moje ten strach? Trochę przestaję wierzyć w możliwości medycyny, po&amp;nbsp; naszych szpitalnych przygodach. Do tej pory byłam&amp;nbsp; zdania, że wystarczy trafić na dobrego lekarza, dobry szpital - i diagnoza zostanie postawiona, a wdrożone leczenie doprowadzi pacjenta do pełnego wyzdrowienia. Ale ludzie jednak wciąż są głupi wobec dziwnych przypadłości, które wymykają się standardom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż...należy mieć nadzieję, że ja i Gryzelda będziemy trzymać się dzielnie i nie postradamy zmysłów do tego stopnia, żeby Chłopaków powierzyć ludowym znachorom, którzy na kilka "zdrowasiek" wsadzą ich do pieca chlebowego....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2693402574382362025?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2693402574382362025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/jaki-styczen-taki-luty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2693402574382362025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2693402574382362025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/jaki-styczen-taki-luty.html' title='Jaki styczeń, taki luty...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-525898077908142194</id><published>2011-02-05T00:48:00.000+01:00</published><updated>2011-02-16T02:57:22.865+01:00</updated><title type='text'>Nowa zabawka</title><content type='html'>Odkryłam coś, co pozwoli mi na ograniczenie wyjazdów na aerobik. Coś, co jest równie skuteczne, bardziej męczy (tak pozytywnie męczy, bo lubię być zmęczona) i daje porównywalną dozę radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokupiliśmy do konsoli, która stała sobie gdzieś w kąciku gburkowego pokoju, czujnik ruchu - małą przystawkę, dzięki której konsola ożyła, bo nagle, oprócz Gburka (do którego faktycznie należy sprzęt), interesują się nią wszyscy, szczególnie zaś ja.&lt;br /&gt;W zestawie były tylko dwie gierki, które w zupełności wystarczają mi do doprowadzenia się do stanu rozpłaszczenia na kanapie. Jednak już ostrzę sobie pazurki na "Fitness" oraz "Dance" - to będzie dopiero zabawa! Póki co - pływam na pontonie, łapiąc żetony, albo zjeżdżam na czymś w rodzaju rollercoastera, skacząc albo uchylając się obok/przed/pod przeszkodami - w tych dwóch grach jestem nie do pokonania. Znacznie gorzej idzie mi w tych wymagających precyzji: jak łapanie/odbijanie piłek, czy zatykanie dziur w akwarium. Ale prędkość i refleks to mój żywioł - drżyjcie przeciwnicy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-525898077908142194?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/525898077908142194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/nowa-zabawka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/525898077908142194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/525898077908142194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/02/nowa-zabawka.html' title='Nowa zabawka'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2054032560286575184</id><published>2011-01-27T23:27:00.134+01:00</published><updated>2011-02-16T04:16:47.036+01:00</updated><title type='text'>Wieczorek literacki</title><content type='html'>Musiałam ochłonąć, żeby napisać tę relację. Czuję, że już mogę.&lt;br /&gt;Gryzelda zaprzyjaźniła się ze szkolną Panią Bibliotekarką. Wcale mnie to nie dziwi, skoro czyta z prędkością samolotu ponaddźwiękowego....&lt;br /&gt;Pani Bibliotekarka wynalazła jakiś konkurs literacki, gdzie Młodzi Literaci prezentują swoją twórczość kolegom - również Młodym Literatom. Potem okazało się, że konkurs swoją drogą, ale czasem odbywają się&amp;nbsp; - już poza formułą konkursową - wieczorki literackie, na których młodsza młodzież odczytuje rówieśnikom próbki swojej twórczości. Bez napięcia, przy świecach i słodyczach, uczniowie prezentują wiersze, opowiadania czy fragmenty książek - bez poddawania ich ocenie, tylko w celu oswojenia się z publicznością (wyłącznie życzliwą, w tym wypadku).&lt;br /&gt;Pani Bibliotekarka pojechać w wyznaczonym terminie nie mogła, zapytała więc, czy nie mogłabym wybrać się tam z Dziewczęciem - a to nie byle jaka wyprawa - AŻ do Warszawy! Przemyślałam sprawę, zachodząc w głowę, co też za twórczość Gryzelda zaprezentuje.....i pojechałyśmy - zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać. Nie wnikałam zbyt natarczywie, co tam Młoda Literatka natworzyła, wiedziałam o kilku wierszach sprzed dwóch lat (a więc z zamierzchłych czasów, kiedy nie była jeszcze nastolatką...), wiedziałam, że coś bazgrze w rozlicznych zeszytach, ale - oprócz wspomnianych wierszy - nie byłam uświadomiona co do napisania przez nią jakiejś składnej całości. W drodze na wieczorek, coś zawzięcie kreśliła i poprawiała w mikroskopijnym zeszyciku. Coraz mizerniej widziałam perspektywę jej występu - szczególnie, że "Wieczorek Literacki" kojarzył mi się z całkiem już zaprawionymi w występach - choć młodymi wiekiem - pisarzami. Ba! Sama cośtam skrobałam od wczesnego dziecięctwa, wiedziałam więc, czego można spodziewać się po uzdolnionych nastolatkach ze stołecznych szkół.&lt;br /&gt;Przywitała nas serdecznie zaprzyjaźniona z Naszą Panią Bibliotekarką, Warszawska Pani Bibliotekarka(WPB):&lt;br /&gt;"O! Wy pewnie z Otwocka?"&lt;br /&gt;Nerwowo pomyślałam: "Matko, czy słoma nam z butów wystaje? a może ubłocone-śmy przybyły? Jak to prowincję od razu widać po twarzach nawet...."&lt;br /&gt;WPB nie dała mi się długo zasępiać: "No, częstujcie się - ciasteczka, cukiereczki, może herbaty, soku - przecież wy Z DROGI DALEKIEJ, pewnie zmęczone...."&lt;br /&gt;No tak, no tak, typowe dla warszawiaków: "gdzie ten Otwock, pani droga - pewnie koniem trza jechać ze trzy dni....moja prababka cioteczna tam na letnisko jeździła przed wojną, to była wyprawa...."&lt;br /&gt;W sali "poczęstunkowej" stały stoły z mnóstwem słodyczy - nie dziwiło mnie to - myślałam, że spotkanie jest pomyślane na jakieś 20-30 osób. Tak też i było, jednak zimowe warunki oraz koniec semestru spowodowały, że dotarła tylko jeszcze jedna "ekipa" - Pani Polonistka(PP) i jej trzy uczennice, lat 11. Na spotkaniu były też Nieco Starsze Literatki, lat 22 - zaprzyjaźnione - podobnie jak PP z WPB. Nieco Starsze Literatki, na wieść, że przybyłyśmy z dalekiego Otwocka, zaczęły umiejscawiać go na mapie, przy czym Jedna z Nich nie kryła, że gubi się nawet w Centrum Warszawy, więc nie będzie zawracać sobie głowy położeniem jakiejś nic nieznaczącej mieściny, Druga z Nich wypaliła: "ja wiem, wiem - jeżdżę tam na grzyby! to na północy gdzieś...." Tak, dziewczęta, w okolicach Sztokholmu....&lt;br /&gt;Rozpoczęło się odczytywanie Twórczości, przerywane - co i rusz - zachętami WPB - "no częstujcie się, częstujcie - ciasteczko, cukiereczka - nie trzeba się wstydzić".&lt;br /&gt;Po kilku "ciasteczkach-cukiereczkach" czułam się jak przejedzony wieloryb, jednak kiedy tylko WPB zauważała, że ktoś nie rusza buzią, natychmiast przystępowała do ataku. W pewnym momencie nawet słodyczolubna Gryzelda się poddała i chciała uciekać....&lt;br /&gt;Przegląd twórczości trzech warszawskich piątoklasistek wprawił mnie w osłupienie. Nie, nie mam nic do zarzucenia - pracki były pomysłowe, na swój sposób dowcipne, jedna wręcz ładna&amp;nbsp; w sensie plastycznym, ale....takie infantylne, że aż strach. Kiedy czytam moje pamiętniki z tego okresu, zgrzytam zębami i za każdym razem rwę się, żeby rzucić je na pożarcie ogniowi, ale mój poziom postrzegania świata w wieku Młodych Literatek, był o jakieś 5 lat w górę. I takiż jest poziom Gryzeldy. Mam wrażenie, że Panienki po powrocie z Wieczorku, pójdą czesać swoje Kucyki Pony. A Gryzelda w drodze powrotnej śpiewała ze mną piosenki Kultu z najnowszej płyty. Ot, różnica.&lt;br /&gt;Gryzelda - wobec zaistniałej sytuacji - zrezygnowała z odczytania swojego opowiadania, obawiając się, że nie zostanie zrozumiana. Odczytała wiersz - moim zdaniem - mimo tego, że napisany dwa lata temu, dużo dojrzalszy, niż opowiadanka Koleżanek Literatek.&lt;br /&gt;A potem nastał czas Starszych Literatek. Zbyt długi czas....szczególnie, że młodsze słuchaczki, biorąc pod uwagę to, co same stworzyły, nie zrozumiały ni słowa z&amp;nbsp; twórczości starszych. Pierwsza z Nich - już nagrodzona w Konkursach - zaprezentowała fragmenty dwóch prac - i tu chylę czoła - naprawdę świetne, ekspresyjnie odczytane - fantastyczne. Chciałabym je przeczytać w całości. Nawet wybaczyłam geograficzną dezorientację. Druga z Nich - Pani Pomyłka. Dwudziestokilkuletnia pannica, która pisze coś tak wtórnego, że uczeń gimnazjum powinien się wstydzić - fantasy to nie mój żywioł, ale krótki fragment opowiadanka, w tej niewielkiej części, którą zrozumiałam, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, był kompilacją tych książek, które przeczytałam. A dlaczego nie zrozumiałam? Bowiem Dziewczę miało tak poważną wadę wymowy, że nie powinno w ogóle podejmować próby czytania czegokolwiek bez wcześniejszej terapii logopedycznej. Trwało to czytanie i trwało...nikt nic nie rozumiał, słychać było połowę (szept), dzieci się nudziły, WPB co chwilę podsuwała komuś "ciasteczko-cukiereczka", zaburzając dodatkowo ciszę i utrudniając - tam utrudniając! - UNIEMOŻLIWIAJĄC skupienie się na czytaniu z ust szepcząco-sepleniacej nimfy. Byłam bliska wypalenia niezbyt grzecznie: "Pani Droga! Jak się będziemy tak pasły słodyczami, to za lat parę będziemy wszystkie wyglądać jak pani lub pani koleżanka" - obydwie panie były bowiem słusznej postury. Kultura jednak we mnie jest głęboko zakorzeniona, zdzierżyłam.&lt;br /&gt;W pewnym momencie rozpoczęła się dyskusja o lekturach, ulubionych książkach. I w tym momencie straciłam wiarę w człowieka. WPB oraz PP miałam za kobiety z pasją, które kosztem własnego czasu organizują coś dla dzieci, żeby im pokazać, jak wygląda wyższa kultura, że nie wszystko kończy się na śmieciowej literaturze, że są też wartościowe lektury, ba! można samemu stworzyć taką wartościową prozę - i nie trzeba być do tego dorosłym. Tego się spodziewałam.&lt;br /&gt;Podczas dyskusji o "Zmierzchu", PP westchnęła głęboko i wygłosiła: "no ja to w końcu musiałam przeczytać...bo te uczennice do mnie przychodzą i opowiadają - no musiałam. No wszystko fajnie, tylko tak mnie to strasznie denerwuje...."&lt;br /&gt;Tu wstrzymałam oddech, gotowa rzucić się na szyję PP, że ZAUWAŻYŁA, że NIE PODDAŁA się ślepemu uwielbieniu - no ale czegóż się mogłam spodziewać innego - w końcu POLONISTKA&amp;nbsp; - od początku wyglądała mi na osobę surową i wymagającą, taką "łowczynię talentów" i "prześmiewczynię miernoty".&lt;br /&gt;"....tak mnie strasznie denerwuje ta dziewucha! Dlaczego ona chce tego Edwarda a nie Jacoba???" - dokończyła PP.&lt;br /&gt;Upadłam na duchu. Nie będzie dobrze, skoro takie są nauczycielki, prowadzące młodzież.....&lt;br /&gt;Uciekłam stamtąd z Gryzeldą jak najszybciej mogłyśmy...Nigdy więcej Wieczorków Literackich, niech sobie talent Gryzeldy dojrzewa w domowym zaciszu, nawet, jeśli nigdy nikt miałby go nie odkryć. Strzeż nas Panie od zaangażowanych społecznie polonistek i bibliotekarek....Trudno - niech będzie, że sięnie znam i nie doceniam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2054032560286575184?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2054032560286575184/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/wieczorek-literacki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2054032560286575184'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2054032560286575184'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/wieczorek-literacki.html' title='Wieczorek literacki'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6183763490335296800</id><published>2011-01-27T00:25:00.003+01:00</published><updated>2011-01-27T02:21:19.759+01:00</updated><title type='text'>Garść wieści ode mnie</title><content type='html'>Po strawieniu stycznia w trasie szpital-dom, stwierdziłam, że pierwszy miesiąc roku mogę uznać za nieważny. Nie zauważyłam, kiedy przeminął. Mimo wszystko - coś się działo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam dwie dobre oceny w indeksie - tak dobrych nie miałam zbyt często za czasów chmurnej młodości studenckiej. Okazało się, że w przyszłym semestrze nie prześlizgam się tak łatwo - z seminarium magisterskim i jakimś prostym acz interesującym wykładem wewnątrzwydziałowym, czyli lekkim i sympatycznym, blisko związanym z tematem pracy - czeka mnie nadrabianie zaległości programowych, które się były objawiły, niestety. A więc wykład zakończony EGZAMINEM. Oraz ćwiczenia. Z drugim rokiem. Będę prawie dwa razy starsza od moich kolegów z ławki.....Stara a głupia - będą mogli z czystym sumieniem mawiać....albowiem zaległy przedmiot, to - klękajcie narody - BIOCHEMIA. Uprasza się o trzymanie kciuków za zmobilizowanie sił umysłowych weteranki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przeprowadzeniu szeregu badań, może WRESZCIE będzie wiadomo, dlaczego Jonatanowi szkodzi kawa, czekolada, biała mąka (polska, chorwacka już nie) i nie-wiadomo-co-jeszcze. Póki co - wiadomo, że nie jest to COŚ STRASZNIE POWAŻNEGO. Co się naczytaliśmy w internecie o możliwościach, objawach i konsekwencjach, to osiwieć można....STRASZNIE POWAŻNE CHOROBY zostały - na szczęście - wykluczone. To też rodzaj ulgi, nawet jeśli okaże się, że NIE WIADOMO dlaczego szkodzi mu potrawa X - po prostu będziemy jej unikać, jak do tej pory - nie wnikając w przyczyny. Może kiedyś diagnostyka medyczna dorośnie do jego skomplikowanego przypadku. Albo wyprowadzimy się do Chorwacji, gdzie mąka nie szkodzi....Osobiście obstawiam, że u nas dodają do mąki jakiś dziwnie paskudny środek chemiczny, który silnie uczula Jonatana....Dowiemy się o tym za jakiś czas....Może nawet media zrobią z tego aferę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potomki - pomimo zawirowań zdrowotnych - pozytywnie przeszły ferwor przedsemestralnych poprawek. Obydwoje mają średnią powyżej 4. My - jako rodzice znający ich potencjał - kręcimy nosami na niektóre ich niedociągnięcia, ale trzeba im przyznać, że na finiszu mobilizacja była pełna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcie tytułowe zmieniłam, ponieważ wiosenny wystrój nastraja mnie pesymistycznie - za oknem mam widok zgoła odmienny - lekko mi się on już opatrzył, a nie ma nadziei na odmianę w ciągu najbliższych tygodni, to co sobie będę smak robiła, bijąc po oczach zielonym zdjęciem na blogu. A budynkowi widniejącemu na obecnym zdjęciu należy się przedśmiertny rozgłos....Myślę, że w tym roku może mu się przydarzyć pożar......&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O czym by tu jeszcze? No nic się nie dzieje, nic zupełnie. Może by tak zawiesić bloga? Albo zacząć od nowa? Sama nie wiem....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6183763490335296800?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6183763490335296800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/garsc-wiesci-ode-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6183763490335296800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6183763490335296800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/garsc-wiesci-ode-mnie.html' title='Garść wieści ode mnie'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1210234959881723525</id><published>2011-01-22T10:33:00.013+01:00</published><updated>2011-01-27T02:02:20.324+01:00</updated><title type='text'>Wspomnienia na Dzień Babci i Dziadka</title><content type='html'>&amp;nbsp;Zdecydowanie - starość nie jest dobra. Widać to przede wszystkim w szpitalach. Człowiek wiekowy, nie dość, że zmaga się z własną niedołężnością cielesną, uciążliwościami związanymi z - tą czy inną - chorobą, to jeszcze widzi, jak świat zmienia się w kierunku, którego jemu już nie będzie dane objąć umysłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do pewnego momentu udawało mi się idealizować starość - te babcie z dziadkami na spacerach w parku, reklamy środków-na-starość (ten na ból stawów, tamten na pamięć, a jeszcze inny na serce jak dzwon), pierożki Pierwszej Babuni, ciasteczka Drugiej Babuni, opowieści Dziadunia Pierwszego, zabawy z Dziaduniem Drugim..... Było mi tym łatwiej, że moi Prawdziwi Dziadkowie tak krótko żyli, że - tak naprawdę - nie doświadczyli starości. Poza tym widziałam ich oczami dziecka, przed którym problemy ukrywa się głęboko...Wiedziałam, że Dziadek 1 jeździł do szpitala, ale kiedy ja przyjeżdżałam na wakacje czy święta, był wesołym kompanem moich zabaw. Jego tragiczna śmierć była szokiem dla wszystkich, ale pięciolatce nie należały się żadne wyjaśnienia: "przecież ona nie zrozumie". Cóż - dokładnie zapamiętałam, co się wydarzyło, którego dnia - nawet jakie słowa padły...Dziadek 2 odszedł dwa miesiące po pierwszym. Tym razem odbyło się to z daleka ode mnie. Potraktowałam to jak naturalną kolej rzeczy: najpierw jeden dziadek, teraz drugi....Pamiętam, że w wakacje jeździłam z Nim na rowerze, jadłam truskawki z ogródka i słuchałam płyt zespołu "Filipinki" i Grzesiuka, a we wrześniu pojechałam z rodzicami na pogrzeb...Tego roku straciłam jeszcze Trzeciego Dziadka - "przyszywanego". Był właścicielem domku, który wynajmowali moi rodzice. Z racji braku własnych wnuków, nas traktował trochę jak wnuczęta. Znał nas od urodzenia. Był Dziadkiem Codziennym, w przeciwieństwie do Rodzonych Dziadków, mieszkających 300 km od nas - mimo tego - pamiętam Go jakby najmniej. Brzydki rok 1980 pozbawił mnie wszystkich - niestarych przecież jeszcze! - Dziadków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Babcie zostały ze mną dłużej. Te Rodzone - tylko nieco dłużej. Za to przyszywanych babć los zesłał mi aż dwie. I jestem mu za to bardzo wdzięczna.&lt;br /&gt;Najbardziej Babciowa Babcia, jaką miałam, odeszła jako pierwsza. Szkoda...nie było jej dane dożyć nawet swoich 60.urodzin. Pamiętam ją głównie z zapracowania - to w sklepie z tkaninami, to w domu, to w polu i obejściu. Pamiętam święta u niej, kiedy przy stole gromadziła się cała, wielka rodzina. Pamiętam jej pierogi z ziemniakami i miętą, ciasteczka - gąski i poranne zupy mleczne. No i ciepłe opowieści o dzieciństwie mojej mamy i wujostwa. Ze strony taty nie było mi dane poznać mojej Prawdziwej-Prawdziwej, biologicznej Babci - umarła tuż po wojnie, nawet tata ledwie ją pamięta. Ze zdjęć rodzinnych wiem, że jestem do niej podobna. Dziadek 2 za namową swoich synów, ożenił się z rodzoną siostrą ich mamy - i to była znana mi Babcia. Tę zapamiętałam najlepiej, bo była z nami najdłużej. Od niej poznałam fascynujące - choć zwyczajne - historie rodzinne, opowieści i piosenki. Ona robiła specjalnie dla mnie ruskie pierogi, a chleb - znaczony przed ukrojeniem znakiem krzyża - smarowała domowym smalcem. No i niezapomniane jajecznice ze świeżych jaj, zabranych kurom o poranku. Z nią też odbyłam szereg wycieczek po rodzinie i po ważnych dla nas miejscach. A w końcu - w czasach chmurnego dojrzewania - przestałam się z nią dogadywać. Szkoda, że nie doczekała czasów, kiedy mój bunt złagodniał. Bardzo tego żałuję.&lt;br /&gt;Do mojego wieku dorosłego dożyły tylko dwie moje przyszywane Babcie. Jedna - właścicielka wspomnianego domu, który rodzice wynajmowali. Długo nie wiedziałam, jak ma na imię - rodzice polecili, żebym nazywała ją "babcią D...." (D.... - to nazwisko) - bo tak miało być elegancko. I tak "elegancko" zostało do końca. Babcia D....poznała&amp;nbsp; mocno nieletniego Gburka, kiedy to na swoich dwuletnich nóżkach przyszedł odwiedzić ponad dziewięćdziesięcioletnią staruszkę. Babcia D... w moich wspomnieniach pozostanie jako niziutka, drobna starsza pani, drepcząca żwawym krokiem po ścieżce wśród bzów, częstująca cienko krojonym żółtym serem albo cukierkami, karmiąca łyżeczką swojego psa - Pikusia - równie wiekowego, jak ona sama. I ten klimat, panujący w jej domu - stary, jak ona i Pikuś. Duży fotel, prawdziwy obraz (nie reprodukcja!) nad przedpotopowym telewizorem, łóżko z piramidą pierzyn, przykryte narzutą i kuchnia węglowa....i piwnica...Smutno, że nic już z tego nie zostało - nowi właściciele kompletnie przebudowali dom i całkowicie przeorganizowali MOJE podwórko, mój RAJ.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia babcia, która mi się ostała, jest Babcią Wyjątkową. Jest to najbardziej optymistyczna osoba, jaką zdarzyło mi się poznać. Przeżyła wojnę i Powstanie Warszawskie, przeżyła wywóz do Niemiec, przeżyła śmierć dwuletniej córki, potem śmierć męża. I nadal jest pełną dobrych myśli osobą. Nie patrzy WCALE na złe rzeczy, które ją spotykają - widzi tylko te dobre. Składając Jej życzenia na Dzień Babci, zapytałam - jak zwykle - o zdrowie. Usłyszałam: "Nie mam co narzekać. Co prawda już wcale nie chodzę - nogi odmówiły mi posłuszeństwa - ale widzę i słyszę dobrze, czytam książki, rozwiązuję krzyżówki i wiem, co się na świecie dzieje - widziałaś kiedyś taką dziewięćdziesięciolatkę? To dlaczego ja mam narzekać? W życiu się nie spodziewałam, że będę tyle żyła!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby każdego spotykała taka starość, jak Babcię H., świat byłby dobrze urządzony. Niestety, Babcia H. jest wyjątkiem. Starość jest paskudna, zła, bolesna i nieciekawa. Może do czasu mojej własnej starości ktoś coś mądrego wymyśli, żeby ją przechytrzyć. Póki co - zamierzam brać przykład z Babci H. - może optymizm życiowy wystarczy.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1210234959881723525?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1210234959881723525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/wspomnienia-na-dzien-babci-i-dziadka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1210234959881723525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1210234959881723525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/wspomnienia-na-dzien-babci-i-dziadka.html' title='Wspomnienia na Dzień Babci i Dziadka'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6339211340571606077</id><published>2011-01-15T00:37:00.001+01:00</published><updated>2011-03-29T10:00:35.972+02:00</updated><title type='text'>Doświadczenie nic nie znaczy...</title><content type='html'>Doświadczenie czytelnicze mam na myśli.&lt;br /&gt;Powiem nieskromnie, że w dużym stopniu przyczyniam się do podniesienia średniej krajowej czytelnictwa...jestem więc - wydawałoby się - doświadczonym czytelnikiem. Wiem, co lubię, wiem, na co w księgarni lub bibliotece zwrócić uwagę. Wiem, co omijać szerokim łukiem - wiem nawet, że nie wszystko, co zaliczane do "klasyki" albo co polecane przez znajomych, będzie dobre dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię więc wytłumaczyć, jaka ciemna siła skłoniła mnie, żeby tuż po świętach, kiedy to w darze od św. Mikołaja dostałam pokaźny pakunek z książkami, KUPIĆ pod wpływem impulsu książkę, o której wiedziałam tylko to, co było napisane (i narysowane) na okładce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Codziennie analizuję przebieg tego wydarzenia - jednym z wniosków jest ten, że - niestety - zadziałało moje ślepe uwielbienie do czerwonego koloru - zupełnie jak przy zakupie kanapy, kiedy byliśmy na tym etapie życia: podobało mi się wiele kanap. Naprawdę, nie ograniczałam się do jednego stylu. Warunek był tylko taki: jeśli mebel był czerwony, był "mój". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku TEJ książki było tak: poszłam sobie na aerobik, Gburek z koleżanką poszli do kina. Kino trwało dłużej, więc snułam się po sklepach. Jak wielokrotnie wspominałam, ubrania przyprawiają mnie o nerwowe drgawki, poniosło mnie - zwyczajowo -&amp;nbsp; do empiku. Zamiast usiąść i poczytać sobie w kątku COKOLWIEK, polazłam do półki z literaturą młodzieżową, zawsze tam tracę rozum. Pośród wampirów, zmierzchów, opętanych, uprowadzonych i innych takich, wypatrzyłam coś nowego: "Zmrok" - mój wzrok przyciągnęła postać w czerwonym płaszczu, stojąca w centralnym punkcie okładki. Przeczytałam rekomendację: najlepsza powieść fantasy 2007 - British Fantasy Society Award. Przeczytałam opis na okładce (a koleżanki ostrzegały, żeby nie wierzyć opisom....) - opis zachęcał, kusząc, że będzie to podobne do Trudi Canavan (no, nie wprost kusił - to ja tak sobie wyimaginowałam...), że autor, Tim Lebbon, to jeden z najzdolniejszych brytyjskich twórców dark fantasy, że nagrody, fani, fora internetowe, wydawnictwo Amber, rekomendacja "Fantastyki"&amp;nbsp;- pełen entuzjazm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wystarczyło otworzyć na chybił - trafił i przeczytać parę stron - tyle tylko, żeby nie opierać się wyłącznie &amp;nbsp;na notce z tyłu książki. Ale nie - czerwony płaszcz zaślepił mnie dość skutecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze zanim Gburek z Koleżanką wyszli z kina, wiedziałam, że popełniłam BŁĄD. Ale nie do końca w to wierzyłam (no bo jakże to? ja? wytrawna czytelniczka? wydałam ponad 35 zeta na GNIOTA? niemożliwe!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalistyczne opisy zabijania, obrzydliwe do niemożliwości. Na samym wstępie. Trudno - pomyślałam&amp;nbsp;- dalej będzie lepiej. Dam radę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej było gorzej. Do naturalizmu i bezsensownej przemocy, dołączyły wulgaryzmy oraz...błędy gramatyczne i interpunkcyjne ("chwała" tłumaczowi - Sławomirowi Kędzierskiemu - oraz redaktorom-korektorom). Książka wygląda - od strony techniczno-językowej - tak, jakby była tłumaczona&amp;nbsp;oraz redagowana na szybko i bez zastanowienia - to, że związki wyrazów w zdaniu nie zgadzają się ze sobą gramatycznie, nie ma najmniejszego znaczenia, to, że brakuje przecinków jest nieistotne - najważniejsze jest utrzymanie konwencji humorystyczno-familiarnej. Nie ma to, jak "wymyślić" ciekawe przekleństwo - trochę staropolskie, trochę staro-magiczne - "kurwa Mag!" - będzie w sam raz! A jakież to dowcipne! A jakie fatasy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę się powstrzymać przed przywołaniem - nie pierwszy raz - mojego ulubionego Sienkiewicza. "I jadą - mój jegomość - jadą - i jadą" ( Rzędzian, "Ogniem i mieczem") - jest masa powieści o tym, że jadą i jadą - nic się poza tym, że jadą, nie dzieje. Ale jakoś "czyta się"! Czyta się "Ogniem i mieczem", czyta się "Władcę Pierścieni" - "Zmroku" się nie czyta, przez "Zmrok"się brnie. Przy 190 stronie zatrzymałam się na sztywno i nie mogę dalej. Mam dość. Ale uparłam się - skoro byłam tak głupia, żeby wydać 35 zeta na książkę bez sprawdzenia jej recenzji, to teraz - na przekór sobie - właśnie ją przeczytam. Od tygodnia usiłuję dobrnąć do 200 strony - niestety, czytam po dwie dziennie, bo zasypiam w połowie drugiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz trafiło mi się coś tak beznadziejnego. Bywały książki, które mi się nie podobały - innym tak, mnie nie. I trudno - taki, na przykład - Irving - nie jest dla mnie. Ale nie śmiałabym umniejszać jego talentu. Przeczytałam całą sagę "Zmierzch", chociaż od początku zgrzytałam zębami nad&amp;nbsp;jej poprawnością językową (że o treści nie wspomnę). Nie czytam wyłącznie powieści z górnej półki, dlatego uznałam, ze taki "Zmrok" może być lekką rozrywką na chwilę - ale toto nie da się porównać z niczym. Nie dość, że obrzydliwość, brud, ohyda, obsceniczność&amp;nbsp;wyzierające ze świata stworzonego przez Lebbona, są dla mnie odstręczające, to jeszcze niedostatki tłumaczeniowo - redakcyjne powodują, że "czas na lekturę" zaczął oznaczać dla mnie "czas na spanie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przeczytam. Uparłam się i przeczytam. Nawet jeśli przez najbliższy rok miałabym zaniżyć krajową średnią czytelnictwa....Jednak innym polecać nie będę. Wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tego, co to dzieło robiło na półce z literaturą młodzieżową, to już zupełnie nie rozumiem.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6339211340571606077?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6339211340571606077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/doswiadczenie-nic-nie-znaczy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6339211340571606077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6339211340571606077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/doswiadczenie-nic-nie-znaczy.html' title='Doświadczenie nic nie znaczy...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5660190803608236404</id><published>2011-01-10T19:30:00.018+01:00</published><updated>2011-02-10T19:41:03.849+01:00</updated><title type='text'>Odwyk</title><content type='html'>Ogłaszam odwyk od facebookowych gierek. Mam na to prosty sposób: uciekam z Facebooka. Oprócz gierek nie ma tam nic dla mnie, "znajomych z internetu" mam na forach, "znajomych z reala" mam w telefonie, "znajomych z klasy" mam na "naszej-klasie", zresztą tam też zaglądam z rzadka. Jak już pisałam, oglądanie kolejnych fotek z wakacji nie bawi mnie wcale, podobnie jak klikanie w linki z miłosnymi pioseneczkami albo łzawymi akcjami charytatywnymi, typu: "pomóż pieskowi", chociaż pieski kocham. Nie obchodzi mnie też, co kto jadł na śniadanie, ani w jakim stroju pójdzie na sobotnią imprezę. Quizy są - z założenia - głupie, a już facebookowe quizy - w szczególności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę - jedyną ciekawą dla mnie stroną Facebooka były gry. Gry, które miały mi służyć do zabijania wolnego czasu, a zaczęły służyć do zżerania CAŁEGO czasu. A jako odkurzona studentka, wolnego czasu nie posiadam. Chyba, że mam ochotę na kolejne 10 lat zagrzebać się w naukowym marazmie.&lt;br /&gt;I dlatego - żegnam. Trudno, najwyżej dołączę do tych, którzy nie istnieją, w myśl powiedzonka: "kogo nie ma na Facebooku, ten nie żyje". Ja tam nic niezbędnego na tym portalu nie znalazłam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5660190803608236404?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5660190803608236404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/odwyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5660190803608236404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5660190803608236404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/odwyk.html' title='Odwyk'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1708703685768627076</id><published>2011-01-09T04:43:00.001+01:00</published><updated>2011-01-09T11:33:42.597+01:00</updated><title type='text'>Spanie</title><content type='html'>Mimo solennych obietnic, że: w Nowym Roku, to ja będę pisać bloga i Inne Rzeczy, że hohohohoho...." - nie piszę NIC.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będzie lepiej albo gorzej.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Się okaże z biegiem czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A póki co:&lt;br /&gt;Wszyscy śpią wszędzie, a ja...nigdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jest czwarta w nocy i piszę przez chwilę, to co mi się we łbie ułożyło" - chciałoby się zaśpiewać z Artystą ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małżonek śpi w szpitalnym łożu (ma się już nieco lepiej, więc uprasza się o niezamartwianie nadmierne).&lt;br /&gt;Dziecięta&amp;nbsp; - korzystając z Okazji - zlazły się do Łoża Małżeńskiego. Jednak - nie, nie, nie - nie pozostają tam w komplecie! Gryzelda - po bardzo udanej imprezie urodzinowej koleżanki (czipsiki, kolorowe żelki plus szampan piccolo firmy Krzak - zresztą...wszystko było firmy Krzak - ale za to jaka zabawa!)- poczuła bliską zażyłość z ceramiką łazienkową. Spoczywa więc na kanapie, z której najbliżej jest do celu jej nocnych wędrówek. Gburek, z kursem na WYMIERANIE, obranym&amp;nbsp; 19. listopada,&amp;nbsp; konsekwentnie realizowanym&amp;nbsp; z trzydniowymi przerwami na szkolnictwo - spoczywa na Małżeńskim Materacu, czekając na to, że może jakaś Karetka-Na-Sygnale zabierze go do SŁAWY (pierwszy przypadek grypy AH1N1 w Stolycy, proszę państwa, relacja z pierwszej ręki, tvn24, tvn Warszawa, tvn meteo, polsat cafe&amp;nbsp; - mamy matkę i żonę chorych - udzieli nam wywiadu:&lt;br /&gt;"droga pani - jakie były objawy?"&lt;br /&gt;"najpierw było zwykłe przeziębienie, potem zapalenie ucha, angina, aż wreszcie zapalenie płuc,&amp;nbsp; w końcu znowu zaczęło się przeziębienie - i wtedy wiedziałam, że końca nie będzie, że TO jest TO - ŚWIŃSKA GRYPA"&lt;br /&gt;"co teraz"&lt;br /&gt;"teraz NIC, nikt nie chce zrobić testu, ale wszyscy wiemy jak jest - to SPISEK! - AHa1N1 jest WSZĘDZIE, tylko nie chcą nam powiedzieć, żeby nie siać paniki"&lt;br /&gt;"a co z panią i córką?"&lt;br /&gt;"czujemy się dobrze, opiekujemy się męską częścią rodziny, widocznie ta grypa nie ima się kobiet"&lt;br /&gt;"co za historia, drodzy państwo, niech Jurek Owsiak nie zapomni dziś o dzielnych kobietach spod Warszawy i o ich wymierających mężczyznach"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;AH1N1 kobietom szkodzi nieco inaczej - jak widać. To taka forma neurologiczna. Jedna do upadłego zajada się kolorowymi słodyczami/napojami - wiedząc, że jej szkodzą. Druga siedzi po nocy w internecie, zamiast spać, do tego wypisuje tamże niestworzone historie. Może lepiej mieć samczą wersję świńskiej grypy? Taką bardziej klasyczną......&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1708703685768627076?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1708703685768627076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/spanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1708703685768627076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1708703685768627076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2011/01/spanie.html' title='Spanie'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6568995227564474845</id><published>2010-12-23T19:06:00.000+01:00</published><updated>2010-12-23T19:06:09.862+01:00</updated><title type='text'>Przedświąteczne karteluszki</title><content type='html'>Można na podstawie moich przedświatecznych bazgrołów wiele się o mnie dowiedzieć.&lt;br /&gt;Przejęłam ten zwyczaj po mamie: zapisuję plan prac zawsze przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Ja - jako osobnik leniwy i wygodny - mam o wiele mniej do planowania, niż moja pracowita mama, która uważa, że jeśli kobieta - pani domu - nie padnie w święta na twarz, zamęczona na śmierć przygotowaniami, święta są nieważne. Ale i tak robię karteluszki. Rozplanowuję - na przykład - zakupy i rozliczne sałatki (moja specjalność - i tak robię jedną z nich - reszta to improwizacja). I zamiast potem wyrzucić te zapiski, co pół roku wyjmuję z szafy&amp;nbsp;coraz grubszy&amp;nbsp;plik kartek (najczęściej kratkowanych) - tylko po rodzaju składników można się zorientować, czy to wielkanocne, czy bożonarodzeniowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś jest wieczór karteluszek, bo jutro ostatnie zakupy oraz NOC SAŁATEK. Bo sałatki najlepiej komponuje się, kiedy wszyscy śpią: rozstawiam wtedy miski, robię w kuchni warzywno - dodatkowy bałagan i tworzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdrowych, spokojnych Świąt dla Wszystkich :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6568995227564474845?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6568995227564474845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/przedswiateczne-karteluszki.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6568995227564474845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6568995227564474845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/przedswiateczne-karteluszki.html' title='Przedświąteczne karteluszki'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5629412850488852896</id><published>2010-12-21T20:33:00.025+01:00</published><updated>2010-12-23T21:32:59.366+01:00</updated><title type='text'>"Służba" Zdrowia</title><content type='html'>Po niedzielnej akcji "ostry dyżur",&amp;nbsp;kiedy u Jonatana stwierdzono zapalenie płuc i polecono prześwietlić Gburka w trybie pilnym, udałam się do przychodni po skierowanie na RTG. Byłam pewna, że wypisanie skierowania na konieczne badanie to jedynie chwila. Ha!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Numerków- oczywiście - nie było. &lt;br /&gt;Przyjmowała ta sama lekarka, która widziała Chłopaków tydzień temu i kazała przyjść po niedzieli, jeśli objawy nie osłabą. Uderzyłam więc - jak w dym -&amp;nbsp;do gabinetu. Wyłuszczyłam, z czym przychodzę. Pani doktor uśmiechnęła się przepraszająco i....odmówiła, bo ona my tylu pacjentów, że nie zdąży, bo to nie byle co, bo ona musi pacjenta ZBADAĆ i SIĘ ZASTANOWIĆ. Może jutro....I nie muszę ciągnąć ze sobą chorego, jutro ona wypisze, byle nie dziś. Tu powinnam się namyślić: to musi tego pacjenta zbadać - czy nie musi?. Ale moje osłupienie było tak wielkie, że po prostu wyszłam z gabinetu. &lt;br /&gt;Szczęśliwie, na korytarzu odzyskałam właściwe sobie opanowanie. To była internistka, mam jeszcze zaprzyjaźnionych pediatrów - przecież wypisanie skierowania na RTG to tylko formalność, do jasnej anielki! &lt;br /&gt;Przyjmowała akurat jedna z moich ulubionych lekarek (hehe, zmiany-zmiany-zmiany). Uśmiechnięta wygłosiłam tę samą formułkę, co pod gabinetem internistycznym: "proszę o skierowanie na RTG, mam w domu jednego z zapaleniem płuc, lekarz w szpitalu zalecił, żebym wszystkich kaszlących w domu prześwietliła, bo jest ryzyko, że są zarażeni". Pani doktor wygłosiła na to&amp;nbsp;kontr-fromułkę, która wprawiła mnie na nowo w osłupienie: "Pani kochana, co ja mam wszystkim kaszlącym wypisywać RTG na żądanie? przecież to szkodliwe, tam RENTGENY są!!!" &lt;br /&gt;Łał!!!! RENTGENY!!! Krwiożercze bestie! Zabronić prześwietleń! Zamknąć gabinety RTG! &lt;br /&gt;Żebym to ja jeszcze słynęła w tej przychodni z nagminnego wymuszania na lekarzach setek badań....Ale nie, pierwszy raz PROSZĘ o RTG. Gburek (lat 14)&amp;nbsp;w ogóle pierwszy raz w życiu&amp;nbsp;miał prześwietlone płuca.... &lt;br /&gt;Pani doktor w końcu powiedziała, że ona może zbadać pacjenta, owszem, ale jak nie zobaczy wskazań do prześwietlenia, to nie wypisze skierowania. Ustawiłam się w kolejce. &lt;br /&gt;Kiedy nastała nasza pora, weszliśmy, ale od początku widać było, że jest coś nie tak z panią doktor - jak znałam ją od lat 11 jako miłą, przystępną i nie-traktującą-rodzica-jak-tłumoka, tak&amp;nbsp;teraz czułam się jak kretynka. Opowiedziałam historię męża (wczoraj, nawet kiedy się dusił, zmian osłuchowych nie miał żadnych, dopiero na RTG wyszły), w karcie można było wyczytać, od jakiego czasu Gburek kaszle. Pani doktor kiwała głową, osłuchując pacjenta. Po czym triumfalnie stwierdziła, że nic nie słyszy. &lt;br /&gt;W końcu ogłosiła: &lt;br /&gt;"To przyszła pani po leczenie czy po skierowanie na badania?" &lt;br /&gt;Odpowiedziałam, że dla mojego spokoju - po skierowanie, ale jeśli jest konieczne leczenie - to i po leczenie. &lt;br /&gt;Zaczęła wypisywać skierowanie. Ufffff &lt;br /&gt;Poprosiłam jeszcze o receptę na lek przeciwalergiczny, bo akurat mi się skończył. Wieeeelka była łaska, że mi wypisała. ("no przecież pani mówiła, że TYLKO po skierowanie!") &lt;br /&gt;Zapytałam, czy skoro dziecko nie ma zmian osłuchowych, może iść do szkoły? &lt;br /&gt;"No co też pani, dziecko jest chore, potrzebuje leczenia, to pani nie chce ode mnie leczenia, tylko&amp;nbsp;JAKICHŚ prześwietleń" - usłyszałam. &lt;br /&gt;Podziękowałam za skierowanie, powiedziałam, że dziecko jest leczone od tygodnia, więc jakoś damy radę, stosując się do dotychczasowych zaleceń i ...pojechaliśmy na prześwietlenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś pomachałam pani doktor kliszą z rtg. Zapalenie płuc. Antybiotyk.&lt;br /&gt;Nie doczekałam się przeproszin za wczorajsze korowody, ale mina lekarki - bezcenna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz ustawiam się w kolejce po życzenia : ZDROWYCH Świąt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec taka refleksja: przez cały czas pobytu w przychodni byłam uprzejma, acz stanowcza. Nie, nie asertywna, bo jeśli lekarka uparłaby się, że skierowania nie da,&amp;nbsp;zamierzałam odpuścić i udać się do szpitala.&amp;nbsp;Ciekawe, czy gdyby Jonatan - uosobienie asertywności - był na moim miejscu - z przychodni zostałby kamień na kamieniu? Bo że dostałby skierowanie szybciej, niż ja, to pewne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5629412850488852896?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5629412850488852896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/suzba-zdrowia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5629412850488852896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5629412850488852896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/suzba-zdrowia.html' title='&quot;Służba&quot; Zdrowia'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6315798296912684970</id><published>2010-12-19T01:30:00.005+01:00</published><updated>2010-12-19T01:39:25.626+01:00</updated><title type='text'>2001 to fajny rok był</title><content type='html'>&lt;span class="pd"&gt;&amp;nbsp;Z okazji urodzin Gburka wkleję garstkę wspomnień.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="pd"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="pd"&gt;07.04.01&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;a  - matka czteroletniego syna (bardzo, za bardzo żywego) oświadczam, że zostałam zaskoczona przez dwuletnią niespełna siostrę wyżej wymienionego...a już myślałam, że potrafię wszystko przewidzieć...Na dzisiejszym spacerze w parku nastąpiło wydarzenie, po którym znowu przekonałam się, że jednak z dziećmi to nigdy nic nie wiadomo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Ja, Gburek, Gryzelda bez Jonatana (jak zwykle), bez wózka (nie jak  zwykle), bez kurtek, beztrosko maszerujemy na przedwieczorny spacer (Gburek jednak, przezornie, w ostatniej chwili postanowił zabrać swoje okrycie). W parku dzieci wskakują do suchej fontanny i zaczynają się ganiać. Ja przyglądam im się z dumą z wysokości: jakie wspaniałe rodzeństwo, kto by pomyślał,  że będą się tak zgodnie bawić (ja z dzieciństwa pamiętam głównie kłótnie z bratem). Gburek zauważa wodę w jednym z zagłębień fontanny i zaczyna ją obserwować. Podchodzi Gryzelda i robi to samo (uwielbia naśladować brata). Jednak dziewczynce bierna obserwacja nie wystarcza: postanawia zbadać kałużę bliżej i z impetem wskakuje do środka! Impet jest duży,  więc siada z wrażenia - jest mokra do samej szyi!!!!!!! Wyławiam  amatorkę wiosennych kąpieli, starszy brat wspomaga ją swoja kurtka i biegiem  ruszamy do domu a z butów nam kapie straszliwie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="pd"&gt;18.04.01&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;      &lt;br /&gt;&lt;div class="pBody"&gt; &lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Czteroletni Gburek leżąc w łóżku po baardzo ciężkim dniu (z wieloma awanturami i ogólnym nieopanowaniem): &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;" - mamo,czy my musimy trzymać się razem?" &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Nie wiedziałam co odpowiedzieć na tak filozoficzne pytanie, więc spytałam człowieczka o co mu chodzi właściwie...i usłyszałam:&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;" - bo ciągle na mnie krzyczysz i mnie bijesz...(?!)...może lepiej by było gdybyśmy się rozstali..." &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="pd"&gt;31.08.01&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;      &lt;br /&gt;&lt;div class="pBody"&gt; &lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Gryzelda, lat 2,3 jest na spacerze z rodzicami i starszym bratem(lat prawie5). Dodatkowe wyposażenie:hulajnoga(Gburek),samochodzik (taki do siedzenia i jechania na zasadzie "odpychu nożnego"). Rodzice odeszli,Gburek się gdzieś ukrył, chodnik dłuuugi i równy przed szaloną dwulatką. Rozpędza więc swój pojazd do prędkości niesłychanej i zagrzewa się do pogoni za rodziną bardzo głośnym śpiewem: "nie boję się gdy ciemno jest....." &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="pd"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="pd" style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;31.08.01&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;Przychodzi Gryzelda (wiek: cały czas 2,3) do Gburka (wiek: cały czas prawie 5):&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;" - mam ploblem" -zawiesza głosik&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;" - jaki?" - pyta starszy brat z troską&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;" - jakiś" - odpowiada dziewczynka z powagą, marszcząc nosek&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp; Słowo "jakiś" ostatnio jest ulubione. Taki&amp;nbsp; - na przykład - dialog samochodowy przeprowadziłyśmy niedawno: &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;G: mówi coś o piesku, że by chciała czy co...nie dosłyszałam... &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;ja: jaki piesek?&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;G: jakiś &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;ja: a jak on się tu dostanie (do samochodu)? &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;G: jakoś&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="pd"&gt;10.09.01&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;      &lt;br /&gt;&lt;div class="pBody"&gt; &lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Jesteśmy w górach, idzie ku nam CZARNA wiewiórka (u nas, na nizinach, widujemy tylko rude, "normalne") - dziwimy się wszyscy czworo. Jedyny Gburek rzekł przytomnie: "to musiała być mama wiewiórka,bo tylko mamy się farbują na czarno".&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;div class="content"&gt;&amp;nbsp; &lt;span class="aut" style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="pd" style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;24.10.01&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;      &lt;/div&gt;&lt;div class="pBody" style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;     Dzisiaj koło 18 stwierdziłam, że brakuje mi klusek. Sklep mam naprzeciwko(wyskoczenie zajmuje mi 2 min.), zaś ciągnięcie ze sobą dwójki maluchów robi z tego wyprawę półgodzinną. Informuję więc towarzystwo (lat - dla przypomnienia - 5 oraz 2,5), że za sekundę będę, pouczam o nieotwieraniu drzwi i grzecznym bawieniu się (nie pierwszy raz zaistniała taka sytuacja). Na to Gburek oświadcza, że w takim razie on musi zadzwonić na policję (maniak policyjny, ostatnio wybronił mnie przed mandatem, bo opowiedział panu policjantowi o swoich planach na przyszłość). Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zabrać ze sobą telefonów, bo zadzwonić oczywiście potrafi (wie, że z komórki 112 a z domowego 997), ale pytam jeszcze - dla pewności - w jakim celu taki zamiar powziął? "jak to?powiem, że nas porzuciłaś!"&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="pBody" style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="pBody" style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Wszystkiego najlepszego, Synuniu! Dobrze, że się nie rozstaliśmy te niemal dziesięć lat temu ;) &lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6315798296912684970?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6315798296912684970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/2001-to-fajny-rok-by.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6315798296912684970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6315798296912684970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/2001-to-fajny-rok-by.html' title='2001 to fajny rok był'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7069653742928841519</id><published>2010-12-18T23:42:00.000+01:00</published><updated>2010-12-18T23:42:40.004+01:00</updated><title type='text'>Mądrość ludowa</title><content type='html'>"Gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył"&lt;br /&gt;Sentencja na dziś. I nie tylko, bo towarzyszy mi ona od pewnego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym wiedziała, że zapasów dobrego nastroju, gromadzonego przez cały rok (ot, chociażby w bardzo mocno tkwiącej mi w pamięci chwili pożegnania z chorwackim morzem), ma mi wystarczyć na dłużej, nie posiłkowałabym się nimi tak ochoczo w mało radosne dni, które miały miejsce tej jesieni i zimy - jak na przykład w ten sprzed tygodnia, ochrzczony szumnie "ponurością".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponurość bowiem jest wtedy, kiedy aura za oknem zachęca do sanny, spacerów z psami i szeroko pojętej aktywności, zaś parszywe wirusy, które zadomowiły się u nas na dobre, namnażają się, krzyżują, wiją gniazda i budują piętrowe kolonie - bez naszej zgody, a nawet przy zdecydowanym sprzeciwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tegorocznego sezonu byłam przekonana, że wirusówka trwa kilka dni, z tendencją do ustępowania objawów. Byłam w błędzie. Wirusówka trwa już ponad tydzień, objawy są równie wredne dnia dziewiątego, jak były dnia pierwszego, piątego i siódmego. Razy dwa, bo obydwa męskie egzemplarze padły, pokonane przez małe wredoty.&lt;br /&gt;Na razie odwołaliśmy urodziny Gburka. Jeśli wirusy postanowią nie poddać się eksmisji, odwołamy też Boże Narodzenie. A potem Nowy Rok. Kiedy dojdę do tego, że zechcę odwoływać Wielkanoc, podam się do dymisji. Ale chyba wcześniej popadnę desperację i to ja wyprowadzę się od wirusów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7069653742928841519?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7069653742928841519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/madrosc-ludowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7069653742928841519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7069653742928841519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/madrosc-ludowa.html' title='Mądrość ludowa'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2935845142712943069</id><published>2010-12-12T23:26:00.007+01:00</published><updated>2010-12-18T23:31:35.291+01:00</updated><title type='text'>Ponurość</title><content type='html'>Zima zimą, ale roztopy to jest właśnie to, czego nie lubię bardzo-bardzo, a co jest nieodłącznym elementem zimy. I nie te roztopy wiosenne, kiedy czuć już ciepłe powiewy, dające nadzieję. Mówię o grudniowo-styczniowych odwilżach, kiedy wiadomo, że nadziei nie ma - póki co...Jest jedynie mokrość w butach i ogólne rozmemłanie.&lt;br /&gt;Jonatan wrócił z delegacji chory, Gburek też się jakoś pokłada - nastrój odzwierciedla pogodę za oknem.&lt;br /&gt;Takie dni to najlepszy moment na filozoficzne dywagacje w rodzaju: "i po co to wszystko?", albo: "dokąd to prowadzi?". Dlaczego śnieg pada, żeby się po kilku dniach w paskudny sposób roztapiać? Dlaczego się roztapia, skoro za kilka dni znów napada?&lt;br /&gt;Bezruch wywołuje przygnębienie, przygnębienie wywołuje bezruch. Błędne koło....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2935845142712943069?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2935845142712943069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/ponurosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2935845142712943069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2935845142712943069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/ponurosc.html' title='Ponurość'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7611964982976447404</id><published>2010-12-08T22:26:00.000+01:00</published><updated>2010-12-09T01:56:53.278+01:00</updated><title type='text'>Dociekliwy</title><content type='html'>Z okazji Dnia Marudy, czytałam dziś Potomkom przed spaniem. Tak, tak, takim przerośniętym Potomkom też się jeszcze czytuje. Z rzadka i po długich namowach, ale zaprzeczyć niepodobna, że mają miejsce takie ekscesy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytaliśmy "Jaśki" - naszą nową zdobycz, zachwalaną jako "podobne coś do "Mikołajka"" - słusznie zresztą. Tytułowe "Jaśki" to pięciu (niemal sześciu) braci, których rodzice - z braku lepszego pomysłu - nazwali Jaśkami A, B, C, D i E. Dzisiejszy rozdział mówił o wyjeździe rodzinnym w ramach&amp;nbsp; - i&amp;nbsp; ZAMIAST(!) prezentu gwiazdkowego. Jaśkowie mieli różne przygody, chociaż przez cały rozdział nie byli entuzjastycznie nastawieni do ojcowskiej koncepcji prezentu. Pod koniec okazało się, że po powrocie do domu czeka na nich choinka, a pod nią - prawdziwe, zapakowane prezenty. Nie jakieś niematerialne "wyjazdy rodzinne ze świeżym, górskim powietrzem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gburek (dla przypomnienia - za dni parę kończy lat 14) wyraźnie ożywił się przy odkryciu przez bohaterów "prawdziwej" choinki z "prawdziwymi" prezentami. Ale i obruszył: "no mamo! w takim momencie przerywasz? doczytałabyś już do końca rozdziału, skoro TYLE już przeczytałaś". W pierwszej chwili zbaraniałam - jak to "przerywasz"? Jak to "nie dokończyłaś"? Może jednak wcześniej to czytał a mnie się strony zlepiły? Czy co? Nie! Nic podobnego - to koniec rozdziału.&lt;br /&gt;I tu dotarła do mnie śmieszna prawda: Gburek czekał na to, aż chłopcy - bohaterowie rozpakują prezenty. A opowieść kończy się na tym, że je ZNAJDUJĄ. Po prostu. Nieważne, co jest w środku - przynajmniej dla autora. Dla Gburka zaś - priorytetowe! Pofuczał, pomruczał i poszedł spać, niepocieszony. Jak można urwać wątek w środku? Pozostawić prezenty bez odwijania z papierka. Phy!&lt;br /&gt;Uśmiałyśmy się z Gryzeldą setnie z tej gburkowej dociekliwości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7611964982976447404?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7611964982976447404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/dociekliwy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7611964982976447404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7611964982976447404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/dociekliwy.html' title='Dociekliwy'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2215473104288772607</id><published>2010-12-07T22:02:00.000+01:00</published><updated>2010-12-09T01:57:31.803+01:00</updated><title type='text'>Plastikowy eksperyment</title><content type='html'>Zrobiłam - całkiem niechcący - ekologiczny eksperyment. Od pewnego czasu - w przybliżeniu: od początku lata - nie pozwalałam wyrzucać pudełek po lodach. Początkowo miałam dla nich zastosowanie - mroziłam owoce sezonowe na zimowe kompoty, umieszczałam w nich moje niezliczone drobiazgi, tworzące kuchenny i łazienkowy bałagan - w każdym razie pudełka po lodach miały swoje drugie życie u nas w domu. Od pewnego czasu obserwuję przesycenie domu pudełkami: zamrażarkę już zapełniłam owocami, drobiazgi znalazły swoje miejsce, pudełka zaś rosną w piramidę na kolejnych półkach w schowku. Wyrzucać jakoś tak mi nieswojo - bo skoro tamte się przydały, to może te też - kiedyś? Ale już powoli zaczyna być jasne, że&amp;nbsp;TE jednak&amp;nbsp;pozostaną nieprzydatne i należałoby je jednak wyrzucić.......&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy tak spoglądam na ogrom plastikowego śmiecia, jaki jedna rodzina jest w stanie wyprodukować w ciągu kilku miesięcy, nachodzą mnie dwie refleksje: &lt;br /&gt;1. wyginiemy, przytłoczeni własnymi odpadami - bo czymże są marne pudełka po lodach, wobec całej reszty opakowań i pojemników: szklanych, plastikowych, papierowych, aluminiowych....&lt;br /&gt;2. dlaczego nie potrafimy zawczasu zareagować, tylko czekamy, aż problem urośnie do rozmiarów, w których to nas przytłoczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet wymyśliłam rozwiązanie: kaucje za wszelkie opakowania, których można byłoby użyć ponownie. Szybciutko zniknęłyby z lasów butelki, plastiki i inne, jeśli byłyby stosowne punkty skupu. Szybciutko ludzie nauczyliby się odnosić do sklepu pudełka po lodach, jeśli za nowe opakowanie mieliby zapłacić o kilka złociszy więcej,&amp;nbsp;w przypadku&amp;nbsp;nie posiadania&amp;nbsp;pudełka "na wymianę". Tak, to wszystko już było (&amp;nbsp;i w pewnych sytuacjach nadal jest: mamy kaucje za niektóre butelki&amp;nbsp;)&amp;nbsp;- dlaczego więc nie rozszerzyć tego pomysłu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie dlatego, że nikt nie widzi w tym interesu....Pieniędzy...Zarobku....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdyby tak producenci musieli płacić wyższy podatek, w razie większego zużycia plastiku/szkła na opakowanie swojego produktu - wtedy w interesie producentów byłoby, żeby uatrakcyjnić klientom powtórne wykorzystanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ja nie wierzę, że to kiedykolwiek zadziała - gatunek ludzki jest zbyt wygodny. Dlatego wolimy, żeby nasi potomkowi utonęli w śmieciach. Bo przecież może wcześniej coś innego ich dopadnie: wirus? zmutowane drapieżniki? anomalie pogodowe? mateoryt? Kto to może wiedzieć? Po co więc zajmować się śmieciami? Po nas choćby potop........&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2215473104288772607?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2215473104288772607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/plastikowy-eksperyment.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2215473104288772607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2215473104288772607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/plastikowy-eksperyment.html' title='Plastikowy eksperyment'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5239193186095587775</id><published>2010-12-06T01:51:00.000+01:00</published><updated>2010-12-19T02:19:30.963+01:00</updated><title type='text'>Doroczny wątek zabawkowy</title><content type='html'>Rok temu, pod wpływem lektury przedświątecznej gazetki reklamującej zabawki, popełniłam wpis o garnuszku. Poczciwy garnuszek wywołał bowiem niespodziewaną radość u Gburka. Wesołość udzieliła się wszystkim - każda z prezentowanych PO garnuszku zabawek z CZYMŚ się kojarzyła. Od zeszłego roku Potomki nie są dziećmi. Stanowczo i zdecydowanie: zabawki się im nie należą.&lt;br /&gt;Ale wolny rynek ma swoje prawa - i w tym roku dotarł do nas katalog z aktualną ofertą zabawkową. Jest jeszcze weselej, niż w roku ubiegłym.&lt;br /&gt;Być może nie wszyscy mają tak daleko idące skojarzenia, jak nasza - nie-do-końca-normalna-rodzinka, niemniej jednak pozwolę sobie - ku pamięci - wypisać to, co nam się najbardziej spodobało:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barbie&lt;br /&gt;"Salon piękności dla konia" ( nic na to nie poradzę - nastolatkom SIĘ KOJARZY)&lt;br /&gt;"Lalka syrenka pływająca" - nakręcaj jej ogon&lt;br /&gt;"Lalka Roszpunka z koniem"(hmmm)&lt;br /&gt;"Lalka Syrenka ze szczotką do czesania"(a do czego może służyć szczotka?) &lt;br /&gt;Zwierzątka&lt;br /&gt;pet shop "Pojazd napędzany łapkami"&lt;br /&gt;"zestaw kucyków flokowanych"&lt;br /&gt;hit nr 1(!!!) zestaw kucyki-syrenki (czy kucyki syrenki to samce, czy samice? dziecko powinno mówić: "poproszę kucyka-syrenkę", czy może poproszę "kucykę-syrenka"?"powóz kucyków-syrenków?)&lt;br /&gt;jednorożce: śpiewające piosenki, opowiadające bajki, ruszające skrzydełkami, z brokatem i różdżką&lt;br /&gt;hit nr 2 - zestaw nazwany przeze mnie "zestawem małego sadysty" : "chomik plus samochód" &lt;br /&gt;lalka z łaskotkami (ciekawe, czy jest opcjonalnie lalka bez łaskotek)&lt;br /&gt;hit nr 3 - nagroda specjalna za dobór imienia - lalka z pozytywką Gosia lub WACEK ( litości, każde dziecko wie, co to jest wacek!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;lalka funkcyjna z pieskiem - piesek zachowuje się jak PRAWDZIWY szczeniak (no, doprawdy....)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można skompletować zestawik dla lubujących się w zdrobnionkach: młoteczek muzyczny, ośmiorniczki do kąpieli, samochodzik, radyjko, komputerek, gitarkę, mikserek edukacyjny, helikopterek do literek i cyferek - do wyborku do kolorku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest i nasz zeszłoroczny przyjaciel: WESOŁY GARNUSZEK NA KLOCUSZEK. Mało tego - ma równie radosnych przyjaciół:&lt;br /&gt;Ślimaka Smakosza Klocków&lt;br /&gt;Hipopotama Zjadacza Klocków&lt;br /&gt;oraz&lt;br /&gt;Wesołe Klocki na Kółkach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja przepraszam, lektura katalogu zabawek mnie przerosła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę się doczekać, czym zaskoczą nas Kochani Producenci w następnym sezonie....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5239193186095587775?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5239193186095587775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/doroczny-watek-zabawkowy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5239193186095587775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5239193186095587775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/doroczny-watek-zabawkowy.html' title='Doroczny wątek zabawkowy'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-8758223525603394063</id><published>2010-12-02T23:13:00.000+01:00</published><updated>2010-12-02T23:13:33.750+01:00</updated><title type='text'>Cudowny lek</title><content type='html'>Chory Gburek oznacza jedno: będzie angina. Chory Gburek - niezależnie od tego, jak zaczyna się choroba - zawsze kończy anginą - i to nawet po podcięciu migdałków. Zabieg ten pomógł - a jakże - z angin comiesięcznych (z regularnością porażającą) przeszliśmy do angin corocznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem zaczęło się niewinnie - od przeziębienia. Posiedział w domu parę dni, łykając witaminę C i leki antyalergiczne. Płynnie przeszło w zapalenie ucha - określone przez lekarkę (przeziebienie mogę leczyć sama, ale uszu się nie podejmuję) jako "odkataralne" - nadal bez antybiotyku, powinno samo przejść. Po następnych kilku dniach już wiedziałam: nie obejdziemy się bez wybijacza bakterii, tym bardziej, że zastosowane bez wiedzy lekarza&amp;nbsp;&amp;nbsp;krople douszne (no dobra, przyznam się, że zostały przepisane przez naszą laryngolog właśnie na takie okazje, żeby bez potrzeby nie szwędać się po lekarzach, jak coś w uchu strzyka)&amp;nbsp;&amp;nbsp;też nie pomogły, za to się skończyły....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza Pani Laryngolog, jest podobna do jednej takiej fajnej aktorki kabaretowej, o tej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TPgVQOVMN2I/AAAAAAAAAP0/EZVxobmNpR8/s1600/pakosinska.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" ox="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TPgVQOVMN2I/AAAAAAAAAP0/EZVxobmNpR8/s320/pakosinska.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;﻿i za każdym razem podczas wizyty, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za moment wybuchnie perlistym śmiechem...Jest to jedna z niewielu lekarek, co do których mam zaufanie absolutne i bezwzględne, mimo jej radosnego i mało poważnego&amp;nbsp;sobowtóra.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nasza Pani&amp;nbsp;Doktor po obejrzeniu ucho-gardła stwierdziła, że anginy jeszcze nie ma, ale porządne zapalenie już jest i kropelki douszne oraz psikadła dogardłowe nie wystarczą. Wspólnie wybraliśmy&amp;nbsp;antybiotyk&amp;nbsp;na A.,&amp;nbsp;ponieważ w domu były zapasy tegoż, po zabiegu Buravej oraz chorobie Gryzeldy - nawet dawka się zgadzała.&amp;nbsp;Wzbudziło to&amp;nbsp;ostry sprzeciw Głównego Zainteresowanego, który jest przekonany, że jemu pomaga wyłącznie lek na Z.﻿ I jest to sprawdzone przez lata doświadczeń - nie wiem, co kazało mi uwierzyć w bajkę, że tym razem będzie inaczej. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Gburek nie dostał zakazu szkoły - tym bardziej, że czuł się dość dobrze (bez gorączki!) a już tydzień zdążył opuścić...Uznałam za stosowne przegonić go po jednym z większych parków Warszawy - w śnieżycę. Ot, miałam sprawędo zalatwienia na drugim końcu, a nie chciało mi się dookoła jechać miejską komunikacją, mocno niepewną w zimowy czas.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nie wiem, czy ten to fakt, czy może ślepa wiara Gburka w lekarstwo na Z., spowodowały, że dziś zaliczyłam TRZECIĄ - podczas jednej choroby chłopięcia - wizytę lekarską. Antybiotyk na A. nie działał, wręcz przeciwnie, stan Gburka znacznie się pogorszył. Tym razem, u internisty&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;chciałam bawić się w wynajdowanie leków oraz stawianie diagnoz, chciałam załatwić sprawę błyskawicznie, bo ja już WIEDZIAŁAM: "dzień-dobry-pani-doktor-poprosimy-receptę-na-Z.-do-widzenia. Ale trafiłam na doktor dociekliwą. "Trzeci tydzień choroby? Angina? Nie, to niemożliwe, angina nie bierze sięz kataru wirusowego". Gdyby nie moja sympatia do p. doktor, parsknęłabym śmiechem. U tego osobnika angina bierze się zewsząd i zawsze. Pani doktor uwierzyła, jak zobaczyła. Gburek już zażywa swój ulubiony antybiotyk. A ja zastanawiam się: jeśli włożyłabym do opakowania po Z. tabletki A., czy siła suugestii zadziałałaby leczniczo?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-8758223525603394063?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/8758223525603394063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/cudowny-lek.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8758223525603394063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8758223525603394063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/cudowny-lek.html' title='Cudowny lek'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TPgVQOVMN2I/AAAAAAAAAP0/EZVxobmNpR8/s72-c/pakosinska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4285803009545555079</id><published>2010-12-01T23:15:00.000+01:00</published><updated>2010-12-02T23:20:02.726+01:00</updated><title type='text'>Czas łosia</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TPga3mBac9I/AAAAAAAAAP4/Y8_RgnwoDO0/s1600/patsi+001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TPga3mBac9I/AAAAAAAAAP4/Y8_RgnwoDO0/s320/patsi+001.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Z nadejściem zimy, śnieżyc i mrozów, nadszedł czas kubka z łosiami. To typowo herbaciany kubek, tym lepszy, że mieści się w nim znacznie więcej napoju, niż w kubku standardowym.&amp;nbsp; Tym milszy, że herbata wolniej w nim stygnie. Nie ma co - Szwedzi wiedzą, co dobre na długie, zimowe wieczory...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;﻿&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;﻿&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4285803009545555079?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4285803009545555079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/czas-osia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4285803009545555079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4285803009545555079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/12/czas-osia.html' title='Czas łosia'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TPga3mBac9I/AAAAAAAAAP4/Y8_RgnwoDO0/s72-c/patsi+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-8786423704747833607</id><published>2010-11-30T22:30:00.000+01:00</published><updated>2010-11-30T22:30:42.882+01:00</updated><title type='text'>No i mamy...</title><content type='html'>Festiwal wielkich słów na portalach internetowych - bo wiadomości w tv sobie programowo odpuszczam, więc nie słucham, jak mówią o pogodzie. Jest &lt;strong&gt;atak zimy&lt;/strong&gt;, jest &lt;strong&gt;fala nadzwyczajnych mrozów&lt;/strong&gt;, są &lt;strong&gt;potężne śnieżyce&lt;/strong&gt;, są zlalegające&lt;strong&gt; hałdy&lt;/strong&gt; błota pośniegowego. Zaraz będą &lt;strong&gt;monstrualne zawieje&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;katastroficzne zamiecie&lt;/strong&gt;. O! Była też dziś &lt;strong&gt;tragedia na drodze&lt;/strong&gt; spowodowana przez &lt;strong&gt;burzę śnieżną&lt;/strong&gt; - z ciekawości zajrzałam do artykułu, co też autor miał na myśli pod hasłem "tragedia na drodze" - przysięgam, nie znalazłam ani słowa o żadnej ofierze, za to mnóstwo słów o wielkich opadach i siarczystych mrozach (sprawdziłam - minus pięć było) - widocznie w ferworze wyszukiwania określeń na te pogodowe wybryki i anomalie (!), autor zapomniał o tym, jaki tytuł nadał swojemu newsowi i że może warto byłoby napomknąć o ofierze, skoro już jakaś tragedia się wydarzyła. Ale nie, przecież głównymi bohaterami są w tych dniach śnieg i mróz.&lt;br /&gt;Coraz bardziej nie cierpię autorów wiadomości, którzy wyolbrzymiają, robią z igły widły i doszukują się drugiego dna. Brrr...&lt;br /&gt;A śnieg - jak to ostatniego listopada bywa - leży sobie cichutko, jakby wcale nie znikał od zeszłego roku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-8786423704747833607?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/8786423704747833607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/no-i-mamy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8786423704747833607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8786423704747833607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/no-i-mamy.html' title='No i mamy...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5442773643767209955</id><published>2010-11-29T22:38:00.000+01:00</published><updated>2010-11-30T00:57:07.093+01:00</updated><title type='text'>Samosprawdzająca się przepowiednia</title><content type='html'>Zima idzie - trąbiły serwisy informacyjne od tygodnia.&lt;br /&gt;Przewidywane silne opady śniegu - donosiły portale, dzienniki, wiadomości&amp;nbsp; - wszyscy razem i każdy z osobna. Kiedy tydzień temu zobaczyłam za oknem jakiś lichy biały osad, zdziwiona zapytałam: i to ma być ten kataklizm?&lt;br /&gt;Ale jedno trzeba tym wszystkim czarno(czy może biało?)widzącym&amp;nbsp;wieszczom przyznać: zima w końcu przychodzi. Opady śniegu to nie jest znowu jakieś nadzwyczajne wydarzenie w tej strefie klimatycznej. Nietrudno wywróżyć, że BĘDZIE PADAĆ ŚNIEG. POD KONIEC LISTOPADA. No doprawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, że przytrafiło nam się kilka cieplejszych zim, nie oznacza, że nagle znaleźliśmy się w innej szerokości geograficznej. Jesteśmy wciąż tu, gdzie nasi przodkowie wdziewali kolejne warstwy&amp;nbsp;futra, kiedy tylko liście opadły z drzew....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak jesteśmy w pewien sposób głupsi od nich, bo co roku łudzimy się, że tym razem nas ominie - tym razem nie trzeba będzie wyciągać śniegowców, kurtek, łopat, odśnieżaczy do samochodów, tym razem każdy akumulator wytrzyma mrozy, żaden śnieg nie sparaliżuje miast, bo nie będzie zimy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naiwniaki! Co roku ten sam scenariusz. Najpierw -&amp;nbsp;napawające maluczkich przerażeniem - zapowiedzi medialne: "nadchodzą katastroficzne opady śniegu, niesłychany atak zimy, szykujmy się na zawieje i zamiecie -&amp;nbsp;strzeżmy się przed wichurą!"&amp;nbsp;Potem -&amp;nbsp;korki na drogach i wielkie zdziwienie: " jak to?? pada śnieg?? w ZIMIE???"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś powrót do domu zajął mi dwa razy więcej czasu, niż zazwyczaj. Bo - jak żartobliwie wyjaśniłam Gburkowi - kierowcy pługów i piaskarek dostali wolne z okazji nadciągającej burzy śnieżnej. Na przestrzeni dziesięciokilometrowej, w mieście stołecznym, spotkaliśmy jeden, naprawdę j-e-d-e-n, pracujący pług. Nie, nie były to godziny szczytu komunikacyjnego - rok temu słyszałam tłumaczenie drogowców, że nie ma sensu puszczać pługów w korek, bo to tylko powoduje spalanie paliwa, a nie daje żadnego efektu. Uwielbiam drogowców!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, jakiż niezapowiedziny i nieprzewidywalny kataklizm dopadnie nas jutro.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5442773643767209955?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5442773643767209955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/samosprawdzajaca-sie-przepowiednia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5442773643767209955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5442773643767209955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/samosprawdzajaca-sie-przepowiednia.html' title='Samosprawdzająca się przepowiednia'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-8058244299962208766</id><published>2010-11-25T23:21:00.028+01:00</published><updated>2010-12-03T00:59:36.490+01:00</updated><title type='text'>Burava w kołnierzu</title><content type='html'>Człowiek to czasem głupi jest...&lt;br /&gt;Dzieje się Fajna Rzecz - Godna Uwiecznienia - a Człowiek zapomina o istnieniu aparatu fotograficznego, jakby nie wiedział, że chwila nie może trwać wiecznie - chyba, że się ją zatrzyma na papierze - zdjęciowym lub listowym. W związku z moją krótkowzrocznością, ta historyjka musi pozostać wyłącznie w literkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiliśmy wreszcie Buravej zabieg sterylizacji, przygotowywany odkąd pojawiła się u nas, czyli od lat...siedmiu. Potem pojawił sięWilczasty, który miał skłonić nas do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków w temacie sterylizacji - niestety - Niuś jest z nami już trzy lata, a Burava nadal kobieca w pełnym zakresie. Miarka się przebrała, kiedy Wilczasty, w desperacji z okazji odkrycia faktu, że Burava nie traktuje jego zalotów poważnie, dość znacząco nadgryzł naszą ulubioną altanę (pisałam wszak o bobrzych zapędach owczarka?). Klamka zapadła: umówiliśmy się na zabieg. Trochę się denerwowałam, mimo tego, że miałam świadomość, że oddaję Suczysko w profesjonalne ręce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Burava wróciła cała (no, nie do końca...) i lekko oszołomiona. Do tego w kołnierzu, uniemożliwiającym rozlizanie szwów oraz z...uroczo gołym, różowym brzuszkiem. Doglądaliśmy jej troskliwie, umilając jej - jak się dało - uciążliwości noszenia "kołnierza hańby" (jakoś tak się złożyło, że w tych dniach obejrzeliśmy animowany film "Odlot" - świetny -&amp;nbsp;gdzie psiaki też nosiły to ustrojstwo i tak go właśnie nazywały).&amp;nbsp;Trzeciego dnia rano, na legowisku, które&amp;nbsp;przenieśliśmy -&amp;nbsp;z&amp;nbsp;nieużytecznej teraz budy&amp;nbsp;- zastaliśmy Suczynę &lt;strong&gt;z piłeczką tenisową w zębach&lt;/strong&gt; . Przestraszyliśmy się - przez siedem lat mieszkania z nami, zwierzak nie miał ciągot ku piłkom. O nie, przepraszam - w młodości durnej i chmurnej grywała z nami w "nogę" - ku uciesze Gburka. Ale to była naprawdę "noga" - nie brała piłki do pyska, tylko grała łapami. Potem i z tego wyrosła, osiągnąwszy wiek dojrzały. Po podwórku poniewierały się zawsze jakieś piłki - różnych rozmiarów, kolorów i rozmaitego przeznaczenia - z racji gburkowego piłkarskiego wariactwa, jednak nie wzbudzały one żadnego zainteresowania Buravej. Zobaczywszy ją z piłką w zębach, uznaliśmy, że prawdopodobnie się zwierzątko udławiło - piłka utknęła a Suka nie może jej wyjąć z powodu kołnierza. Tym bardziej, że przez dwa dni z godnością odmawiała spożywania posiłków, a nawet picia wody z kołnierzem, bo "psze-państwa-nie-da-się". Ruszyliśmy na ratunek. Piłka została oswobodzona od Buravej a Burava od piłki. Ku naszemu zdumieniu, Suka natychmiast wykonała akrobację - uderzywszy kołnierzem o ziemię schwytała piłkę z powrotem w zęby. Po kilku próbach odebrania jej piłki, uznaliśmy, że tak być już musi - Buravej po operacji na mózg się rzuciło i teraz będzie psem noszącym piłki, trudno. I zamiast wyciągnąc natenczas aparat i zrobić serię pociesznych fotek, napawaliśmy się suczym nieszczęściem. Następnego dnia domyśliliśmy się, o co może chodzić -&amp;nbsp;rana pooperacyjna goiła się, powodując swędzenie, które zwierzątko koiło, wgryzając się w piłkę.&lt;br /&gt;Burava, w czasach pozabiegowych,&amp;nbsp;nauczyła się oszukiwać. Tak, tak - łgała bezczelnie i na każdym kroku, robiąc do każdego z domowników słodkie acz żałosne oczęta: "zdejmijcie mi kołnierz hańby choć na chwilę, piiiić, jeeeść mi się chce, ratunkuuuu". Kiedy już domownik, zdjęty współczuciem, odpinał obrożę z narzędziem tortur, Suka natychmiast odzyskiwała wigor, wykonywała zwrot od miski (głód i pragnienie znikały w jednym momencie) i ze złośliwą&amp;nbsp;miną: "spróbujcie mnie teraz stąd wyciągnąć" - zaszywała się w swojej budzie, dokładnie wylizując łyse brzuszysko. Po pierwszym podstępie z kiełbaską, przestała do kiełbaski wychodzić - można jej było machać całym pętem przed nosem - leżała w najdalszym kącie budy z miną obrażonej i przejedzonej hrabiny. Po pierwszym podstępie ze smyczą: "spacerek, Burava, chooodź....." - przestała wychodzić i do smyczy. Jonatan wyciągał ją za pomocą łańcucha, jeśli mu nawiała, a potem już byliśmy sprytniejsi od niej i zanim zdjęliśmy jej kołnierz, zasłanialiśmy - czym-się-dało wejścia do bud. Obydwu.&lt;br /&gt;Piłka była w użyciu nieustannie. Była nawet zabierana na spacery. Już zaczynałam rozglądać się za hurtownią, bo nie wyobrażałam sobie suczej rozpaczy, gdyby w ferworze miłosnym uległa rozgryzieniu. No i zaczęłam mentalnie szykować się do sesji zdjęciowej pt.&amp;nbsp;"Burava z piłką". &lt;br /&gt;Niestety, po zdjęciu "kołnierza hańby", w siódmej dobie po operacji, psica ostatecznie porzuciła swój mroczny przedmiot pożądania (bo piłka czarna była, niestandardowa). A ja zostałam bez dokumantacji zdjęciowej. Trzeba łapać chwile, a nie pozwalać im trwać, ot co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-8058244299962208766?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/8058244299962208766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/burava-w-konierzu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8058244299962208766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8058244299962208766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/burava-w-konierzu.html' title='Burava w kołnierzu'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6160261048170134060</id><published>2010-11-22T22:55:00.000+01:00</published><updated>2010-11-22T22:55:35.144+01:00</updated><title type='text'>"Mierzwiony"</title><content type='html'>Moje ostatnie odkrycie. Ser żółty wynaleziony w sklepie z czerwonym chrząszczem w herbie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ser przypominający mi smak dzieciństwa - kiedy to gospodyni, u której rodzice wynajmowali domek, zwana przeze mnie "babcią" - wołała mnie do siebie i częstowała cieniusieńkimi plasterkami mojego przysmaku. Nie wiem do tej pory, w jaki sposób udawało jej się wyczarowywać plasterki tak cienkie, że aż prześwitujące - wiem tylko, że smak ich był niepowtarzalny i niezapomniany. Żadna maszyna krojąca nie jest w stanie tak pokroić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i&amp;nbsp;znalazłam&amp;nbsp;go. Nazywa się "ser mierzwiony" - nazwa prześmieszna - ale ten smak!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój zmierzwiony ser zyskał uwielbienie całej rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem Gryzeldy. Kupiłam hurtową ilość - chyba z 10 paczek - po dwóch dniach musiałam dokupić, bo zbrakło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak poczciwy (acz niedoceniany przez wielu)&amp;nbsp;sklep, przyczynił się do przywołania z ostępów pamięci&amp;nbsp;tradycyjnego, zakorzenionego głęboko w mojej podświadomości smaku dzieciństwa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6160261048170134060?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6160261048170134060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/mierzwiony.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6160261048170134060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6160261048170134060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/mierzwiony.html' title='&quot;Mierzwiony&quot;'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4849342773455973481</id><published>2010-11-17T22:49:00.003+01:00</published><updated>2010-11-18T00:10:37.069+01:00</updated><title type='text'>pod strzechy</title><content type='html'>Wszystko - prędzej, czy później - trafia pod strzechy, do obejść i zagródek. Internet już trafił, co dobitnie widać na forach otwartych, gdzie lektura kilku zaledwie postów daje przegląd całego społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiej maści frustratów. Teraz zaczynają się objawiać "nowe" osoby na facebook-u. "Nowe" osoby zajmują się głównie wklejaniem zdjęć (najczęściej własnej osoby, najczęściej kiepskiej jakości) oraz wzajemnym komentowaniem tychże: "a na tym zdjęciu, Aniu, to masz ładne oczy", "a na tamtym zdjęciu Gosiu to masz ładne włosy" - pitu - pitu równie zgodne z prawdą, jak to, że i Ania, i Gosia wiedzą, do czego służy facebook, pitu-pitu równie potrzebne całemu światu, jak zeszłoroczny śnieg. Ale cały świat jest bombardowany przez Anię i Gosię milionami fotek a przez przyjaciół Ani i Gosi miliardami durnych i fałszywych komentarzy - wszak żaden znajomy nie odważy się napisać Ani, że taki makijaż jej po prostu nie pasuje, a Gosi, że włosy w tej stylizacji wyglądają po prostu na niedomyte. I przerzucają się kłamstewkami na oczach publiczności. Po co? W jakim celu? Nie mam pojęcia. Osobiście nie traktuję portali społecznościowych poważnie. A im częściej trafiam na fotki z komentarzami, tym bardziej mam ochotę stamtąd uciec. Na zdrowie wyszłoby mi to niewątpliwie i kompleksowo - w wielu zakresach i aspektach. Może to jest pomysł do&amp;nbsp;poważnego rozważenia.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4849342773455973481?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4849342773455973481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/pod-strzechy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4849342773455973481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4849342773455973481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/pod-strzechy.html' title='pod strzechy'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4123888630956301325</id><published>2010-11-16T23:53:00.036+01:00</published><updated>2010-11-17T04:18:36.277+01:00</updated><title type='text'>Czuje pismo nosem...</title><content type='html'>Jonatan. Nasza domowa Kasandra. &lt;br /&gt;On i te jego przeczucia, w które nikt nie chce wierzyć. On i to jego czarnowidztwo, które - jakimś cudem - ratuje nas od poważniejszych problemów. O ile raczymy posłuchać jego niezawodnego: "wydaje mi się..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zadzwoń do&amp;nbsp;serwisanta od pieca" - rzucił mi przed wyjazdem na delegację.&lt;br /&gt;"Ale przecież działa" - odpowiedziałam.&lt;br /&gt;" Zadzwoń, niech przyjdzie i zrobi przegląd, coś mi on tu nie tak brzmi, jak trzeba"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja tam żadnych niepokojących dźwięków nie słyszałam - podobnie, jak nie słyszę stukotów w samochodzie (a kiedy Jonatan mówi, że słychać, to najdalej za dwa dni samochód leży i kwiczy), nie czuję, że kierownica jest krzywo lub drży (???) - potem okazuje się, że nie ma powietrza w kołach, albo koło po prostu ODPADA,&amp;nbsp;nie widzę, że coś jest zrobione krzywo (to przy kontroli pracy naszego&amp;nbsp;majstra - najczęściej potem sam majster kaja się, że fuszerkę odwalił). Jestem niefrasobliwa i wychodzę z założenia, że wszystko ma działać jak należy, najlepiej bez naszej ingerencji. Nie wietrzę problemów, póki mi się nie objawią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to się objawiły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piec padł, niniejszym i oficjalnie - tuż po mojej rozmowie&amp;nbsp;telefonicznej&amp;nbsp;z serwisantem, podczas której to miły pan, wysłuchawszy przedstawionego przeze mnie opisu objawów ze strony pieca,&amp;nbsp;uspokoił mnie, że wszystko wskazuje na to, że z piecem wszystko&amp;nbsp;jest w porządku&amp;nbsp;i możemy się - dla świętego spokoju (skoro już baaardzo chcę płacić) - umówić się na przegląd techniczny w przyszłym tygodniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To było o 10.00 rano.&lt;br /&gt;Około 20.00 stwierdziłam, że nie jest dobrze.&lt;br /&gt;O&amp;nbsp;23.00 wiem już, że jest źle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak tu nie wierzyć Jonatanowi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli rano&amp;nbsp;serwisant mi powie, że on ma czas w przyszłym tygodniu, bo tak się umawialiśmy, to osobiście przegryzę mu gardło....Telefonicznie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4123888630956301325?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4123888630956301325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/czuje-pismo-nosem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4123888630956301325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4123888630956301325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/czuje-pismo-nosem.html' title='Czuje pismo nosem...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7507167548681518673</id><published>2010-11-15T10:00:00.088+01:00</published><updated>2010-11-17T03:58:53.432+01:00</updated><title type='text'>Moi Drodzy Palacze...</title><content type='html'>&lt;div&gt;Bardzo mi przykro, że w dniu dzisiejszym zrobiono Wam psikusa w postaci zakazu palenia w miejscach publicznych. Przykro mi, że ogranicza się Wasze, Drodzy Palacze, prawo do wolności wyboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu poczyniłam wpis na blogu o tym, że przeszkadzają mi palacze w niektórych sytuacjach. Nie zdecydowałam się go opublikować, bo mam wśród znajomych -&amp;nbsp;także tych, którzy czytają bloga - osoby palące. Nie chciałam być źle zrozumiana albo - co gorsza - wyeliminowana ze spotkań towarzyskich, jako ta, która palaczy nie akceptuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś jest odpowiedni moment, żeby mój wpis odgrzebać. Może palący mi wybaczą, za to, że chociaż trochę biorę ich w obronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przeszkadza mi, że ktoś, spotkawszy się ze mną na kawie pali sobie, bo sprawia mu to przyjemność. Nie przeszkadzają mi palacze w tysiącu innych sytuacji życiowych. Ot, chociażby w knajpach. Na spotkaniach towarzysko - plenerowych. W zaciszu ich własnego domu (ale już nie balkonu, litości! na górze mieszkają ludzie.....). Nie dostaję nerwowych drgawek, kiedy ktoś wyciąga przy mnie papierosa. Nie uciekam w najdalszy kąt knajpy przed papierosowym dymem, chociaż jadać wolę zdecydowanie w sali dla niepalących. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy przyszła do pracy&amp;nbsp;w naszej firmie&amp;nbsp;dziewczyna, która potrafiła wypalić trzy papierosy przed rozpoczęciem dnia, trzy następne po śniadaniu, a potem, w trakcie pracy, jeszcze kilkanaście (???), to już mi to zaczęło wadzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie da się wydajnie pracować - gdziekolwiek - tracąc czas w ten sposób. Żyje się od przerwy na papierosa, do przerwy na papierosa. To tak, jakby miłośnik kawy przerywał swoje codzienne obowiązki na pięć minut w ciągu każdej godziny, bo on musi się napić. Teraz i natychmiast. I nie jest to szklanka wody, którą łapie się mimochodem i wychyla - jest to cały rytuał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem zakaz palenia w szkołach - od dawna zgrzytała mi dwulicowość nauczycieli, którzy zaraz po przepędzeniu uczniów z toalet, zamykali się w pokojach nauczycielskich, aby zapełnić popielniczki, a po przerwie wejść do klasy, ciągnąc za sobą papierosowy dym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem zakaz palenia w placówkach ochrony zdrowia - toalety w szpitalach są strasznie mało przyjaznym - dla niepalącego - miejscem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem zakaz palenia na przystankach - wielokrotnie byłam atakowana dymem puszczanym "przecież w drugą stronę", co szczególnie przeszkadzało mi wtedy, kiedy byłam w ciąży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Palacze - w większości wypadków - są egoistami, którym wydaje się, że niepalący przesadzają ze swoją nadwrażliwością na dym, bo dym przezież nie śmierdzi AŻ TAK. Palacze - kiedy&amp;nbsp;poprosić ich o niepalenie tu i teraz (np. na przystanku, na którym są dzieci)&amp;nbsp;- są najczęściej aroganccy, napastliwi i z góry obrażeni na niepalącą resztę świata, która się na nich uwzięła. Palacze nie dopuszczają do świadomości faktów, mówiących o szkodliwości palenia - zarówno czynnego, jak i biernego. Fakty potwierdzone badaniami uważają za dyrdymały równie prawdziwe, jak hasło: "kto pije i pali ten nie ma robali". Palacze są ślepi i głusi, nie widzą świata, poza czubkiem swojego rozżarzonego papierosa. I wywalają pety gdzie popadnie. Podkreślam - to są ogólniki. Znam kilkoro kulturalnych palących, ale na hasło "palacz" nie oni pojawiają się w mojej głowie, tylko ten statystyczny Kowalski, wyrzucający niedopałek na tory tramwajowe i zionący resztką dymu na współpasażerów, stojących na schodach, wewnątrz pojazdu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tej nienajlepszej cenzurki, jaką wystawiłam naszym palaczom, za chińskiego bożka nie jestem w stanie zrozumieć zakazu palenia w knajpach. No dlaczego? Działały sobie sale dla palących - i było dobrze. Jak ktoś nie miał chęci nurzać się w dymie - droga wolna. Jeśli dla kogoś ważniejsza była kwestia prania ubrań po spotkaniu z palącymi znajomymi, cóż to za bezwartościowa znajomość?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą - jak to czasy sie zmieniły: kiedy my byliśmy w wieku szkolnym, oczywistością było, że w pewnym wieku sięga się po papierosa - zupełnie tak samo, jak po alkohol. Jedni próbują i im się podoba, inni nie wychodzą nigdy poza fazę młodzieńczych eksperymentów. Teraz papieros wyszedł z mody - coraz mniej ludzi - przynajmniej z grona moich znajomych - pali papierosy. Raczej słyszę wokół, że udało im się zerwać z nałogiem, albo że walczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że mnie nigdy do tego nie ciągnęło. I cieszę się, że Jonatanowi udało się z tym skończyć. Mimo tego, że minęły dopiero dwa lata, nie pamietam - i nie chcę pamiętać - jak to wtedy było. Cieszę się, że już nie muszę mieszkać pod jednym dachem z papierosowym niewolnikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijając nieciekawy zapach - większość ludzi (szczególnie kobiet) wygląda z papierosem idiotycznie. Nielicznym - znam osobiście kilka przypadków&amp;nbsp;-&amp;nbsp;jest do twarzy z nałogiem. &lt;br /&gt;Cokolwiek miałabym przeciwko palaczom, uważam, że zakaz palenia jest przesadzony. Przesadzony o lokale gastronomiczne. Życzę powodzenia w egzekwowaniu tego zakazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7507167548681518673?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7507167548681518673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/moi-drodzy-palacze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7507167548681518673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7507167548681518673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/moi-drodzy-palacze.html' title='Moi Drodzy Palacze...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3595710376764221834</id><published>2010-11-11T00:51:00.001+01:00</published><updated>2010-12-19T00:53:45.329+01:00</updated><title type='text'>Dzień Niepodległości</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Czy jakieś inne państwo ma Dzień Niepodległości w najbardziej ponurym miesiącu w roku? Czy tylko my, Polacy?&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Nawet  porządnie tego święta radośnie uczcić się nie da, bo deszcz siąpi,  błoto buty oblepia a i tak należy się cieszyć, że wiatr nie wieje.  Amerykanie mają 4. lipca, Francuzi - 14. lipca, Anglicy - 8. czerwca,  nawet Uzbecy 1. września....A my - rozmazanego 11. listopada. Nic -  tylko usiąść i płakać nad przegranymi Powstaniami, liczyć Poległych oraz  skakać sobie do gardeł z powodu animozji politycznych.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Zaś  ja, osobiście, po obejrzeniu z Potomkami "Kilerów dwóch" (patriotycznie  - polskie kino!), odwiozłam ich do Babci i pozostaję w błogiej  samotności. Przy czym dochodzę do wniosku, że gdybym nie miała Rodziny i  Psów, popadłabym w totalny marazm, zdziwaczałabym, przestałabym  wychodzić z domu, zaszyłabym się przy komputerze oraz książkach, a  żywiłabym się chlebem z masłem i kupowanymi w pobliskim sklepie  pierogami. &lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif;"&gt;A gdyby coś mi się stało,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt; odnaleziono by mnie po latach dopiero, bo &lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif;"&gt;nie utrzymywałabym kontaktów ze światem zewnętrznym. No, chyb&lt;/span&gt;a że jakaś forumowo - blogowa znajoma zorientowałaby się, że przestałam pisać i przeprowadziłaby śledztwo w realu...&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;br style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;" /&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Co  do pierogów - nigdy nie kupujcie pierogów firmy Aviko. Jeśli ktoś robi  frytki, to nie musi znać się na pierogach. I się nie zna!!! Ciasto  pierogowe - moi mili - nie powinno mieć zdecydowanie grubości frytki.  Nawet tej najcieńszej.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3595710376764221834?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3595710376764221834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/dzien-niepodlegosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3595710376764221834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3595710376764221834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/dzien-niepodlegosci.html' title='Dzień Niepodległości'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5987381950237086738</id><published>2010-11-10T23:45:00.001+01:00</published><updated>2010-11-17T04:17:19.583+01:00</updated><title type='text'>pokrętna polska gramatyka</title><content type='html'>Gryzelda - demon czytelnictwa - przyniosła tróję z gramatyki. Konkretnie - z rzeczownika..&lt;br /&gt;Próbowałam dociec, skąd tak nędzna ocena u dziewczęcia, które język polski opanowało perfecyjnie. Nie domyśliłabym się nigdy....Oczy otworzył mi dopiero feralny sprawdzian, który dostałam do rąk własnych.&lt;br /&gt;Otóż - według Gryzeldy - rzeczownik odmienia się przez osoby. Konkretnie przez jedną osobę - TRZECIĄ.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pies&amp;nbsp;- osoba trzecia (no bo: "on")&lt;br /&gt;stół - osoba trzecia (też: "on")&lt;br /&gt;ławka - osoba trzecia ("ona") - "wszystko się zgadza, mamo, bo to jest rodzaj żeński&amp;nbsp; nie wiem, czemu mi tu pani pokreśliła"&lt;br /&gt;Tym samym sposobem&amp;nbsp;zostały przypisane&amp;nbsp;do trzeciej osoby "stokrotki" (one), "dziecko" (ono) oraz "chłopcy" (oni)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowa polska gramatyka ma się świetnie.&lt;br /&gt;Dziewczęciu nie da się wytłumaczyć, że rzeczownik przez osoby się nie odmienia. Brak pierwszej i drugiej osoby tłumaczy sobie tym, że one są po prostu rzadko spotykane. Zagroziłam więc (skoro tłumaczenia nie zadziałały...), że jeśli na poprawie sprawdzianu zobaczę słowo: "osoba", rozszarpię sprawcę na drobne strzępki. "Ale mamo...jeśli pani każe odmienić słowo "osoba", to mam powiedzieć, że mama mi nie pozwoliła?" - zapytała rezolutnie Gryzelda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dalszej części naszej pracy nad gramatyką, kazałam dziecięciu okreslić formę gramatyczną słów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"kotka" oraz "stokrotek" (dopełniacz, prawda?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaznaczyłam, że&amp;nbsp;zwierzątko nie&amp;nbsp;jest samicą. Dla ułatwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gryzelda się obraziła, bo,&amp;nbsp;cytuję: &amp;nbsp;"jak to kotka nie jest samicą? A "stokrotek" może nie jest samcem??????"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem tłumaczenie różnych naukowych zawiłości po prostu mnie przerasta i gratuluję sobie, że nie przyszło mi do głowy pójście w kierunku nauczycielstwa. Mało dzieci wyszłoby żywych z moich lekcji...oj mało.....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5987381950237086738?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5987381950237086738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/pokretna-polska-gramatyka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5987381950237086738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5987381950237086738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/pokretna-polska-gramatyka.html' title='pokrętna polska gramatyka'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4868900445088305380</id><published>2010-11-06T00:56:00.000+01:00</published><updated>2010-12-19T00:56:36.132+01:00</updated><title type='text'>NumeryLitery</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Jest taka knajpka w Warszawie (albo była, nie jestem bywalcem ostatnimi czasy), ale ja dziś nie o knajpce.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Ileż cyferek, literek i ich literko - cyferkowych kombinacji człowiek jest w stanie zapamiętać?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Jedno  konto: prywatne, drugie konto: małżeńskie, trzecie konto: firmowe  (każde puste jak bęben Rolling Stonesów, ale ciiicho - może kiedyś  cudownie się napełnią?). Do każdego karta. Do karty pin. Czterocyfrowy.  Każdy inny, dla bezpieczeństwa. Do każdego dostęp internetowy z loginem i  hasłem - tu login mailowy, tam literowe, ówdzie mieszany. Tu same małe  litery (nie mniej niż 6!), tam małe i wielkie, ówdzie cyfry, litery -  duże i małe, mieszane. Dla bezpieczeństwa. I oprócz loginu - hasło,  koniecznie unikatowe. Wiadomo po co: dla bezpieczeństwa!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Pin do telefonu. Telefony dwa - piny dwa. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Hasło  do maila, bloga, forum - jednego, drugiego i trzeciego. Każde inne,  oryginalne, niekojarzące się z niczym. Dla bezpieczeństwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Jak to się dzieje, że to wszystko się mózgowi nie pomyli?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Albo, co to by było, jakby tak, spadłszy ze schodów, wszystkie te cyferko - literkowe kombinacje pomieszać...?&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: georgia,times new roman,times,serif; font-style: italic;"&gt;Czy  ktoś byłby w stanie to odplątać? Udowodnić, że ja - to ja: jasmeen,  właścicielka TEGO telefonu, TEGO maila, TEGO bloga, TEGO konta  bankowego, TYCH pieniędzy. Czy pozostałabym w zagubieniu na wieki - bez  telefonów, maili, pieniędzy, znajomych, bez kontaktu ze światem, sama we  Wszechświecie.....?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4868900445088305380?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4868900445088305380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/numerylitery.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4868900445088305380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4868900445088305380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/numerylitery.html' title='NumeryLitery'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6889945033957524299</id><published>2010-11-05T23:43:00.003+01:00</published><updated>2010-12-18T23:47:02.450+01:00</updated><title type='text'>Studentka</title><content type='html'>Otóż. Przyznaję się.&lt;br /&gt;Po rozmowie z Profesorem złożyłam podanie o przywrócenie mnie na studia.&lt;br /&gt;Dostanę z powrotem mój stareńki indeks oraz nowiusieńka legitymację.&lt;br /&gt;Nadal czuję się dziwnie.Nie ma to, jak zadziałać pod wpływem impulsu.&lt;br /&gt;Uprasza się o trzymanie kciuków, żeby impuls nie okazał się chwilowy i pozbawiony głębszych oraz solidniejszych podstaw.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6889945033957524299?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6889945033957524299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/studentka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6889945033957524299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6889945033957524299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/studentka.html' title='Studentka'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3956375319844116777</id><published>2010-11-04T21:39:00.000+01:00</published><updated>2010-11-04T21:39:01.426+01:00</updated><title type='text'>Do rozbiórki, grozi zawaleniem</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Kto chce? Kto chce? Do sprzedania jest! Jedyne XXX tys....W sumie - niedrogo. Taki cudny i klimatyczny, zakochać się można od pierwszego wejrzenia....A w środku jaki pełen możliwości - można zrobić kilka mieszkań, albo jedno duże - z salą do tańca (wedle fantazji). Wszystko ma: wodę, gaz, prąd. I dach nie przecieka. I rynny nowe. A werandy...piękne, duże, świetnie zachowane. Lokatorzy niemal wyprowadzeni - tylko brać i restaurować. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNLKezqkoaI/AAAAAAAAAPs/ml-GRCSCRo4/s1600/patsi+016.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" px="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNLKezqkoaI/AAAAAAAAAPs/ml-GRCSCRo4/s320/patsi+016.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNLKvic6X0I/AAAAAAAAAPw/WYooVhzahlg/s1600/patsi+019.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" px="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNLKvic6X0I/AAAAAAAAAPw/WYooVhzahlg/s320/patsi+019.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Niestety, nie ma podwórka. To, co widać na zdjęciach, poszło pod młotek i już jest niemal sprzedane, osobno - bez domu (może kiedyś powstanie zgrabny bloczek? albo dwa? z wybetonowanym kostką bauma podwórkiem). A szkoda, bo widziałam oczyma wyobraźni mini - park z klimatycznymi latarenkami przed domem. Widziałam dzieci bawiące się wśród drzew. Widziałam dorosłych na ławkach z książkami. A w środku? W środku to dopiero szaleństwo! Tak niewiele trzeba, żeby przywrócić&amp;nbsp;ten dom&amp;nbsp;do stanu z czasów świetności! Nie bałabym się tego remontu - w końcu mam wprawę. Szkoda, że nie mam kwoty XXX tys plus drugie tyle - wtedy nie wahałabym się podjąć renowacji. A jakaż satysfakcja! A jakaż duma!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Jestem na tyle świrnięta, że stare domy do mnie mówią. Opowiadają swoje historie z przeszłości. Jak przyjeżdżali letnicy i kuracjusze. Jakie nawiązywały się romanse. Jak pan Eugenisz spoglądał z werandy na pannę Eleonorę....Jak panna Henryka wyczekiwała ukryta za firanką na pana Ferdynanda. Ech....To były czasy.....&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;A teraz? Teraz&amp;nbsp;NIBY grozi zawaleniem i jest przygotowany do rozbiórki. Albo spłonie - dla większej wygody właściciela.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Bo wariaci nie mają dość kasy, żeby go uratować.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3956375319844116777?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3956375319844116777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/do-rozbiorki-grozi-zawaleniem.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3956375319844116777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3956375319844116777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/do-rozbiorki-grozi-zawaleniem.html' title='Do rozbiórki, grozi zawaleniem'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNLKezqkoaI/AAAAAAAAAPs/ml-GRCSCRo4/s72-c/patsi+016.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-8729034433595127802</id><published>2010-11-03T23:20:00.000+01:00</published><updated>2010-11-03T23:20:26.978+01:00</updated><title type='text'>Ogłaszam!</title><content type='html'>Ogłaszam otwarcie sezonu!&lt;br /&gt;Po zadziwiająco pięknym październiku.&lt;br /&gt;Po zaskakująco cudnych Wszystkich Świętych.&lt;br /&gt;Po zdumiewająco słonecznym Dniu Zadusznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy deszcz.&lt;br /&gt;Prawdziwy, jesienny, ponury deszcz.&lt;br /&gt;Jutro będzie się działo....już nawet stęskniłam się za bryzgami kałuż i mlaskaniem błota.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-8729034433595127802?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/8729034433595127802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/ogaszam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8729034433595127802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/8729034433595127802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/ogaszam.html' title='Ogłaszam!'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2230615162670139042</id><published>2010-11-02T22:36:00.001+01:00</published><updated>2010-11-03T23:03:58.351+01:00</updated><title type='text'>Muzeum Chopina - cuda i dziwy</title><content type='html'>No, no, no, Mili Państwo. Jestem pod wrażeniem i będę bywać tam częściej.&lt;br /&gt;Za jednym razem (tym bardziej w towarzystwie czterdziestki&amp;nbsp;dwunastolatków)&amp;nbsp;nie da się wszystkiego obejrzeć. &lt;br /&gt;Przypomniało mi się, jak bardzo - swego czasu - lubiłam Romantyzm i Romantyków i jak bardzo daleko od tych czasów odeszłam. Ale nadal pozostają w mojej wdzięcznej pamięci (widać, że moja pamięć ma POKŁADY oraz STERTY, niektóre mocno zakurzone i ukryte) i miło mi się z nimi obcuje.&lt;br /&gt;Korzystając z okazji odbyłam jesienny spacer po Stolicy i miałam dziwne zabawne sytuacje.&lt;br /&gt;1. spotkałam na przejściu dla pieszych znajomego, którego nie widziałam lat...hmm....czy wypada napisać, że 15? ale to drobiazg - przecież w wakacja spotkałam miłą znajomą, której nie widziałam podobną ilość czasu, chociaż mieszkamy zupełnie niedaleko od siebie...widocznie rok 2010 jest rokiem spotkań-dawno-niespotykanych&lt;br /&gt;2. byłam na kawie i&amp;nbsp;rogaliku w...."Karaluchu". "Karaluch", nazwa oficjalna: "Bar uniwersytecki", mieści się tuż przy bramie Uniwersytetu Warszawskiego. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHbEwrMq1I/AAAAAAAAAPo/jh6wxyZHjns/s1600/1399m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" px="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHbEwrMq1I/AAAAAAAAAPo/jh6wxyZHjns/s1600/1399m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Mieścił, w zasadzie. Jeszcze parę lat temu zaciągnęłam tam Potomki, by pokazać, czym i gdzie żywi się studencka brać. Potomki były przeszczęśliwe, aczkolwiek ja z Jonatanem utyskiwaliśmy na to, że stoliki i tace zbyt czyste a ekspedientki stanowczo zbyt uprzejme - ale zupa z wielkiego kotła i leniwe z cukrem były te same.&lt;br /&gt;Teraz "Karaluch" awansował - stał się francuską kawiarnio - piekarnią, z białymi, miękkimi, nowoczesnymi fotelikami. "Saint Honore". Nie do wiary, że to ten sam lokal.Kawa i rogalik smaczne, i owszem.&amp;nbsp; Ale jakoś tak gorzko mi się zrobiło, że wszystko przemija. Szkoda, że Potomki w czasach studenckich nie poczują tamtej atmosfery....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2230615162670139042?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2230615162670139042/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/muzeum-chopina-cuda-i-dziwy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2230615162670139042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2230615162670139042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/muzeum-chopina-cuda-i-dziwy.html' title='Muzeum Chopina - cuda i dziwy'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHbEwrMq1I/AAAAAAAAAPo/jh6wxyZHjns/s72-c/1399m.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1587023179292441945</id><published>2010-11-01T22:13:00.002+01:00</published><updated>2010-11-03T22:41:50.544+01:00</updated><title type='text'>Nienastrojowo</title><content type='html'>Wczorajszy wieczór nie nastroił mnie należycie do obchodów dzisiejszego, nacechowanego zadumą, święta.&lt;br /&gt;Dlatego wpis będzie prześmiewczy.&lt;br /&gt;Otóż: pod jednym z warszawskich cmentarzy rozdawano ulotki firmy "groob.pl". Już sama nazwa jest taka jakaś żartobliwa? nieprzystająca? niepoważna? Ale cóż: gdzie fantazja, tam wygrana....&lt;br /&gt;Firma reklamuje się hasłem: "Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa o nim pamięć"&amp;nbsp;i zachęca do skorzystania z usług porządkowych na grobach bliskich zmarłych.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;"Jeśli nie możesz osobiście zadbać o grób, zleć to nam - nasze usługi sprawią, że Twoje sumienie się uspokoi a sąsiedzi nie będą gadać, że grób zaniedbany." - to moja interpretacja treści ulotki.&lt;br /&gt;Wiem, że jest mnóstwo zapracowanych ludzi, którzy zwyczajnie nie mają czasu na porządkowanie grobów, są też ludzie schorowani, którzy sami nie są w stanie o to zadbać, jest - zapewne - jeszcze milion różnych powodów, dla ktrych firmy sprzątające groby mają klientelę.&amp;nbsp; I dobrze. Ale mierzi mnie dorabianie do tego filozofii pt. "jeśli nas wynajmiesz do posprzątania grobu, możesz czuć, że pamiętasz o Twoim zmarłym - nawet bez maczania w tym palców. Wygląd grobu świadczy o Twojej pamięci, za 45 zł (tyle kosztuje pakiet podstawowy) możesz kupić sobie spokój na kilka miesięcy - i nikt Ci nie zarzuci, że nawet tam nie byłeś".&lt;br /&gt;A już najlepiej wykupić sobie abonament długookresowy ( z 30% zniżką!) i....ZAPOMNIEĆ o problemie rodzinnego&amp;nbsp;grobowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy pamięć - doprawdy - wyraża się tylko raz w roku za pomocą wiechcia chryzantem i kilku zniczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brutalna prawda jest taka, że gdybym dostała do ręki "łysą" ulotkę z cennikiem od firmy &lt;a href="http://www.sprzatamygroby.pl/"&gt;http://www.sprzatamygroby.pl/&lt;/a&gt;, prawdopodobnie w ogóle ten wpis by nie powstał a karteczka wylądowałaby w koszu. A tak? Reklama dźwignią handlu - dobra czy zła, byle zapuścić przynętę...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1587023179292441945?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1587023179292441945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/nienastrojowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1587023179292441945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1587023179292441945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/11/nienastrojowo.html' title='Nienastrojowo'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-6584888812956359766</id><published>2010-10-31T23:52:00.000+01:00</published><updated>2010-11-03T22:09:48.428+01:00</updated><title type='text'>Heloł-Inn</title><content type='html'>Jak amerykanizacja życia w Europie irytuje mnie, jak mało co, tak wycinanie dyniek polubiłam.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHNSAuOqgI/AAAAAAAAAPg/7Huesu_1TzQ/s1600/4+Dy%C5%84ka2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" px="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHNSAuOqgI/AAAAAAAAAPg/7Huesu_1TzQ/s320/4+Dy%C5%84ka2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ustawione toto na podwórku, pośród opadniętych liści, sprawia całkiem ponure wrażenie. Z reszty dyńki gotuje się pyszną zupę, zaś poddawszy się nastrojowi chwili, zakupuje się różki dla wszystkich, o:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHOJLXIGAI/AAAAAAAAAPk/XH0xx4TaIMw/s1600/10+Kr%C3%B3l+Wieczoru.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" px="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHOJLXIGAI/AAAAAAAAAPk/XH0xx4TaIMw/s320/10+Kr%C3%B3l+Wieczoru.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Po raz pierwszy wykorzystałam tego wieczora mój zestaw do fondue - było pysznie, wesoło i przyjaźnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-6584888812956359766?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/6584888812956359766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/helo-inn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6584888812956359766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/6584888812956359766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/helo-inn.html' title='Heloł-Inn'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_XN2GVQBQ6j8/TNHNSAuOqgI/AAAAAAAAAPg/7Huesu_1TzQ/s72-c/4+Dy%C5%84ka2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7253806594704832477</id><published>2010-10-28T13:51:00.003+02:00</published><updated>2010-10-28T18:42:30.220+02:00</updated><title type='text'>Kredą na kominie</title><content type='html'>Byłam TAM wczoraj.&lt;br /&gt;Nie odważę się napisać GDZIE byłam, aż do następnej wizyty, w przyszły piątek, 5.listopada.&lt;br /&gt;Było...dziwnie.&lt;br /&gt;Po 10, dokładnie 10 latach (data na podaniu mówi nieubłaganie, że ostatnia moja wizyta miała miejsce 11.01.2001), znowu poczułam tę specyficzną atmosferę.&lt;br /&gt;Miejsca się nie zmieniają - taki wysnułam wniosek. Zmieniają się tylko ludzie, ich sposób postrzegania, ich stosunek do świata. Na "moich" miejscach siedzi teraz kto inny, ktoś, kto - być może - ma podobne myśli, problemy, spostrzeżenia, jak ja, kiedy miałam dwadzieścia parę lat.&amp;nbsp; Ja teraz jestem już kimś innym, wrzuconym - zupełnie niezrozumiałym dla mnie porywem serca - w STARE miejsce. Czy potrafiłabym się odnaleźć, gdyby była taka konieczność? Nie mam pojęcia. Na szczęście nie muszę (chociaż gdzieśtam w głębi serca może bym i chciała?) - moim zadaniem jest zrobienie maluśkiego kroczku, żeby zamknąć przeszłość i - ewentualnie - otworzyć sobie drogę dalej. Mam nadzieję, że "maluśki kroczek" nie będzie wymagał ode mnie siedmiomilowych butów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem oszołomiona swoim wyczynem i nie do końca świadoma jego konsekwencji. Nawet nieco się lękam, czy aby podołam zadaniu? Wstyd byłby wielki, gdybym tym razem się poddała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może, żeby było śmieszniej, podanie powinnam złożyć z datą&amp;nbsp; 11.11.2010?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7253806594704832477?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7253806594704832477/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/kreda-na-kominie.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7253806594704832477'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7253806594704832477'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/kreda-na-kominie.html' title='Kredą na kominie'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7274163944645203412</id><published>2010-10-20T12:12:00.001+02:00</published><updated>2010-10-20T12:13:10.117+02:00</updated><title type='text'>Dookoła ronda</title><content type='html'>Jak już wielokrotnie się naśmiewałam, mieszkamy w pobliżu największego ronda w powiecie. Długo budowane, sprawiające wiele problemów w tym czasie - nawet jedną ofiarę śmiertelną mające na swym sumieniu (sumienie ronda - taki duży twór na pewno ma sumienie&amp;nbsp;oraz bogate życie wewnętrzne) - do pewnego pana nie zdążyła dojechać karetka z powodu nieudolnie poprowadzonego objazdu. Rondo będące przyczyną kryzysu&amp;nbsp;paru okolicznych firm, pozbawionych prądu przez kilka tygodni (bo oświetlenie trzeba podłączyć), będące tematem spekulacji tubylców: "a co to takie&amp;nbsp;głębokie będzie? parking podziemny pod nim budują? basen?", zaś potem: "a co to takie wysokie będzie? tor narciarski? punkt widokowy?" Po roku funkcjonowania, Rondo-Bez-Nazwy doczekało się decyzji Radnych o nadaniu imienia.&lt;br /&gt;Imię Ronda wprawiło mnie w konsternację. Gburek poświęcił popołudnie, żeby nauczyć się tej&amp;nbsp;nazwy, a i tak dziś rano, przy odpytywaniu "z ronda", przekręcił jego sławetne imię.&lt;br /&gt;Już widzę rzesze mieszkańców, którzy zapamiętują to, co w swej bogatej wyobraźni wytworzyli nasi prześwietni Radni. Już widzę rzesze przyjezdnych, którzy umierają ze śmiechu na rogatkach miasta - i to dwa razy: raz na widok monumentalnego Ronda, drugi raz na widok tabliczki z jego nazwą.&lt;br /&gt;Cóż - wielkość zobowiązuje. Czegoś tak ogromnego nie można nazwać po prostu "Rondem nad Świdrem", albo "Zielonym Pagórkiem" czy też po prostu "Rondem Sosny". Nie, obowiązkowo musi być patetycznie, wojennie, z przytupem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok skwerów:&lt;br /&gt;Siódmego Pułku Łączności&lt;br /&gt;Szarych Szeregów.....(może i innych, których w tej chwili nie pamiętam)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok szeregu "martyrologicznie"&amp;nbsp; nazwanych ulic, których już wymieniać nie będę, bo klawiatury szkoda.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok rond im.:&lt;br /&gt;Kapitana Migdalskiego&lt;br /&gt;Księdza Raczkowskiego&lt;br /&gt;Sybiraków&lt;br /&gt;oraz (nie wiedzieć skąd i dlaczego tak łagodnie)&lt;br /&gt;Z. Herberta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy w Otwocku rondo im.&lt;br /&gt;(tu posłużę się ściągą)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żołnierzy Armii Krajowej IV Rejonu Otwock "Fromczyn"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7274163944645203412?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7274163944645203412/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/dookoa-ronda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7274163944645203412'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7274163944645203412'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/dookoa-ronda.html' title='Dookoła ronda'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3772255269691030054</id><published>2010-10-19T12:13:00.000+02:00</published><updated>2010-10-19T12:13:22.584+02:00</updated><title type='text'>Otwockie absurdy, i tak w nieskończoność...</title><content type='html'>Mam wrażenie, że już kiedyś taki tytuł posta dawałam, ale na pewno i innej sprawie. Nasze miasteczko jest bowiem tak nieobliczalne, dziwne, nielogiczne - jednocześnie straszne i śmieszne, że czasem brak mi słów i używam "absurdu" nieustannie.&lt;br /&gt;W tym tygodniu dorzucę dwa kolejne "kwiatki".&lt;br /&gt;1. przebudowa jednej z głównych dróg w toku. Dowiedziałam się, że będzie ścieżka rowerowa (ewenement u nas - gmina typowo leśna - powinna być nastawiona na turystykę, rowerową w szczególności, ale ścieżek rowerowych ci u nas jak na lekarstwo). Początkowo nie wierzyłam w tę szczęsną wiadomość, aż sama się, naocznie, przekonałam. Tak, będzie ścieżka rowerowa! Ale....ale nie ma tak łatwo - ścieżka powstanie kosztem ulicy. Jesteśmy więc pierwszym miejscem w Polsce (a może i na świecie?), gdzie drogi istniejące się zwęża, zamiast poszerzać. Już widzę, jak pięknie będzie, kiedy jakiś zamyślony rowerzysta nie zauważy ścieżki (albo celowo wybierze prosty asfalt zamiast pofałdowanej kostki Bauma) i będzie mknął ulicą Batorego, a za nim, z równą mu prędkością, MKNĄŁ będzie sznur samochodów, które nie będą w stanie go wyprzedzić.....&lt;br /&gt;2. Kilka tygodni temu przyszli do nas mili panowie z miejskich wodociągów i oświadczyli, że nowoczesność trafiła oto pod strzechy - mają obowiązek zamontować nam nowy, elektroniczny wodomierz. Pan Inkasent nie będzie już przychodził spisać stanu zużycia, ponieważ wszystko sobie odczyta zdalnie, po radiu. Nawet się trochę zasmuciłam z tego powodu, bo Pan Inkasent miły człowiek, dobrze mi się z nim rozmawiało, zawsze wysyłał smsy z wiadomością, kiedy przyjdzie na odczyt, albo prosił o odczyt samodzielny.&lt;br /&gt;Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam wczoraj smsa od Pana Inkasenta: "proszę o odczyt stanu wodomierza". "Jak to" - odpisałam - "przecież odczyty miały odbywać się zdalnie?" "Tak, ale ja jeszcze nie dostałem tego modułu do odczytów" - odklikał w telefonie Pan Inkasent.&lt;br /&gt;Po staremu, wzięłam latarkę, zanurkowałam pod zlew, rozbebeszyłam nowoczesny, elektroniczny wodomierz (bo on nie ma wyświetlacza na wierzchu, jak te analogowe - po co, jeśli ma być odczytywany zdalnie?), przesłałam smsa ze stanem zużycia i oczekuję na fakturę. Tak wygląda powiew nowoczesnych technik w naszym mieście. Cokolwiek czuć zgnilizną - czyżby ktoś zdefraudował środki na "moduł do zdalnych odczytów"?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3772255269691030054?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3772255269691030054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/otwockie-absurdy-i-tak-w-nieskonczonosc.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3772255269691030054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3772255269691030054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/otwockie-absurdy-i-tak-w-nieskonczonosc.html' title='Otwockie absurdy, i tak w nieskończoność...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2973368564676406976</id><published>2010-10-18T21:29:00.039+02:00</published><updated>2010-10-20T12:35:36.179+02:00</updated><title type='text'>Obejrzane: "Mam na imię Green"</title><content type='html'>Poruszający dokument. Trafiłam nań przez przypadek - jak zresztą na większość programów i filmów w telewizji. Ot, włączyłam i tak zostałam. Najpierw widziałam, jak produkuje się deski. A że - od dziecka tak mam&amp;nbsp;- z magiczną siłą przyciągają mnie obrazy taśm produkcyjnych - trwałam przed ekranem w niemym zachwycie nad masowym tłuczeniem towaru (nie jest dla mnie ważne, czy są to zapałki, deski, słoiki, gazety, butelki czy czekolada - fascynuje mnie taśmowość jako taka). Nagle obraz przestał być taki magnetyczny - zobaczyłam niszczony las. Całe połacie - aż po horyzont. A potem było jeszcze gorzej - z ekranu zaczęła się na mnie wgapiać przeraźliwie smutna małpa podłączona do kroplówki. Orangutanica. Tytułowa Green, której ludzie zabrali cały jej świat.&lt;br /&gt;Jakim prawem? Prawem silniejszego, mądrzejszego, bardziej cywilizowanego.&lt;br /&gt;Mimo tego, że nie jestem naiwnym, pełnym ideałów, walczącym ekologiem, mimo tego, że podczas studiów o kierunku takim-a-nie-innym, naoglądałam się i nasłuchałam wiele, film zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Miałam ochotę osobiście pojechać i przykuć się do palmy. Miałam ochotę zostać wojującym ekoterrorystą.&lt;br /&gt;Myślę, że żadna wojna nie jest ludziom potrzebna do zagłady, ani żaden meteoryt, czy inwazja Zielonych&amp;nbsp;Przybyszów - &amp;nbsp;ludzie sami zgotują sobie Armaggedon. Własnymi rękami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film prawdopodobnie będzie można jeszcze kilka razy obejrzeć na "Canal +", najbliższa emisja, jak podają, w czwartek 21.10 o godz. 8.00. W końcowych napisach jest informacja, że można go też znależć w necie - próbowałam, ale bezskutecznie, obejrzę jeszcze raz i wyśledzę adres. Warto sobie od czasu do czasu przypomnieć (a Młodemu Pokoleniu nawet częściej niż sobie), jak bardzo niszczycielsko wpływamy na Naturę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2973368564676406976?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2973368564676406976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/obejrzane-mam-na-imie-green.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2973368564676406976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2973368564676406976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/obejrzane-mam-na-imie-green.html' title='Obejrzane: &quot;Mam na imię Green&quot;'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7281342955407212419</id><published>2010-10-15T13:34:00.017+02:00</published><updated>2010-10-16T00:45:00.368+02:00</updated><title type='text'>Zaczytanie</title><content type='html'>Przeżyłam dziś zaczytanie. Prawdziwe zaczytanie w Zaczytaniu.&lt;br /&gt;Wiedziałam, że w naszej mieścinie otwarto księgarnię dla dzieci. Wiedziałam i omijałam ją szerokim łukiem z kilku względów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. z zazdrości - bo od zawsze miałam takie marzenie i taki pomysł, tylko brakło mi odwagi i funduszy (bo to dość ryzykowne przedsięwzięcie w Mieście-Gdzie-Wszystko-Wymiera)&lt;br /&gt;2. ze strachu - że zginę marnie, wsiąknę tam i bliscy będą mnie poszukiwać przez Interpol&lt;br /&gt;3. ze strachu - że połowa asortymentu wyjdzie z księgarnie razem ze mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś weszłam. Powitała mnie przemiła Kobieta, z którą natychmiast znalazłam wspólny język - bo jak nie mogłabym znaleźć wspólnego języka z właścicielką prywatnej księgarni? Miłośniczką książek, która sprzedaje tylko to, co sama przeczytała i co jej się spodobało? I - tak, owszem - wsiąkłam na parę godzin. Dobrze, że wyszłam z domu bez śniadania i głód przywołał mnie do porządku, bo prawdopodobnie nie opuściłabym tego przybytku do tej pory. "Zaczytanie" - tak nazywa się miejsce, gdzie będę bywać częściej. Na pewno. A za tydzień spotkam się tam z Panem Kuleczką. Ha! Potomkom wcale nie przeszkadza, że nie są już chyba grupą docelową opowiastek pana Wojciecha Widłaka - idą razem ze mną. Czasem dobrze jest odzyskać podupadającą wiarę we własne miasto.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7281342955407212419?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7281342955407212419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/zaczytanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7281342955407212419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7281342955407212419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/zaczytanie.html' title='Zaczytanie'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-5307701600584508402</id><published>2010-10-14T12:14:00.000+02:00</published><updated>2010-10-20T11:28:59.685+02:00</updated><title type='text'>Nowe formy językowe</title><content type='html'>Złapałam się niedawno (no dobra - zostałam przyłapana) na utworzeniu językowego dziwoląga. Jednak po przemyśleniu stwierdziłam, że nie taki znowu z niego dziwoląg...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytana o to, jaka będzie pogoda w weekend, odpowiedziałam:&lt;br /&gt;"nie patrzyłam, co mówią"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Logika każe zagrzmieć: jak można patrzeć na to, co mówią? Można słuchać!&lt;br /&gt;Z racji tego, że wiadomości przeglądam zwyczajowo w internecie, jest to jednak forma jak najbardziej słuszna: na litery raczej się patrzy, niż ich słucha. Więc, owszem, "nie patrzyłam".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;he he&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To się nazywa "żyjący język".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-5307701600584508402?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/5307701600584508402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/nowe-formy-jezykowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5307701600584508402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/5307701600584508402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/nowe-formy-jezykowe.html' title='Nowe formy językowe'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3414967683322469425</id><published>2010-10-13T23:40:00.012+02:00</published><updated>2010-10-16T01:49:56.930+02:00</updated><title type='text'>Samoświadomość</title><content type='html'>Wydawałoby się, że po trzydziestce należałoby już wiedzieć co nieco o swoich możliwościach, ograniczeniach, słabościach oraz śmiesznostkach. Jednak człowiek uczy się przez całe życie, nawet prawd o sobie samym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiedziona sama-nie-wiem-czym, postanowiłam pójść na próbne zajęcia z kick-boxingu. Wiedziałam doskonale, jak wygląda ten sport, byłam świadoma tego, że jest to sport walki, sport kontaktowy. A jednak poszłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkrycie, że nie jestem w stanie uderzyć ot- tak sobie, drugiego człowieka, było dla mnie równie zaskakujące i zadziwiające, jak to na diabelskim młynie w Budapeszcie, parę lat temu. "To ja się boję jeździć diabelskim młynem???do tego PANICZNIE???" A tak, mam coś na kształt lęku wysokości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To ja nie przykopię tej kobiecie, z którą ustawiono mnie w parze, a której nadgorliwość powoduje, że mam posiniaczone ręce, nogi i obite boki? To ja nie dołożę, mimo tego, że denerwują mnie- niemal do łez - jej ciosy, które instruktor pokazuje, jako markowane, a ona wykonuje z pełnym zaangażowaniem?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie przykopię, ani nie dołożę. Nie jestem w stanie. Mam tak silną barierę psychiczną przed podjęciem walki, że od dziś wiem, że atak ewentualnego napastnika mogę starać się odpierać jedynie wrzaskiem. Albo urokiem osobistym. Li i jedynie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3414967683322469425?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3414967683322469425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/samoswiadomosc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3414967683322469425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3414967683322469425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/samoswiadomosc.html' title='Samoświadomość'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2204911898155465795</id><published>2010-10-11T00:50:00.022+02:00</published><updated>2010-10-15T02:30:11.418+02:00</updated><title type='text'>Kolekcja piosenki francuskiej</title><content type='html'>Zakupiłam sobie kolekcję piosenki francuskiej - cztery płyty firmowane przez radiową "Trójkę": porządna firma - pomyślałam. Kupiłam tę muzykę już pewien czas temu, jednak do dziś nie miałam czasu ani nastroju jakoś się w niej specjalnie zagłębiać: ot, posłuchałam czasem jednego - dwóch kawałków, dla wywołania w sobie pewnego rodzaju melancholii i żalu za tym, czego już nie będzie - przynajmniej w tym życiu.&lt;br /&gt;Albowiem francuska piosenka budzi we mnie wszelkie możliwe tęsknoty, które były obecne we mnie od maleńkości - i nawet trudno powiedzieć, skąd się tam, w głębinach mojego jestestwa - zalęgły. Nie mam wszak ojca - Francuza, matki - Francuzki, nie mam francuskich dziadków, ciotek ani innych, znanych mi przodków (a - muszę przyznać - dzięki dociekliwości Tatusia mego, znam rozległe w przestrzeni rzesze krewnych). Od zawsze irracjonalnie ciągnęło mnie do wszystkiego, co francuskie. Począwszy od języka, poprzez historię, kulturę, po Francję - samą w sobie. O ile - w czasach młodości chmurnej - robiłam COKOLWIEK, żeby się do tej mojej wymarzonej krainy zbliżyć, tak potem jakoś opadły mi skrzydełka i żyję sobie tu, gdzie się narodziłam, utraciwszy wiarę w to, że kiedykolwiek uszczknę tej Francji tyle, ile bym chciała. Bo zeszłoroczna, krótka podróż do Paryża, chociaż była dla mnie niesamowitym przeżyciem, stanowiła zaledwie liźnięcie tematu - do tego - poprzez barierę językową - liźnięcie przez papierek.&lt;br /&gt;Nie rozumiem, jak to się mogło stać, że taka wielbicielka języka, z takimi zdolnościami i ambicjami, nie zdołała się go nauczyć. Nie wierzę, że osoba tak uparta, poddała się bez walki. A jednak!&lt;br /&gt;Piosenka francuska pozostaje dla mnie tylko rozkoszną dla ucha, acz niezrozumiałą melodią. Ale słucham, słucham jej i coraz bardziej czuję, że tak nie może być! Dlaczego mam poddać się ponuremu Losowi, którzy rzucił mnie 100-200-300 lat za późno a do tego 1000 km za bardzo na wschód? Dlaczego miałabym nic z tym nie zrobić? Może jeszcze coś się da? W końcu nadzieja umiera ostatnia - jeszcze mogę działać - wystarczy wymyślić SPOSÓB.&lt;br /&gt;Z takiego - coraz bardziej egzaltowanego rozmyślania - kiedy już prawie odnalazłam w sobie szaloną nastolatkę, którą byłam....eee...naście lat temu, wyrwała mnie konieczność zmiany płyty. &lt;br /&gt;Nie zamierzałam wypaść z nastroju, zamieniłam więc płytę nr 1 na płytę nr 2 i.....przeżyłam gorzkie rozczarowanie. Na "2" piosenki były wyraźnie nie-te-co-trzeba! Śpiewane przez innych, nieoryginalnych wykonawców. Do tego - czyżbym się przesłyszała? - o nie! niektóre są śpiewane po angielsku!!!Ojjj....nastrój prysł, włączyła się zwyczajowa złośliwość oraz ironia: kupiłam płyty dla bezmózgiego i głuchego tłumu, łasego na różnorodne "kolekcje". "Kolekcji" nikt w całości nie przesłuchuje, tylko gromadzi.&lt;br /&gt;Bo ładnie wyglądają na półce?&lt;br /&gt;Bo człowiek ma naturalne ciągoty do kompletowania?&lt;br /&gt;Bo jeśli w kupie, to bardziej się opłaca, niż osobno?&lt;br /&gt;Bo tak!&lt;br /&gt;Niestety, ja przesłuchałam kolekcji - głupia i naiwna! Już wiem, że druga płyta nadaje się wyłącznie do śmietnika. Trzecia jest ok. Czwartej nie zdecydowałam się przesłuchać - obawiałam się, że zadziała prawo serii: co druga do kosza. Trwam więc w nieświadomości, czy radiowa "Trójka" podpisuje się pod chłamem w połowie, czy zaledwie w jednej czwartej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2204911898155465795?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2204911898155465795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/kolekcja-piosenki-francuskiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2204911898155465795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2204911898155465795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/kolekcja-piosenki-francuskiej.html' title='Kolekcja piosenki francuskiej'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7684131221301724043</id><published>2010-10-10T10:17:00.001+02:00</published><updated>2010-10-14T01:58:19.151+02:00</updated><title type='text'>brąz</title><content type='html'>niesłychane, ile odcini może mieć brąz..&lt;br /&gt;jeden dziwniejszy od drugiego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z racji tego, że jesteśmy posiadaczami starego domu ze starym podwórkiem, musimy dbać o nasze obejście w sposób staranny, żeby się nie rozsypało zbyt wcześnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Remontujemy więc po trochu, zmieniamy, upiększamy. Wszystkiego na raz się nie da, choć już duuużo zdziałaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszedł czas na płot&amp;nbsp; - od wschodu, z mniej reprezentacyjnej części podwórka otacza nas szary, betonowy, cmentarny ponurak. Od północy było jeszcze gorzej - w charakterze płotu występował warsztat sąsiada o bardzo - że się tak wyrażę - fantazyjnym wykończeniu (pustaki z odpadów: każdy innego kształtu i koloru). W wakacje osłoniliśmy się od północy pięknym, brązowym płotem lamelowym i pozostawiliśmy go do obrośnięcia bluszczom. Tym bardziej zaczął razić nas w oczy płot wschodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymiana na razie nie wchodzi w grę - postanowiliśmy go przynajmniej pomalować na kolor maskujący. Najprościej: na brązowo, bo to i z domem będzie współgrał i z zapłotową roślinnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupiliśmy beżową farbę oraz ciemnobrązowy pigment. Sprzedawca zapewniał, że pigment jest przeznaczony do barwienia BIAŁEJ farby, więc barwiąc BEŻOWĄ, na wstępie już ciemniejszą, z pewnością uzyskamy ciemny brąz. Na wszelki wypadek - gdyby brąz okazała się zbyt jasny -&amp;nbsp;wzięliśmy dwie buteleczki pigmentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaież było moje zdziwienie, kiedy po wymieszaniu i pierwszej próbie malarskiej, okazało się, że nasz płot staje się....RÓŻOWY.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popędzilam czym prędzej do sklepu, żeby ratować sytuację (przypominam: Otwock, sobota - sklepy czynne do 14.00) - zakupiłam jeszcze więcej brązowego pigmentu oraz - dla przyciemnienia - czarny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co dzieje sięz RÓŻEM po dodaniu CZERNI? Ano robi się szaro. W dokładnie takim samym odcieniu, jak ten, który chciałam ukryć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym prędzej zaczęłam dodawać zapasowego brązu. Było nieźle! Zdecydowanie lepiej, niż SZARO, no i przynajmniej nie RÓŻOWO.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było FIOLETOWO.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpatrywałam się tak długo w mój nowy płot, że aż wmówiłam sobie, że FIOLET to taki specyficzny odcień BRĄZU. W zasadzie to jak się tak wnikliwie przyjrzeć, można znaleźć brązowe refleksy i odcienie. Mam brązowy płot. Tak. Siła sugestii....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że nie ciemnobrązowy. Widać nie można mieć wszystkiego. Trudno. Mój brązowy jest na pewno lepszy od pierwotnego. Nie wiem, co prawda, jak będzie ze zlewaniem się z roślinnością. Bo naturalna barwa to to nie jest.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7684131221301724043?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7684131221301724043/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/braz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7684131221301724043'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7684131221301724043'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/braz.html' title='brąz'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-2191114227487784146</id><published>2010-10-09T00:06:00.000+02:00</published><updated>2010-11-05T00:21:41.676+01:00</updated><title type='text'>Takie same tylko że inne</title><content type='html'>Ulubione dziecięce powiedzonko.&lt;br /&gt;"A Kasia to miała dzisiaj takie same rajstopki w przedszkolu, jak ja, tylko trochę inne".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;" A Magda to jest zupełnie taka sama, jak ja, tylko trochę inna"&lt;br /&gt;Wiele razy łapię się na tym, że są osoby na tym świecie, które wydają mi się podobne do mnie - w jakiśtam sposób, w pewnym aspekcie. I myślę sobie wtedy, że to po prostu niemożliwe, żeby różniły się ode mnie w pozostałych kwestiach - bo jakże to: Ania lubi taki sam odcień czerwieni, jak ja, taką samą muzykę - dogadujemy się bez słów, to pewnie i pierogi ruskie wielbi, bo jak mogłaby nie wielbić? A tu niespodzianka! Bo właśnie że nie wielbi!&lt;br /&gt;Prowadzę długie rozmowy o wszystkim z Iwoną - kwitnie ta znajomość rok, dwa, trzy - i rozumiemy się w pół słowa. Nagle okazuje się, że mamy kompletnie odmienne poglądy na sprawy zasadnicze. Jak to? Nie zauważyłam wcześniej? Można dalej trwać w obopólnym porozumieniu, tak bardzo się różniąc? No można, świetnie można!&lt;br /&gt;Robię głupi test na facebooku - wychodzą mi za każdym razem takie same wyniki, jak mojej znajomej, powiedzmy...Agacie. Raz...Drugi...Trzeci....Takie same jesteśmy? Siostry internetowe? Ale po bliższym poznaniu z Agatą okazuje się, że jest to jedna z bardziej irytujących osób, jakie spotkałam w życiu. Jak to? Może ja sama jestem dla siebie irytująca, albo - nie daj Boże - dla innych? A może - po prostu - podobieństwa się odpychają?&lt;br /&gt;W drugą stronę też to działa: wiem, że nawet nie znając blisko osoby A, B, C, D - w jakiś sposób ja lubię, czuję do niej sympatię, chciałabym z nią przebywać, spotykać się, rozmawiać, ale....jakoś NIE WYCHODZI. i dlaczego? Przecież naprawdę CHCIAŁABYM! Mimo tego, że nie wiem, czy lubimy podobne kolory, mamy podobne poglądy, wyniki, czy się rozumiemy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwne to międzyludzkie powiązania. Ale to dobrze, że się różnimy&amp;nbsp; - ciekawie jest poznawać nowych ludzi i odkrywać kolejne warstwy prawdy o starych znajomych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-2191114227487784146?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/2191114227487784146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/takie-same-tylko-ze-inne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2191114227487784146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/2191114227487784146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/takie-same-tylko-ze-inne.html' title='Takie same tylko że inne'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3139178392360944524</id><published>2010-10-08T23:48:00.000+02:00</published><updated>2010-11-04T23:55:29.929+01:00</updated><title type='text'>Zenith</title><content type='html'>Takie niegroźny, prywatny świr.&lt;br /&gt;Mój własny.&lt;br /&gt;Mam hopla na punkcie długopisów Zenith(hopla mam też na punkcie notesów, zeszytów i tego typu akcesoriów, ale to zpuełnie inna historia).&lt;br /&gt;Nieważne, ile ich mam -&amp;nbsp;putykanych po torbach, szafkach, szufladach i zakamarkach - zawsze znajdzie się miejsce dla NOWEGO. Bo pomarańczowy się złamał, bo czerwony ma zupełnie inny odcień, bo takiego - zielonego - to jeszcze na pweno nie miałam, bo czarny właściwie gdzież zaginął.&lt;br /&gt;Każda wizyta w sklepie, prowadzącym sprzedaż Zenithów, kończy się zakupem nowego Zenitha. Choćbym weszła tylko po koszulki do segragatora, sztuk 3. Choćby (jeśli wykryłam - co często bywa - sprzedaż Zenithów na poczcie) moja wizyta nie miała na celu zakupów jakichkolwiek - wyjdę z Zenithem, o ile on tam jest sprzedawany.&lt;br /&gt;Każdy ma prawo do swojego wariactwa, czemu ja nie mogę? Moje jest niegroźne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3139178392360944524?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3139178392360944524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/zenith.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3139178392360944524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3139178392360944524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/zenith.html' title='Zenith'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-1209632873028504068</id><published>2010-10-07T22:50:00.095+02:00</published><updated>2010-10-08T17:15:03.101+02:00</updated><title type='text'>Kukułka</title><content type='html'>Jak pies do jeża zabieram się do tej recenzji.&lt;br /&gt;Tam od razu: recenzji.&lt;br /&gt;Nie można napisać recenzji komuś, kogo się zna i lubi, bo się NIE DA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka się podoba, albo się nie podoba. &lt;br /&gt;Jeśli się nie podoba, to katastrofa, bo jak tu o niej napisać tak, żeby nie urazić autora?&lt;br /&gt;Jeśli się podoba, to nie do końca dobrze, bo Cała Reszta stwierdzi, że recenzja jest po znajomości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kukułka" Antoniny Kozłowskiej, to trzecia książka tej autorki. Czekałam na nią z niecierpliwością, bo po lekturze poprzednich już wiem, że specyficzne i niepowtarzalne pisarstwo A.K. mnie wciąga -&amp;nbsp;od pierwszej do ostatniej strony. Jej książki to te, z którymi siadam w fotelu i wstaję zeń&amp;nbsp;dopiero, kiedy zobaczę ostatnią stronę. I jeszcze czuję żal, że już koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym recenzję pisała tydzień temu, tuż po przeczytaniu, byłaby bezwarunkowo entuzjastyczna. Jednak zdążyłam ochłonąć i nabrać dystansu, więc wiem, że nie jest to moja ulubiona książka autorstwa A.K. Ulubioną -&amp;nbsp;na zawsze chyba - pozostanie "Czerwony rower" - on jest po prostu "mój". Chociaż i w "Kukułce" znalazłam fragmenty, z którymi tak bardzo się identyfikowałam, że niemal czułam zapachy i słyszałam dźwięki. Dom babci bohaterki i cała miejscowość, był domem mojej babci&amp;nbsp;oraz jej miasteczkiem - i nie chciało być inaczej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A.K. świetnie widzi polską rzeczywistość - tu jest po prostu ponuro, smutno i aż się nie chce. Owszem, można być ponad to i czerpać radość z każdego drobiazgu (jak ja), ale zasadniczo nasz kraj nie jest rajem na ziemi, a nasi rodacy to - zdecydowanie - nie są anioły. Gdyby jednak było AŻ TAK przerażliwie beznadziejnie, jak wynika z klimatu "Kukułki" (a również i dwie poprzednie książki są w podobnym klimacie), mielibyśmy chyba większy współczynnik samobójstw, niż Węgry. Na szczęście wiem, że jest to celowe podbarwienie szarością naszej&amp;nbsp;codzienności (wszak nie aż tak szarej!)&amp;nbsp;- autorka dostrzega i wyolbrzymia wszelkie przejawy brzydoty, dzięki czemu jej książki w niektórych miejscach są wręcz naturalistyczne. No i dzięki zbudowaniu tej ciężkiej, beznadziejnej atmosfery, autorka mogła w pełni rozwinąć swój świetny cięto - ironiczny dowcip.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak najbardziej podobają mi się bohaterki (i bohaterowie również). Nie jestem specjalistką od analizy psychologicznej postaci: a czy pani M. to - z punktu widzenia medycyny - miała prawo tak reagować na swoją bezpłodność, a czy pani I. to jest wiarygodnia w swoim postępowaniu. Ja, jako czytelniczka, wiem, że kiedy musiałam przerwać lekturę, TĘSKNIŁAM za bohaterami. Nie zdarza mi się to zbyt często. Byłam ciekawa, co jescze u nich się wydarzy, jak zakończy się ich historia. Lubię być przywiązana przez autora do jego bohaterów. Nie, nie oznacza to, że ich polubiłam. Wręcz irytowały mnie niektóre ich zachowania. Właśnie dlatego, że były takie naturalne, zwyczajne, pospolite, przewidywalne, nie-moje. Nie identyfikuję się z żadną z bohaterek, chociaż są mi - w pewien sposób - bliskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było ciekawe - dla mnie, jako dla osoby znającej autorkę: doszukiwanie się w książce wzorców z realnego świata. Czerpanych garściami, ale używanych oszczędnie, bardziej jako przyprawa, dodająca historii smaczku, nie zaś jako oczywiste przywołanie znanej nam obydwu sytuacji, miejsca czy osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mnie zdziwiło? Zakończenie. Po nurzaniu się w beznadziei, smutku, nudzie, czasem wręcz brzydocie, nie spodziewałam się w żadnym razie najmniejszego promyka słońca. A tu zaskoczenie! Nawet dwa zaskoczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mogę powiedzieć jeszcze? Czekam na kolejną książkę. Stanowczo zbyt długo się czeka, zbyt szybko czyta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-1209632873028504068?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/1209632873028504068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/kukuka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1209632873028504068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/1209632873028504068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/kukuka.html' title='Kukułka'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-3470292335658975293</id><published>2010-10-06T14:27:00.000+02:00</published><updated>2010-10-06T14:27:35.698+02:00</updated><title type='text'>Wycieczka krajoznawcza i gimnastyka poranna</title><content type='html'>Hasło: nie wierzcie prasie lokalnej.&lt;br /&gt;Ja uwierzyłam i pojechałam sobie drogą, prowadzącą przez świeżo wyremontowany most. Szkoda, że most - wbrew temu, co głosiły gazety - nie został jeszcze oddany do użytku.&lt;br /&gt;Pojeździłam więc sobie po malowniczej okolicy, zastanawiając się, czy aby dokądkolwiek dojadę, czy też może będę zmuszona do przebycia wpław rzeki Świder. Im droga stawała się mniej przejezdna, a bardziej zalesiona, tym było mi bardziej nieswojo. Lubię przejażdżki w nieznane, ale&amp;nbsp;wolę wtedy mieć ze sobą mapę okolicy. Następnym razem nie omieszkam jej zabrać, jeśli prasa ogłosi, że otworzyli nową drogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to Gburek dziś rano zyskał mój szacuneczek. On postanowił urządzać poranne przebieżki. O 6.00 stawił się przede mną w dresiku, z pytaniem, czy może mam ochotę wybrać się razem z nim i którymś z psów. Spojrzałam na niego jednym zaspanym okiem, poleciłam mu wyjrzeć za okno i powtórnie przemyśleć sprawę biegania. A za oknem o godzinie 6.00, Moi Państwo, panuje czarna noc. No, powiedzmy: granatowa. Gburek bez słowa rozebrał się z dresu i z powrotem dał nura pod kołdrę. Nie ma to jak silne argumenty. Zdecydowanie wolimy uprawiać sporty w świetle słońca. Może na wiosnę będzie lepiej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(ale ze mnie leniwa matka...)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-3470292335658975293?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/3470292335658975293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/wycieczka-krajoznawcza-i-gimnastyka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3470292335658975293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/3470292335658975293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/wycieczka-krajoznawcza-i-gimnastyka.html' title='Wycieczka krajoznawcza i gimnastyka poranna'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4872454229147839790</id><published>2010-10-05T15:15:00.000+02:00</published><updated>2010-10-05T15:15:33.618+02:00</updated><title type='text'>Są takie dni...</title><content type='html'>...kiedy lepiej wyłączyć telefon, telewizor z wiadomościami, nie szperać po necie i w ogóle nie wstawać z łóżka. Zasłonić rolety, zasłony - co tam kto ma - i udawać, że świat za oknem nie&amp;nbsp; istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat zły, podły, wredny i zwyczajnie nieprzyjazny, z jego&amp;nbsp;wiadomościami, co&amp;nbsp;spadają na łeb, jak kulki gradu - jedna po drugiej, bezlitośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż dziw, że&amp;nbsp;świeci piękne słońce, a nie jesienna, deszczowa plucha - zawierucha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałoby się wrócić do łóżka i ogłosić czarny wtorek. Może po obudzeniu się w środę, świat wróci do normy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie, to niepodobne do mnie. Ja się nigdy nie martwię i wiem, że wszystko ma jasną stronę, a każdy dół swoje dno, od którego uda się odbić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli nie dziś, to jutro będzie lepiej. Bo gorzej to może być zawsze, ale dlaczego miałoby być gorzej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uszy do góry, zamiast się zamartwiać i przejmować maluśkimi i wielgaśnymi rzeczami, trzeba iść przed siebie. W końcu nigdy więcej nie będzie już 5 października 2010. Każdy dzień jest niepowtarzalny, nawet jeśli pies przed wyjściem utytła spodnie (a to był jeden z drobiazgów, pozostałe kulki gradu&amp;nbsp;były większego kalibru).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4872454229147839790?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4872454229147839790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/sa-takie-dni.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4872454229147839790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4872454229147839790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/sa-takie-dni.html' title='Są takie dni...'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-4242800021599352966</id><published>2010-10-04T23:27:00.003+02:00</published><updated>2010-10-06T03:00:41.550+02:00</updated><title type='text'>niechciana działalność</title><content type='html'>Zostałam dziś - całkiem niechcący i przypadkowo społecznikiem.&lt;br /&gt;Nigdy nie miałam zacięcia do kandydowania ani brylowania w samorządzie szkolnym czy studenckim. Ojciec naszych dzieci - z tego co pamiętam - też nie. I trafiło nam się pacholę zaangażowane społecznie. Ono będzie działać, kandydować, obiecywać i ...starać się obietnice wypełniać.&lt;br /&gt;Póki co - plakat wyborczy zrobiłam ja.&lt;br /&gt;Po zakupieniu nań materiałów z mojej kiesy.&lt;br /&gt;To się chyba nazywa: znaleźć sponsora. &lt;br /&gt;W czwartek odbędą się wybory.  Ot, demokracja trafiła do szkół. Ciekawe, jak zadziałają granatowe hasła na żółtym tle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby mało było mi charytatywnej działalności, zabrałam się za okładanie książki do plastyki. Po zeszłorocznej walce z okładkami, która zaowocowała wzbogaceniem mojego słownictwa w Bardzo Brzydkie Wyrazy, obiecałam sobie, że Potomki - jak ostatnie flejtuchy - będą chodzić z książkami bez okładek. I trudno - ja się na powtórkę nie piszę - o nie, nie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak w tym roku okazało się, że przedmiot PLASTYKA w klasie piątej jest czymś szczególnym i należy mu się osobliwy szacunek. W trosce o dobro mojego dziecka obłożyłam więc książkę w fioletowy, kwiecisty papier. Oby to wystarczyło, żeby Pani Plastyczka spojrzała łaskawym okiem....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-4242800021599352966?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/4242800021599352966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/niechciana-dziaalnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4242800021599352966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/4242800021599352966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/niechciana-dziaalnosc.html' title='niechciana działalność'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-7119702329033781179</id><published>2010-10-03T01:14:00.024+02:00</published><updated>2010-10-06T01:30:57.991+02:00</updated><title type='text'>Otwock zabytkiem</title><content type='html'>Bijemy się od lutego, żeby zaniechano durnego pomysły wpisania dużej części Otwocka do rejestru zabytków: całych ulic, podwórek - w sumie 1/4 miasta pod ochroną konserwatorską - taki projekt zaistniał w czyimś chorym umyśle.&lt;br /&gt;Temat przycichł na kilka miesięcy....i nagle wybuchnął pod koniec wakacji (co mnie ominęło z racji wyjazdu).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Zupełnie przypadkowo dowiedziałam się parę dni temu, że owszem, jesteśmy zabytkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moi znajomi z lokalnego forum dyskusyjnego, czem prędzej zorganizowali sobie pogadankę na ten temat, miejscami bardzo trafną:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"W Otwocku sytuacja z zabytkami jest stabilna, stare ulegają zniszczeniu, ale  zaraz w ich miejsce budowane są nowe."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(tu link do całej dyskusji - raczej w celach humorystycznych: &lt;a href="http://linia.com.pl/forum/read.php?4,95055,page=1"&gt;http://linia.com.pl/forum/read.php?4,95055,page=1&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobiście dostaję nerwowych drgawek na hasło: "konserwator zabytków". To dla mnie równie szkodliwy społecznie osobnik, jak "drogowiec".&lt;br /&gt;Niechcący wysłuchałam radiowej audycji z przedstawicielem konserwatora zabytków, który tłumaczył, że Otwock został objęty ochroną, ze względu na unikatowy układ urbanistyczny. Albo ten pan jest idiotą, albo nie wie, o czym mówi. Otwock bowiem nie ma żadnego układu urbanistycznego. Jest chaotyczny, bezładny i bezkoncepcyjny. Jedyne, co w nim piękne - lasy i drewniane domy - ochronić się nie da, a już na pewno nie na tej zasadzie, co resztę świata: mamy wszak w mieście kilka obiektów wpisanych do rejestru i stan ich jest opłakany. Jeśli stan całego miasta będzie podobny, po kilku latach przebywania na mitycznej "liście", to ja chyba sama, własną ręką, podpalę mojego świdermajera i ucieknę, gdzie pieprz rośnie. I wanilia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-7119702329033781179?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/7119702329033781179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/otwock-zabytkiem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7119702329033781179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/7119702329033781179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/otwock-zabytkiem.html' title='Otwock zabytkiem'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5850479053995379610.post-9114195234809891410</id><published>2010-10-02T15:22:00.000+02:00</published><updated>2010-10-05T15:28:17.622+02:00</updated><title type='text'>Jesień....</title><content type='html'>Uwielbiam.&lt;br /&gt;Także tę paskudną, z wiatrem i deszczem - pod warunkiem, że siedzę w domu z zapalonymi świeczkami, albo jadę w świat w ciepłym samochodzie (tu zdecydowanie musi być to Zielony Potwór, jeśli jesień weszła w fazę dżdżystą).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale - póki co - jesień nas rozpieszcza słońcem i feerią kolorów. Żółte i czerwone liście na trawniku powodują - nie wiadomo czemu -&amp;nbsp;że mam świetny nastrój. A kasztany....kasztany to już jakaś moja obsesja - znoszę je do domu w niesłychanych ilościach, nie potrafię się oprzeć ich błyszczącej, brązowej skórce i - ot, tak, porzucić pod drzewam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pięknie jest...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5850479053995379610-9114195234809891410?l=nowajasmeen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/feeds/9114195234809891410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/jesien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/9114195234809891410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5850479053995379610/posts/default/9114195234809891410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowajasmeen.blogspot.com/2010/10/jesien.html' title='Jesień....'/><author><name>jasmeen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02625926912847711154</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
